PLAYLIST

Florence + The Machine
"You Got The Love (The XX Remix)"

7.5

AG: Do Florence nigdy jakoś nie zapałałam niczym więcej niż przyzwoleniem na egzystencję, a do drum'n'bassu ostatni raz tańczyłam na własnej osiemnastce. I nagle ten remiks, jakim prawem no. Dwie przewyborne rzeczy, które zazwyczaj łączą się ze sobą równie niefortunnie co czysta z mlekiem – czyli wypycony bas i dziewczęca zwiewność – nagle okazały się działać jak kefir na kaca, czyli nad wyraz cholera odpowiednio. Burialowy werbel nożycoręki (typu "Distant Lights") czy tam Ital Tekowy (nie żebym się znała, ale młodzież ponoć słucha) oraz sukcesywne odraczanie finału to kolejne myki, dzięki którym można mnie mieć. Ale w końcu jestem już stara i mam zajechane uszy, więc zobaczymy, co powiedzą młodziaki. Dawać, który tam następny w kolejce.

KFB: Guy Ritchie i jego filmy – wiadomo, ale "prawą dłonią" byłego męża Madonny był przez długi czas Matthew Vaughn (mąż Claudii Schiffer żeby było śmieszniej), który zadebiutował fajnym gangsterskim filmem Layer Cake. I tam grał sobie obecny Bond zanim stał się Bondem, ale była i Sienna Miller. No i właśnie ta Sienna... Badajcie. Sam cover tego kapitalnego utworu w wersji Flo broni się raczej marnie (przy całej mojej sympatii do niej – nie ma startu), za to ta wersja... Zwłaszcza za drugą połowę kawałka przybijam pionę, fajnie ta zgraja młodzieży z XX podłubała i pokręciła. Kurde, muszę sobie Przekręt odświeżyć.

RG: Ogarnijcie sytuację, że znowu ktoś dokonuje dekonstrukcji jakiegoś nudnego utworu (Florence, no ile można być Kate Bush) i lepi z niego coś naprawdę zgrabnego. Przedtem Tiedye zrobił operację plastyczną panom z ostrymi gitarami, teraz XX biorą się za Florence, zostawiają ładne nogi, podkręcają wokale, wywalają teledyskowe uniesienia wszystkich nacji i konfetti, dorzucają 2stepowy feel. I znowu oryginał jest brzydkim kaczątkiem schowanym w krzaku, a nowa wersja może dumnie śmigać głównym gościńcem bez żadnej siary na ośce.

KB: Podejrzewam, że "You Got The Love (New Voyager Mix)" to jeden z nielicznych singli, które z tamtej epoki tańca przywoływać należy będąc kierowanym nie tylko sentymentem. Florence darzę taką grzeczną sympatią, ale tutaj jest w stanie zapracować sobie na trochę większy szacun, bo naprawdę urzekająco zaśpiewała utwór (w oryginalnej wersji też, choć jest ona trochę bez celu), który uważałem za własność Candi Staton. Florence jeszcze swoją drogą, ale jak pięknie przeplatają się wokale jej i chłopaka, który akurat kradnie jej show. XX mocno zaskoczyli, bo okazało się, że klasyk, który brzmi jak wyciągnięty z Blue Lines, może brzmieć znów świeżo, choć to przecież stary dobry 2-step. Podejrzewam jednak, że takich klawiszy i mrocznego klimatu nie spotykano tam często, nie mówiąc o narracji. Szarpanie wokali w drugiej części – absolutnie mistrzowska robota. Nie wiem, czy skakać czy się bujać, a akurat bardzo lubię ten dylemat.

posłuchaj »

Aleksandra Graczyk     Kamil Babacz     Kacper Bartosiak     Ryszard Gawroński    
30 grudnia 2009
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019