PLAYLIST

Gorillaz
"Dare"

6.5

1. [Co to jest Gorillaz.] X
2. [Kilka słów o nowej płycie.] X
3. [Zachwyt nad geniuszem Albarna.] X
4. "Dare" to rezydujący w górnej granicy (4 minuty) radiowego formatu drugi singiel z tegorocznego albumu omawianej supergrupy. Sztampowo wytwarzając niesztampowe numery, Gorillaz nikogo tym razem nie zaskakują. Bardziej kolaż niż matematycznie zaplanowany utwór, cały "Dare" w ryzach trzyma w zasadzie tylko perkusyjny beat "na 2". Poza tym disco80sowy lead od samego wstępu przypomina, co w tej chwili jest modne (bo anime też, czy tylko ja uważam, że Gorillaz to "band", którego jednym z głównych zadań jest kompilowanie trendów?), tworząc jednakowoż barokowo kunsztowny muzyczny smog wokół kilku przeplatających się (z braku jednoznacznie głównego) motywów wyróżnianych całkiem klasyczną (i klasycznie dobrze brzmiącą, taki "pewny patent", sorry) wymianą głosów między państwem śpiewająco-wokalizującymi. Highlight: około drugiej minuty, gdy niemęski głos ustępuje męskiemu, jednocześnie zajebiście wtapiając się (przy pomocy własnej oraz producenta) w tło. Można "Dare" zarzucać, że to mało energetyczny utwór. Faktycznie, mamy tu do czynienia ze skalą mikro – introwertycznym, klaustrofobicznym wręcz moodem. Jazda po nocy, gdy w wozie wszyscy śpią, a ty masz nieszczęście jako jedyny mieć prawo jazdy. I po prostu musisz. I żeby nie było ci smutno, a innym by nie przeszkadzać czymś nadmiernie ożywczym, puszczasz sobie "Dare". A że wszystkie chyba oprócz drumsów ścieżki mają na sobie tonę reverbu, to owe przestrzenne dźwięki w skali mikro mogą na chwilę sprawić, że poczujesz się jakbyś prowadził jakiś taki... no trochę większy samochód. X

Marcin Wyszyński    
13 października 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019