PLAYLIST

Girl Talk
"Pure Magic" / "LC And Lo"

7.0

Wyobraźmy sobie film, który powstałby jedynie poprzez połączenie ze sobą scen czy postaci z innych obrazów. Trwa walka o dominację we Wszechświecie: Han Solo zabiera na pokład swojego Sokoła Millenium Lloyda Doblera wracającego właśnie z partii kręgli z Walterem Sobchakiem i Vincentem Vegą. Tymczasem na pokładzie Nostromo trwa wojenna narada Bobby'ego Peru, Indiany Jonesa i Ferrisa Buellera. Kto wygra decydującą potyczkę? Wysyłajcie smsy na 0-700.... Zapewne podobny film nigdy nie zostanie nakręcony, ale zakładając, że ktoś wpadłby na taki pomysł, to efekt finalny prawdopodobnie nie byłby niczym więcej niż sezonową głupiutką atrakcją, taką małpką z dwoma noskami i pięcioma nóżkami. Pewni bohaterowie są na tyle mocno osadzeni w swoich rolach, że jakakolwiek próba użycia ich w innej konfiguracji skazana byłaby na artystyczne niepowodzenie. No chyba, że reżyserią zająłby się Greg Gillis...

Dobrze nam znany gościu ukrywający się pod pseudonimem Girl Talk tworzy bowiem muzykę w podobny sposób. Korzystając jedynie z dźwięków nagranych wcześniej przez innych artystów udowadnia, że nie ma takiego motywu, hooku czy refrenu, którego nie możnaby użyć ponownie w zmienionym kontekście niejako definując go przy tym na nowo. Pisaliśmy już o tym w zbiorczej recce albumu Night Ripper, napiszę i ja ponownie – to nie jest muzyczna ciekawostka, którą wystarczy zbyć wzruszeniem ramion i słowami: "no fajnie koleżka pomiksował, dobry dzik z niego". Mamy tu przecież do czynienia ze świadomą i oryginalną formą wypowiedzi artystycznej, która jest świetnym komentarzem do hasła, że "wszystko już było". "So what?" zdaje się mówić Greg uśmiechając się szelmowsko i dodając: "Fuck that, let's have fun!".

Limitowana EP-ka Bone Hard Zaggin' jawi się dobrym dopełnieniem ubiegłorocznej płyty. Oba z zawartych na niej utworów mogłyby się oczywiście znaleźć na Night Ripper, zarówno ze względu na identyczny sposób powstania, jak i wysoki poziom nieodstający nic a nic od kawałków z longplaya. Pierwszy numer zaczyna się od absolutnie klasycznego fragmentu "Power" (Snap! haha) zmiksowanego z "No Problem" Lil Scrappy, na wysokości 0:09 pojawia się zaś marszowy zaśpiew z Westowego "Jesus Walks", który powraca jeszcze pod koniec utworu. Przedtem Gillis wrzuca mniejsze lub większe, lepiej lub słabiej rozpoznawalne fragmenty choćby "Time After Time" Cyndi Lauper, "I Just Wanna Love You" Jaya-Z, "Always Be My Baby" Mariah Carey czy "In Too Deep" Genesis. Uff. Z kolei "LC And Lo" oferuje trochę więcej radochy dla miłośników niezalu zaskakując głównie połączeniem "Uptown Girl" z "Drain You" Nirvany oraz momentem, w którym po króciutkim skrawku "Maps" (2:23) pojawia się doskonale znany męski wokal stwierdzający: "Emptiness is loneliness and loneliness is cleanliness/And cleanliness is godliness and god is empty...". Słowa "just like me" trzeba dośpiewać sobie w wyobraźni, bo Greg nie zwykł eksploatować zbyt długo żadnego motywu, więc także tym razem przerywa Corganowi w pół zdania i śpieszy pokazać słuchaczom, co tu jeszcze innego wykombinował.

Dobra, ja tu piszę i piszę, a przecież najlepiej skomentował tak tę EP-kę, jak i całą swoją twórczość sam Gillis tytułując A-side tego wydawnictwa "Pure Magic". Jakby trafił skubany.

Tomasz Waśko    
20 marca 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019