PLAYLIST

Ford & Lopatin
"Emergency Room"

6.5

Zmianę nazwy z Funk Me Hard na Brenda Walsh rozumiem – choć nie mają ze sobą nic wspólnego, poza ładunkiem poczucia humoru. Podobnie jak rozumiem zmianę z GYBE! na GY!BE... właściwie to nie, nie rozumiem, ale za nimi trudno nadążyć. Ale zmiana słówka Games na banalne nazwiska po pierwsze psuje wizerunek (ileż fajnych rzeczy można z taką nazwą zrobić, That We Can Play mogło być dopiero przedsmakiem), po drugie sprawia wrażenie, jakby twórcom odjebało lekko. Nawet Oasis w swej megalomanii nie zmienili po Be Here Now nazwy na "Gallagher, Gallagher i trzech nic nie znaczących brzydkich typów". Gdyby Please Please Me nagrał band Lennon & McCartney & Harrison & Starr, w naszym przewodniku po popie triumfowałby Scooter. Ja sam zapomniałem nazwę duetu i wpisałem w YouTube najpierw "Fred & Lopatin" (co za rzeczy tam wyskakują...).

Z drugiej strony taka zmiana nazwy jest wybawieniem dla tych, co muzykę Forda i Lopatina zajawiają – jest się o co zaczepić. Pierwszy utwór promujący, wreszcie, prawdziwy album jest właściwie... taki jak trzeba. Na początku takie "piiiiii", a potem płytkawy bas sprzed trzech dekad, równie dojrzały głos i zupełny oldskul na innych instrumentach, choć gładki przy końcach. A kiedy już nas uśpi melodia ładna i trochę nudnawa wylewają na syntezatory wodę i wszystko zaczyna przeskakiwać i się rozłazić. Może mało hypnagogic i niezbyt odważne, może nie "Strawberry Skies", ale za to sympatyczne. Na przerywnik w pracy wystarczy, ale wobec Channel Pressure mam większe oczekiwania.

Filip Kekusz    
26 kwietnia 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019