PLAYLIST
Gesu No Kiwami Otome

Gesu No Kiwami Otome
"Watashi Igai Watashi Ja Nai No" / "Romance Ga Ariamaru "

8.0  /  8.5

Jedną z właściwości muzyki, za pomocą której Japończycy podbierali Zachodowi wszystkich znudzonych pozbawioną polotu twórczością ze Stanów Zjednoczonych i Europy melomanów, była zahaczającą (z naszej perspektywy) o songwriterskie obłąkanie odmienność. Tym ciekawsze, że zespół, który dwoma opisywanymi przeze mnie singlami próbuje uciec reszcie z peletonu, żółtą koszulkę lidera może otrzymać za powściąganie szaleństw i bardziej koherentne podejście do formy piosenkowej. Borys pisał kilka miesięcy temu o tym, że "Ryokiteki Na Kiss Wo Watashi Ni Shite" to pierwszy tak nośny singiel Gesuotome. Od tego czasu Enon Kawatani i spółka zdążyli wydać album, który zdecydowanie bardziej niż reszta ich katalogu nastawiony jest na pop, a ostatnim, jak na razie, elementem ich przemiany są "Watashi Igai Watashi Ja Nai No" i "Romance Ga Ariamaru". W przypadku tych piosenek dziwią raczej nie same kawałki, ale to, że tak szlachetne kompozycje osiągają w Kraju Kwitnącej Wiśni status hitów (ogarnijcie liczbę wyświetleń na YT).

Zanim przejdę do samych numerów, warto w skrócie opisać kulisy stylistycznej metamorfozy. Jak mówią sami członkowie Gesuotome, na początku kapela stanowiła raczej oderwanie od pracy – poboczny projekt, dzięki któremu mogli się wyszaleć i dać upust swojej kreatywności. Na tym etapie mówimy o zespole, który nazywa swoją płytę If You Can't Dance, You'll Be Completely Rude (Odorenai Nara, Gesu Ni Natte Shimae Yo), by zaserwować na niej porąbaną mieszankę wszystkich możliwych gatunków, przy której niby można bawić się na parkiecie, ale najlepiej przeistoczyć się wtedy w jakiegoś naćpanego cyborga. Żeby dać wyraz specyficzności krążka, wystarczy tylko wspomnieć o tym, że opener w pewnym momencie raczy nas dość długim cytatem z Chopina (sam Kawatani twierdzi, że chciał po prostu przełamać stały beat piosenki czymś innym; spoko, ale sorry, Enon, będę całkowicie niegrzeczny – w takich momentach nie umiem do tego tańczyć). Nie powinno zaskakiwać, że w Japonii przyjęło się to doskonale i przed Gesu no Kiwami Otome stanęła szansa stania się bardziej regularnym zespołem. Jednocześnie miał się zmienić profil kwartetu. Lider czuł, że wymaga się od niego powielania sprawdzonych rozwiązań, podczas gdy jego celem było poszukiwanie nowych możliwości ekspresji.

Yada, yada, yada i jesteśmy w roku 2015, kiedy Gesuotome brzmią już jak dojrzały twór, doskonale zdający sobie sprawę z tego, co chce osiągnąć. W skrócie można napisać, że realizują koncept, który od lat pozwala zbierać pochwały na łamach Porcys: fuzja wysmakowania z mainstreamową ładnością i chwytliwością. Mimo że w "Watashi Igai Watashi Ja Nai No" po subtelnym intrze palce Kawataniego przystępują do brawurowego tańca na gryfie, to w przeciwieństwie do wielu kawałków grupy nie kończy się to popisówą instrumentalistów próbujących przejąć dla siebie dany utwór. Dzieje się tu jednak całkiem dużo ciekawych rzeczy. Z jednej strony hymniczny refren, z drugiej wyraźne zróżnicowanie zwrotek: pocinająca gitara i balansujący na krawędzi śpiewu i rapu Kawatani w pierwszej zwrotce vs ślicznie przeplatające się wokale w następnej. Nie zabrakło też instrumentalnego mostka, lecz, pomimo całego tego bogactwa i niezmiennej kunsztowności kompozycji, udaje się zachować lekkość i przebojowość.

Drugi z singli, "Romance Ga Ariamaru", charakteryzuje się klawiszowym brzmieniem i bardziej melancholijną atmosferą. Głównym powodem, dla którego oceniam go wyżej jest doskonały refren. Gesu no Kiwami Otome musieli sobie zdawać z tego sprawę, bo powtarzają go na przestrzeni utworu aż pięć razy. Zwrotki i liczne instrumentalne wstawki, choć w same sobie znakomite, mają pełnić rolę łącznika. Najwspanialszym moim zdaniem momentem w całej dotychczasowej dyskografii zespołu jest drugie wejście chorusu: już w pełnej krasie, z wypełniającymi rejestr synthami i bezbłędną linia basu graną przez cichego bohatera obu kawałków – miłośnika Beatlesów, Yes i wytwórni Motown Masao Wadę. Zresztą nie tylko on, ale wszyscy członkowie grupy posiadają imponujące umiejętności instrumentalne, co w połączeniu z wokalem Kawataniego i świetnym teledyski sprawia, że przy utrzymaniu formy piosenkowej dostrzeżenie u nich jakikolwiek wad może stanowić trudność.

Niedawno potencjalnym powodem emigracji wielu młodych Polaków miało być zwycięstwo w wyborach prezydenckich Andrzeja Dudy. Mnie do wyjazdu bardziej przekonuje rzut oka na japońską listę przebojów.

Piotr Ejsmont    
1 lipca 2015
BIEŻĄCE
Różni WykonawcyWelcome To Paradise: Italian Dream House 89-93
Broken Social SceneHug Of Thunder