PLAYLIST

Girls Aloud Vs. Sugababes
"Walk This Way"

6.0

I. GIRLS ALOUD

1. Cheryl Tweedy

BD: Cheryl właściwie nazywa się już Cole. Laska praktycznie nie ma konkurencji. Ashley Cole to koleżka któremu ciężko nie zazdrościć. Cheryl jest zbyt doskonała. Jej idealny appearance staje się wręcz nudny. Nawet MC Terminator nie potrafiłby jej zdissować, bo przestraszyłby się jej groźnych spojrzeń. [10.0]

MJ: Dlaczego już nie Tweedy. Kiedyś też chciałem zostać piłkarzem. Na pocieszenie dodam, że widzę tu dwie dobre (że 10.0) sekundy - przy podłodze i ścianie mianowicie. Widywana w lepszej dyspozycji, ale Ashley Cole wiadomo, pedał i sermonista. [7.0]

2. Sarah Harding
BD: To niesamowite, ale blondyna ma ten sam problem, który zaobserwowałem u pani Cole. Jest zbyt perfekcyjna w wyglądzie. To nie moja wina, że mam słabość do lalek. Ale jeśli ktoś napisał gdzieś algorytm na idealną stylową blondynkę, to właśnie ona spełnia ten wzorzec. W pewnym sensie jest to za bardzo przewidywalne, a Sarze brakuje nieco charyzmy. Ale ciężko oceniać Sevres. Plus, jako jedyna w grupie reklamuje bieliznę (z produktem na sobie, of course). [10.0]

MJ: Subtelnie zmanierowana zdzira nie powinna się uśmiechać, zapowiadało się lepiej. Może zbyt wiele wymagam, ale raz, że widzę słabe cztery klatki, dwa, że nie wiem. 00:47-00:48 absolut, przyznam. Nie jest moją pierwszą ni też drugą faworytką pośród. Ale końcówka cię ratuje mała, skąd też szacun. [8.0]

3. Nadine Coyle
BD: Z Girls Aloud jest jak z Beatlesami. Czasem wkręcasz się na maksa w jedną z postaci i zapominasz na dłużej o reszcie. Ja aktualnie przechodzę szczyt fascynacji Nadine. Nie czytuję Pudelków i prasy brukowej, ale w Londynie dorwałem kolorowy magazyn ze zdjęciami ukazującymi plażowe zaręczyny Nadine z jej brunetem. Ich zawartość nie daje się skomentować. W przeciwieństwie do Cheryl i Sary, Nadine nie jest wcale oczywista z ryja. Ma jakąś oryginalność, którą dopiero obrobiono pod lalkę za pomocą makijażu i fryzu. Poza tym bierze do buzi palec kolesiówy z Sugababes. Masakra. [10.0]

MJ: Ach. Tu trochę atak algebraiczny na Cheryl. Mniej się od niej wymaga, więc łatwiej pozamiatać. W każdym razie entuzjastów o trudniejszej świetle sobie uchowała, jakkolwiek nie stoi sierotka z zapałkami w scenie przez dziurę w ścianie wiadomo. Czarna klacz chciałoby się powiedzieć, ale nie przejdzie mi przez klawiaturę. Bądź mi kucharką. [7.5]

4. Kimberly Walsh
BD: Cóż, pamiętam inną Kim z oficjalnego kalendarza dziewczyn za rok 2006. Tajemniczą, zmysłową i ciemnowłosą kokietkę. Co się porobiło? Niewyraźne to jakieś. Stylista nie wystarcza, potrzeba jeszcze zakręcić tyłkiem i "zagrać" japą. Nie dziwne, że montaż jej raczej unika. Średnio to wyszło, ale skrzywdzić też nie dam. [5.5]

MJ: Ech. Najsłabiej jednak. Mogłoby jej nie być, a nie chcę się pastwić otwarcie. [6.0]

5. Nicola Roberts
BD: Ulubienica indie-rockowców i wszelkiej maści nerdów, ruda pokojówka jest fantazją intelektualistów ze swoim wyzywającym, aczkolwiek sprytnie skrytym wizerunkiem. Zawsze ją lubiłem, choć oponenci wytykali jej nawet brzydotę. Ale spece od marketingu wiedzą, że Nicky się przydaje. [7.0]

