PLAYLIST

Game feat. Justin Timberlake & Pharrell
"Ain't No Doubt About It"

6.5

KB: Ciekawe, czy to jeden z nigdy niewykorzystanych podkładów zalegających w pharrellowych szufladach, czy zupełnie nowa produkcja, ale nawet jeżeli jest to podkradanie od samego siebie, to mógłby czynić to częściej, zresztą to właśnie na automatycznej rozpoznawalności swoją popularność zbudowali Neptunes, a tutaj znajdziemy praktycznie wszystko, co mogliśmy znaleźć w porządnym wyprodukowanym przez nich singlu. Fajnie słyszeć Justina znowu na ich podkładzie i co ciekawe, mam wrażenie, że nie brzmi on tak samo jak na Justified, a wiek i ostatnia płyta odbiły się na jego sposobie śpiewania. Ewentualnie może denerwować sztuczność tego kawałka – brzmi to trochę tak, jakby doszło do reunionu wielkiego, nowatorskiego kiedyś zespołu, który zdecydował się nagrać jeszcze jeden singiel w starym, dobrym stylu. Świeżością więc nie oszałamia, ale jak się zajebiście kocha ten zespół, to wypada tylko fanować.

RG: Gdyby "Ain't No Doubt About It" było dziewczyną, a my bylibyśmy w Anglii nazwałbym ją "cocktease" i strzelił focha stulecia: leci tutaj sobie taki zajebisty podkład i nic, rakemno nic, się z nim nie dzieje, nie ma tutaj żadnego bow wow wow refrenu, hooka czy czegoś. Mamy tylko kozacką zapowiedź, namiastkę gibany stulecia przechodzącą w kozacką zapowiedź, namiastkę gibany stulecia kończącą się kozacką zapowiedzią, namiastką gibany stulecia. Szósteczka, ain't no doubt about it.

AG: Game, och Game. Dla mnie zawsze pozostaniesz maluczkim ze świty przypocznej 50 Centa... (A umówmy się, być przydupasem 50 Centa, to najzwyczajniej w świecie być Tołdim hip-hopu). Ustaliwszy kwestię rangi i szacunku dla głównego bohatera (któremu, oddajmy biedakowi sprawiedliwość, raz czy drugi trafił się nawet jakiś hicior, choć będę się upierać że przypadkiem), możemy przejść do kolabo. Justinowi od naszej ostatniej schadzki wąs się ewidentnie sypnął, Pharellowi głos zachrypł – chyba że to Game go naśladuje, jest środek nocy, a ja o jednym głośniku, więc głowy nie dam który tam pierwszy. Podkład za to przezimował w kapsule czasu i ocieka formaliną do tego stopnia, że gdybym nie wiedziała który jest rok, mogłabym pomyśleć, że jest parę lat wcześniej. Świeży podkład, starsi panowie, retro podkład, młode chłopaki. What Would Escher Do?

KFB: Właściwie to ciężko powiedzieć kto tu kręci z kim i w jakiej kolejności, co sprawia, że na scenie mamy praktycznie trzech pierwszoplanowych aktorów. Neptunesowy podkład "niczym nie zaskakuje" i w pewnym sensie jest mocno typowy, ale nie można odmówić mu względnej chwytliwości, a jakże. A występy panów? To samo – solidne, dosyć wyraziste, ale nie wnoszące totalnie nic do ich przeogromnych dorobków. Po prostu Justin, Pharrell i Game postanowili nagrać fajną piosenkę i jak najbardziej im się to udało, ale nic poza tym. Stety czy niestety? Oto jest pytanie.

posłuchaj »

Aleksandra Graczyk     Kamil Babacz     Kacper Bartosiak     Ryszard Gawroński    
5 maja 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019