PLAYLIST

Gary War
"Born Of Light"

6.0

Ledwo przestępuję kevlarowy próg tego mini epica, a Gary War posyła w moim kierunku salwę z miotacza lo-fi plazmy. To już nie pierwszy około-chillwave'owiec obierający kurs pozaziemski i przymierzający strój szturmowca z ery Reagana. Kawałek byłby oczywiście brylantem na Flash Gordon OST a w dalszej kolejności widzi mi się współpraca Gregary'ego z Lindstromem i spółką. Wracając do spauzowanego "Born of Light", po kanonadzie wyziera motyw na kształt spłaszczonego wstępu do "Timed Pleasure", by z kolei (TGV) ustąpić miejsca ejtisowym synth popom/new wave'om, poddanym dość oszczędnym zabiegom chillującym. Czy raczej czyszczeniu obuwia papierem ściernym, bo wychodzi z tego jakiś shoegaze synth pop. Z pamiętnika czystego subiekta: nieodparcie, jak dla mnie, Pet Shop Boys'owa atmosfera, niejaka nawet charyzma wokalu, wprawdzie przytłumionego, ale wyraziście dokładającego swoje trzy pensy do dynamicznego bitu, i dalsze puszczanie wiąch z fazerów nie ratują jednak "Born..." przed szybkim ulatnianiem się początkowego wrażenia co do jego potencjału, ujmijmy to dyslalicznie, bycia glowelem. Spokojniejsze rzeczy Brooklińczyka, z mniej wyeksponowanym rytmem, jakich parę jest choćby na New Raytheonport z 2008, przykuwają moją uwagę znacznie bardziej, niż ten w sumie "chwytliwy", ale niewyważony numer. Songwriting tym razem nie rozświetla brzmienia, które jednak z drugiej strony wzbogaca zagrywki, jakie w mniej zabrudzonych okolicznościach przechodziłyby niezauważane. Takie smaczki i sama idea Star War skłaniają do założenia podsłuchu w nadchodzącej EP-ce, Police Water, którą "Born..." zapowiada.

posłuchaj »

Andrzej Ratajczak    
21 sierpnia 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019