MJ: Och. Pisałbym jej erotyki w liceum i czekał na odpowiedź całymi nocami. "Kiedy jesteś na ekranie nie wiem co się zaraz stanie". Co chcę powiedzieć, to że potrafi wyglądać słabo. Natomiast przysłowiowa ściana i zabawy mikrofonem, trzymanie się kadru, wszystko! Zabrakło miejsca na litość i popkulturowy resentyment, jest ruda i najlepsze pośladki w okolicy (przynajmniej na zdjęciach niektórych). Osuwaj się dalej. Kinestetyczny soablut, wciąż. [10.0]

6. Współpraca zespołowa
BD: To nie ja im zakładałem grono, więc generalnie zacytuję kolegę: "dobre. dupy. pop". Ale. Odnoszę wrażenie, że etap największego entuzjazmu kolektywnego i takiej radości na zasadzie wczesnych Spice Girls, że "wszystkie za jedną", już minął. Cizie koncentrują się na szukaniu mężów i odpowiedniego momentu dla ciąży. Oraz dbają o swoje osobiste interesy. Po wrażenia z cyklu "girl power" szukajcie gdzie indziej. [2.0]

MJ: To zazwyczaj ulubione miejsce, w jaki sposób chcę widzieć dziewczyny, pomijając supremację Nicoli. To ja im zakładałem grono i mam prawo czuć się oszukany. Ale nie czuję, naturalnie, chociaż fluktuuje poziom zupełnie bez sensu i niedługo będą już brzydkie. Może nie. [6.0]

II. Sugababes

1. Amelle Berrabah

BD: To miłe, że brzydkie anorektyczki też próbują być sexy. Aczkolwiek życie jest brutalne. [3.0]

MJ: Dobra, chyba tu czołuje z dobrym, zachodnioazjatycko-zabarwionym typem. Co utwierdza, że lepsza niż w rzeczywistości o jakieś, powiedzmy, Perfect From Now On. "Gdzie cycki?", natomiast. [5.0]

2. Keisha Buchanan
BD: Czyli pani didżej. "Ty młoda dupa jesteś...". Polewa czekoladowa smakowita, choć w środku cukierka trochę brakuje treści. Ale nie marudzę. [6.0]

MJ: Ale jesteśmy pewni, że bez semickich imperatywów tym razem. Ok. Dziewczę skromne i słodkawe na swój sposób, nikt tu nie jest rasistą, tylko po co. W autobusie dziś widziałem lepszą i za darmo. [6.0]

3. Heidi Range
BD: Zagadką biografów zespołu jest dlaczego niunia w moim wieku wygląda jak by miała tyle lat, że mogłaby mi matkować. Jednocześnie rusza mnie ten rodzaj bezsensownego grymasu pod tytułem "patrzcie na mnie". Mamy tu do czynienia z efektywnym zamienianiem wad na zalety, co cieszy. [6.5]

MJ: Heidi ma najgorzej – nie ratują jej sympatie rasowe, nie jest skromna, ma się dobrze. Zdrowa pani z tv series-esque zacięciem, w końcu po której daje się odnieść fortunę. Mogłaby do mnie przychodzić, gdybym był szewcem, tak. Tak. [7.0]

4. Współpraca zespołowa
BD: W przeciwieństwie do gwiazdorek z GA, Cukroniunie muszą stworzyć wspólny front, żeby je w ogóle nie było zostało zdeklasowane. Yyy. Więc coś tam dają, a czasem chyba nawet radę. [8.0]

MJ: Nie są najbrzydszym girlsbandem jednak. Albo są. Nieważne. Nicola Maria Roberts (Jest W Moim Wieku)! Miłosierdzia nie będzie. [5.5]

III. Total

1. Girls Aloud: 7.4
2. Sugababes: 5.8

IV. Wersja oryginalna klipu – Aerosmith VS Run D.M.C.

BD: Z Runów wolałem zawsze "It's Like That", a z Aerosmithów córkę frontmana. Konkretny teledysk, wszakże. Nadaje się. [6.0]

MJ: Dwóch dobrych chłopaków i kilku więcej nędznych dziadów w niezdrowej konkurencji. I chociaż proporcje są równiejsze niż powyżej, w domu najlepiej. [5.0]


Zobacz także:

http://youtube.com/watch?v=nuH8bhJRtM4
Mateusz Jędras     Borys Dejnarowicz    
25 maja 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019