PLAYLIST

Free Blood
"Never Hear Surf Music"

6.0

Ilość. Słucham sobie tego nad wyraz przyjemnego kawałka i wierzcie lub nie, ale to pierwsze skojarzenie jakie mi się nasuwa. Filip Niedenthal w ostatnim numerze "Twojego Stylu" mówi, że w tym sezonie ma być eklektycznie. Nie mam najmniejszego pojęcia o modzie, a wspomniany żurnal przeglądam w poszukiwaniu wrażeń zupełnie innego rodzaju, ale jestem gotów nie tylko jego tezę potwierdzić ale nawet wytłumaczyć. Otóż proszę państwa, ilość.

Zaczyna się z grubej rury: rytmiczne uderzenia stopy, filuternie funkujacy basik i handclapsy nie pozostawiają najmniejszych złudzeń co do przeznaczenia tracku. Dalej wchodzi namiętnie mamroczący męski wokal i wtórujący mu kobiecy. Nie sądzę by tekst w tym kawałku miał jakieś głębsze znaczenie i moja przeciętna znajomość angielskiego nie ma tu raczej nic do rzeczy, ot stanowi bazę do różnego typu wokaliz i skandowanek. Apetyczny początek, co prawda powróci jeszcze w dalszej części, tym nie mniej, jeśli wyłowicie jakiś ciekawy motyw to radziłbym się nie przyzwyczajać, w końcu ma być eklektycznie.

Niech mnie dunder świśnie jeśli moje quasi-filozoficzne rozważania, które tu zaraz wyłożę, nie były już gdzieś roztrząsane i to dogłębniej, naukowo i z przytupem. Takie czasy, trudno być oryginalnym, i nawet to stwierdzenie takowego pierwiastka jest pozbawione. Ilość daje o sobie znać w jedyny znany sobie sposób, paraliżująco. Sama ilość nie byłaby być może taka straszna, ostatecznie zawsze gdzieś tam się szwendała, nieświadoma swoich gabarytów, biedna gapa. Czasem tylko znalazł się jakiś cwaniak który potrafił wykorzystać jej potencjał do realizacji swoich mniej lub bardziej trefnych pomysłów. "Oho", powie niejeden z czytelników, "wszystko jasne, następny mądrala zaczyny pierdolić o tępych masach i ogłupiającej popkulturze". Widać proszę państwa, że jeszcze się nie zrozumieliśmy.

Free Blood to ekipa z New Yorku z wianem w postaci dwóch członków !!!. Młoda, prężna z ambicjami. Wystarczy wejść na ich myspace'ową stronę, by poczuć się niezal. W chwili kiedy to piszę uciułali raptem z 300 odsłuchań interesującego nas kawałka i nieco ponad 1200 ogółem. O boziu co to jest, 300 odsłuchań? Ja sam zapewne wyrobiłem z 10. Imponująca lista inspiracji śmierdzi skandalem na forum. Jak to, Pharoah Sanders w sąsiedztwie Muppetów, poyebało? Obawiam się, że tak, z resztą muzyka bynajmniej nie stara się tego maskować. Estetyka plastikowego popu rodem z ojczyzny Dance Dance Revolution, przeplata się z ciumkaniem na akustyku, a outro mili państwo to pocztówka sprzed ponad dwóch dekad kiedy to dokładnie w tym samym miejscu artystowska młodzież dokazywała na styku punka i free improv.

Aleś my się zajebali tą ilością! Idea była szczytna, okiełznać, ogarnąć, udostępnić i zniwelować. Zabawne, że wyszło coś zgoła odwrotnego. Ile jest zespołów zręcznie mieszających style na modłę Free Blood? Dalej, ile było wcześniej wykonawców grających tymi samymi kartami? To kwestia przypadku, że czytam takie blogi a nie inne i że piszę o nich, a nie na przykład o jakimś obiecującym producencie z Hongkongu. Że niby nie jestem znawcą? A kto jest? I czy to w ogóle stanowi jakiś problem? Dajcie mi pół roku, stałe łącze i duży dysk, a będę trzaskał teksty o awangardzie nie gorzej niż jakiś redaktor z "Glissando". Przesadzam? Obawiam się, że nie, co gorsza takie pomysły nękają mnie z beznadziejną regularnością. Całe "szczęście" mam zdywersyfikowane źródła dostaw oraz wcale ambitną ciekawość, to sobie jakoś te zajawki dozuje. Guess what, jestem eklektyczny.

Taneczny bit trzyma kawałek za mordę, czuwając żeby się to całe towarzystwo nie porozjeżdżało bóg jeden wie gdzie i po co. Chociaż nie przesadzajmy, trudno tu mówić o jakimś niepohamowanym duchu eksperymentatorstwa. Namecheckowanie wykonawców bawiących się w tej samej piaskownicy, lepiąc jeszcze okazalsze babki, nie sprawia większych kłopotów. Jest Max Tundra, który rzeczony fetysz dopracował do perfekcji; Deerhoof bada z grubsza te same obszary tylko bardziej gitarowo; Avalanches samplują and so on. Zabawa konwencją, zabawa ze słuchaczem, zabawa na parkiecie, zabawa, ot wszystko. Pytanie. Czy mi się to podoba?

Deja vi, tak jest, niektórzy już dawno zorientowali się z kim tańczą. Być może znalazł się ktoś, kto z oburzeniem, nie doczytawszy do końca, założył już wątek na forum, żeby szkalować moje skromne imię, oskarżając mnie o plagiat. Ci co nie bardzo wiedzą o co chodzi też mogą się poczuć oszukani. Ale ostrzegałem! No jak boga kocham, ostrzegałem! I wcale nie mam zamiaru odkrywać się tak do końca. Raz, że głupio mi wymieniać to nazwisko, eksploatowane do granic możliwości, a dwa, być może wy wcale nie wiecie o co biega! Jeśli jednak domyślacie się (nie jest to chyba takie trudne), to radzę odszukać interesujący nas fragment i go sobie odświeżyć. Ostrzegam tylko, może to być nie lada deprymujące zważywszy, że cała heca miała miejsce czterdzieści lat temu. A na postawione wyżej pytanie odpowiem już wprost, ciut zmienionym cytatem: "I – niestety, niestety! Ta muzyka nie jest wcale taka zła! Gdybyż to było złe! Wcale nie jest takie złe!".

Paweł Nowotarski    
28 marca 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019