PLAYLIST

FCL
"Let's Go Seven"

7.0

Jeśli, przy okazji oglądania spotkań z udziałem Davida Villi na bieżących Mistrzostwach, zastanawialiście się czy można użyć w kontekście imprezowym czasownika "brylować" (ang. to brill), to możecie już przestać. Nie można. Nie wiedzą o tym nie tylko krakowskie ćmy barowe, ale i dwóch panów (starszy i młodszy) z pewnego kraju graniczącego z innym krajem, którego reprezentacja za chwilę przegra lub wygra (jednak wygrała – przyp. red.) spotkanie ćwierćfinałowe.

Duet prominentnych, belgijskich działaczy z okolic house'u wydaje znienacka krótką EP-kę, która na lato jak znalazł: Vocals For Everyone to, jak sama nazwa wskazuje, muzyka (i to taneczna!) z wokalami, cztery tracki zrobione z dwóch, i trzeba mieć naprawdę ciężkie serce i odporność na dysonans poznawczy, żeby wyrwać jeden z całego kontekstu. Ponieważ "Let's Go Seven" jest swoistym wmiksem "More Than Seven" w "Let's Go", przyjmijmy na potrzeby chwili, że jest najbardziej reprezentatywny, może nawet ulubiony, a na pewno najzupełniejszy.

"Let's Go" samo w sobie jest świetne – generyczny bit oparty na krótkim modelu werbel-przyklask nieśmiało synkopuje klarowną stopą, a dwuwymiarowo arpeggiowana progresja organu staje się jeszcze ładniejsza, kiedy odpowiedzialny za ów track San Soda, połowa FCL i producent większości ostatnich wydawnictw wytwórni We Play House, przedstawia w ramach mostka rozmarzony segment syntetycznych smyków. Wszystko jako "podkład" dla gospelowych przyśpiewów. "More Than Seven" z kolei posiada na mikrofonie belgijski odpowiednik Ani Dąbrowskiej, Lady Linn, sprawdzającą się doskonale bossowską emulacją klasycznych atmosfer vocal house (sprzed dwóch dekad) w dynamice kickstartów tonacyjnych.

Tak oto powstał nasz dzisiejszy bohater. Uproszczony i dostosowany do zawierania zminiaturyzowanego (i przyspieszonego) motywu organowych dzwonków bit rusza od momentu dodania nieco cięższej stopy, czyniąc materiał źródłowy "Let's Go" bardziej loopowalnym, zapewne dla potrzeb nienarzucającego się groove'u. Materiał Lady Linn zostaje pocięty i wklejony jako dwa wersy, każdy w innej funkcji – to, co wyszarpane z otoczenia gramatycznego działa jako "zwrotka", a przyświecające całej EP-ce "Wanna see your body movin'" robi za "refren". Taka kompresja sprawdza się całkiem nieźle, niemniej można wystosować garść zastrzeżeń: moi kochani, proporcje – rozumiem, że melodyczny aspekt warstwy instrumentalnej "More Than Seven" nie jest tak nęcący jak jego odpowiednik z "Let's Go", ale zarówno komponent głębi (ok, przyznaję, chodzi o brzmienie), nagłe zagęszczenie talerzy jak i chorus tej całkiem zdolnej belgijskiej divy należało było chyba jednak przekleić w całości. To tak gdybym był bogiem –nie jestem, więc cieszmy się tym co mamy, a mamy nostalgiczny powrót do tradycji chicagowskiej, poddanej w ostatnich latach nieubłaganej sransgresji.

posłuchaj

Mateusz Jędras    
2 lipca 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019