PLAYLIST

Feist
"Mushaboom"

6.0

Wprawdzie Peaches nadała jej wyzywający pseudonim Bitch Lap-Lap, tak naprawdę jednak Feist nie ma z jego wydźwiękiem wiele wspólnego. Jeśli Liz Phairowy (a ściślej – Liz Phairowaty), sfuckowany na śmierć wizerunek jest po lewej, to obraz Leslie umiejscawiamy zdecydowanie po prawej, w bardziej tradycyjnej i łagodniejszej przestrzeni. Dowodem niech będą płyty, na których wokalistka się udzielała, zarówno jako gość (mowa przykładowo o niedawnym Riot On An Empty Street czy też przede wszystkim You Forgot It In People (aj, posłuchałoby się tego kiedyś znów, kiedy będzie lato?), bądź jako główna bohaterka. Mamy zatem solowy debiut Monarch sprzed lat sześciu oraz Let It Die, album zeszłoroczny.

Spore nadzieje wiązałem z tą drugą pozycją, zachęcony próbkami głosu Feist, których dane było łyknąć na albumach wspomnianych wyżej. Niestety doszło do rozczarowania – wdzięki wokalu Kanadyjki gdzieś bowiem utknęły pomiędzy precyzyjną, acz płaską, popową produkcją, a brakiem jakiegokolwiek innego wyróżnika, który udanie współtworzyłby konieczną, silną tożsamość utworów. Weźmy taką Mirah – jej potencjał kompozycyjny nie dorównuje krążkowi Leslie (pamiętajmy co prawda, że aż sześć tutejszych piosenek to covery). Tymczasem osobowość i wyraźny wybór estetyki wywindowałyby kumpelę Phila E. na zdecydowaną zwyciężczynię pojedynku i to przy pominięciu tej – owszem, gloryfikującej – znajomości. W innym kontekście można by przywołać Annie: bywają na Let It Die próby mini-ucieczek w kierunku wolniejszego electro ("One Evening"). Miłe to, miłe, lecz do poweru i kreatywności Norweżki startu niet.

Let It Die, choć jako całość bardzo porządne, bywa też naiwne, jak się to chwilami przytrafia w "Mushaboom". Na szczęście kawałek ten szybko niweluje swą wadę zgrabnymi pomysłami na rozwój melodii. Najczęściej zaś jest tu inaczej – obcowanie z poszczególnymi piosenkami bez skaz jest więcej niż przyjemne, nie sumują się one natomiast w sposób, ekhem, matematycznie prawidłowy; punkty gdzieś gubią się w zbyt smoothowej, nudnawej atmosferze takiej Norah Jones (zatem rodzicom się spodoba, macie to jak w banku). Ciągle są to mocno piątkowe sprawy, no ale liczyło się na więcej.

Jędrzej Michalak    
25 lutego 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019