PLAYLIST

Guillemots
"Made Up Love Song # 43"

7.5

Elo, czy to przypadkiem nie indie lovesong tego lata (pomijając to, że lato wygląda na skończone)?! Jak wiele porządnych przebojów i ten na pierwszy rzut robi ucha banalne wrażenie. Przyjemna barwa głosu Fyfe'a Dangerfielda, pogodny klimat, popowe chórki, a wszystko dopieszczone, żaden dźwięk nie gryzie, wręcz przeciwnie – wszystkie gładzą. Mało słucham radia, więc nie wiem, czy "Made Up Love Song # 43" trafił na właściwe miejsce czyli na playlistę każdej szanującej się rozgłośni. Ziomy w dresach nie znają, więc chyba nie.

OK, kilka przesłuchań wystarczy by wyczaić jak doskonale sprawuje się jazzująca sekcja rytmiczna, jaką inwencją obdarzony jest gitarzysta, na jak wyrafinowanej melodii zbudowano dwie zwrotki. W tle istny kalejdoskop dźwięków: głosy, rwące się taśmy z nagraniem orkiestry, dzwonki, smyczki, trąbki, ćwierkania.

Mam wyliczać dalej? Tekst idealnie pasujący do melodii okazuje się dobrym przykładem na to, jak w lekki a finezyjny sposób wyrazić głębokie emocje: "You got me off the paper round / Just sprang out of the air / The best things come from nowhere / I love you, I don't think you care". Konstrukcja – dwie zwrotki i refreny niby oparte na zwykłym powtórzeniu, w rzeczywistości zmieniające tempo i nastrój utworu od cichego wstępu aż do kulminacji w postaci drugiego refrenu, a później rozładowującej atmosferę cody. Trwa to wszystko trzy i pół minuty, ale ma się wrażenie, że nie więcej niż siedemdziesiąt sekund.

Rozłożenie tej piosenki na czynniki pierwsze zbliża tylko połowicznie do zrozumienia fenomenu Guillemots. Wygląda na to, że są oni nowymi wyznawcami eklektyzmu, ale na szczęście w tym przypadku natłok zaskakujących dźwięków robi odświeżające wrażenie, z pewnością nie przytłacza. Światowej klasy jubilerzy nowej popowej psychodelii mogą czuć się zagrożeni. Mi osobiście kojarzy się ta wielowarstwowość i surfowanie pomiędzy pozornym banałem a absolutną finezją z brazylijską tropicalią, nie tylko dlatego, że odpowiedzialny za gitarowe struny MC Lord Magrao pochodzi z ojczyzny capoeiry i feijoady. Ale można też podać długą listę porównań, na której znajdą się między innymi Beach Boys, Nick Drake, Beatles, scena shoegazerowa, Smiths, Animal Collective. Dużo w tej wyliczance historii, ale no worries – ten cocktail smakuje na wskroś współcześnie.

Miało być 6.0, później 6.5, ale po kilkunastu uważnych przesłuchaniach daję 7.5. Kto wie, ile dałbym za kilka dni.

Piotr Cichocki    
7 sierpnia 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019