PLAYLIST

Gang Gang Dance
"Glass Jar"

7.5

Czas płynie, a Gang Gang Dance stoją w miejscu – to pierwsze, co przychodzi do głowy po wysłuchaniu "Glass Jar". Choć od poprzednich nagrań minęło grubo ponad dwa lata (nie ma co liczyć Kamakury, bo – choć wydana w sierpniu 2010 – nagrana została trzy lata wcześniej, swojego czasu chcieliśmy o niej wspomnieć, ale jakoś nam umknęło, więc powiedzmy krótko: niezłe to, choć grubej kasy na winyl wykładać nie warto) nie zaskakuje tutaj nic. I to nie jest opinia jednostki – cały internet, zajawiając singla, zwraca uwagę przede wszystkim na długość. Gang Gang Dance trafili w punkt po raz siedemnasty co najmniej – bo czy naprawdę można oczekiwać od nich większego sonicznego rozpierdolu niż w 2008? Czy to w ogóle jest możliwe? To znaczy, na pewno jest, ale zapewne kosztem treści.

GGD na ostatnich dwóch płytach w kilkuminutowe ramy poszczególnych indeksów wlewali tyle formy, że treści czasem trudno było wypłynąć na powierzchnię. Może stąd teraz decyzja o rozdęciu tracka aż do jedenastu minut. "Glass Jar" składa się z dwóch wyraźnych części. Pierwsza to zaprezentowanie instrumentarium. Zespół stroi syntezatory, rozgrzewa palce, ramiona, sample, wprawiając się krótkimi formami, a to, co z początku wydaje się niewinnymi zabawami, na wysokości 6:16 formuje się w zgrabnego bangera z niesamowicie singlowym potencjałem. Melodii może niezbyt wiele, ale mamy space-pop, rock, nieoczywiste rytmy i szamański wokal Liz Bougatsos i to wszystko spokojnie wystarcza na 7.5. Aparat pojęciowy jak zwykle w przypadku opisywania dzieł GGD trochę siada. Do głowy, jako punkty odniesienia, przychodzą przede wszystkim... inne dzieła GGD. Szare komórki oszczędzamy więc na opisywanie majowego longplay'a.

I jakby było mało dobrych wiadomości – nowojorczyków zakontraktowało 4AD, więc jest szansa, że w listopadzie przeczytamy o nich w Wyborczej.



P.S.: "Glass Jar" jako odpowiednik "House Jam" (w sensie, że pierwsza odsłona nowego albumu) to zapewne wyrafinowana gra słowna, mająca wskazać pokrewieństwo między Saint Dymphna a nadchodzącym Eye Contact. Jednak do głębszych rozkmin o naturze tytułów odpowiedni byłby redaktor Błaszczak, więc, jeśli wymyślisz Janku jakiś sensowny kalambur, dopisz go gdzieś w okolicy.

Filip Kekusz    
7 marca 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019