PLAYLIST

Elvis Costello & The Imposters
"The Name Of This Thing Is Not Love"

3.0

Albumy jednej z najwybitniejszych postaci ostatnich 30 lat sprzedają się w Polsce oszałamiających ilościach 200 egzemplarzy (w porywach). Mowa tu o płytach nagrywanych w drugiej połowie lat 80-tych i dwóch następnych dekadach, bo wcześniejsze, najbardziej klasyczne płyty Costello (między innymi My Aim Is True, This Year's Model, Imperial Bedroom czy Armed Forces) są w ogóle u nas niedostępne.

Wydana pod koniec 2004 płyta The Delivery Man, nagrana z okazyjnym zespołem The Imposters (tam dwóch muzyków z The Attractions, grupy, z którą Costello święcił największe triumfy), została zainspirowana piosenką "Hidden Same". Costello podarował ją niegdyś Johnny'emu Cashowi. Opowiada ona o człowieku, który po 30 latach przyznaje się do zamordowania w dzieciństwie swojego przyjaciela. Kolejne piosenki na Delivery Man opowiadają o ludziach próbujących rozliczyć się z przeszłością i układają się w coś w rodzaju concept-albumowej narracji, której scenerią jest małomiasteczkowa Ameryka. Stąd odwołania do tradycji – bluesa, country i szorstkiego, dylanowskiego rockandrolla. Gościnnie w nagraniu wzięły też udział country-folkowe piosenkarki Lucinda Williams i Emmylou Harris.

Zbiorek zaczyna się świetnym, nerwowo rozhuśtanym bluesem "Button My Lip". Ale "There's A Story In Your Voice" (z Lucindą Williams) powstało chyba dzięki telepatycznej łączności z twórcami "Whisky, Moja Żono". Szybko okazuje się, że pomysłów na dobry materiał jest tu niewiele. Balladowe części zlewają się. "Bedlam" zaskakuje na podobnej zasadzie, co opener. Pobudza też rootsowy "Needle Time" – powiedzmy, że jest to coś między Dylanem a zwolnionym "Run Run Run" VU. Honor ballad ratuje "wstrząsający" protest-song "The Name Of This Thing Is Not Love". I mimo tekstowych smaczków (nieskromne dwuznaczności w stylu "In a certain light he looked like Elvis / In a a certain way he seemed like Jesus") i w ogóle postaci okularnika, o którym Eddie Van Halen powiedział, że krytycy go lubią tylko dlatego, że... wygląda dokładnie tak jak oni, Delivery Man jawi mi się jako kolejna (raczej mało spektakularna) porażka Costello. Wygląda na to, że nie ma on za bardzo pomysłu jak owo uwielbienie zagospodarować. Zresztą przykładowo ja powoli wychodzę z zaczadzenia postacią artysty, które przeżywałem przez ostatnie 1,5 roku. Liczne rzesze polskich fanów też raczej się nie powiększą.

Piotr Kowalczyk    
8 lipca 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019