PLAYLIST

Fiery Furnaces
"Single Again"

8.0

Dziś nieoficjalna polska premiera drugiego albumu tego wariackiego rodzeństwa: przy odrobinie zaradności uda wam się go po wyjściu z domu spokojnie kupić. Dreszczyk podniecenia niewątpliwie ściska w okolicach szyi. Pamiętam jak w grudniu 2003 doznawaliśmy oryginalności stylu grupy (który kumpel ze śmiechem ochrzcił: "modern blues?"), brzmiącej atonalnie, folkowo, eksperymentalnie, ale cholernie chwytliwie, wskrzeszającej ducha "złotego wieku" starego, rasowego rock'n'rolla iście zawadiackim free-feelingiem, kompromitującym dziewięćdziesiąt procent sztucznych podjarek prasowych, z najbardziej przereklamowaną kapelą (jak na razie) dekady, White Stripes na czele. Ha! Od razu zwęszyłem ten porażający potencjał! Talent duetu aż kipiał na Gallowsbird's Bark – w sumie jednej z najczęściej słuchanych przeze mnie w 2004 płyt zeszłorocznych. Bo trudno opędzić się od wymiatania "Don't Dance Her Down", "Worry Worry" czy zwłaszcza "Crystal Clear". Aż kilka miesięcy temu zaczęły nadbiegać informacje z różnych stron, że sofomor, Blueberry Boat, to poważne sprawy, dzieło monumentalne. Toteż pewnie w chwili gdy to czytacie zawijam właśnie swój egzemplarz (Rough Trade na Europę rozprowadził towar dopiero po wakacjach).

Pomiędzy oboma długogrającymi, rolę apetizera spełnił mały dwuutworowy krążek Single Again z początku czerwca, bezpośrednio poprzedzający amerykańską edycję Blueberry Boat, ale nie włączony do repertuaru longplaya. (Numer tytułowy w wersji kompaktowej uzupełniono kompozycją "Evergreen", a na winylu – "Sing For Me".) Posiadając go, do wszystkich wydanych nagrań formacji brakuje wam tylko b-stron singla Crystal Clear. (Po co to mówię? Tak sobie.) Wiedziałem, że spodoba mi się ta piosenka! Uwielbiam Fiery Furnaces i nawet z nabożeństwem odsłuchałem fatalnej jakościowo, dyktafonowej rejestracji ich nowojorskiego występu, na którym był Mike. Uwielbiam głos Eleanor i jej abstrakcyjne, żartobliwe opowiastki, operujące swobodnym strumieniem świadomości (prywatnie ulubione wersy: "Dirty boy said 'Let's make love in the water' / I said 'No thanks, pal'" z "Leaky Tunnel" albo "Don't you wish your little boy was cute like mine / He's a married man, but he comes to see me sometimes" z "Worry Worry"). Tu wokalistka tłumaczy równie intrygująco, dlaczego wolałaby być znowu sama. Muzycznie, przewodni riff syntezatorowy wygląda jak rytmiczny klon "Worry Worry", hipnoza pianinka i dzwonków odsyła do stagnacji "Leaky Tunnel", a progresja w refrenie czerpie z "Crystal Clear". Czyli niemal esencja Furnaces w pigułce. Wyborne czekadełko przed potężną, obfitą ucztą.

Borys Dejnarowicz    
27 września 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019