PLAYLIST

Ellen Allien
"Sehnsucht"

8.0

Berlinette to dopiero drugi krążek Berlinianki, od kilkunastu lat aktywnie udzielającej się w rozmaitych ruchach prężnie prosperującego, miejscowego podziemia, dla której dawniej wydawanie solowych projektów nie było priorytetem. Debiutem Weiss Mix (2002, Bpitch Control) najwyraźniej zasmakowała jednak w owej formie artystycznej ekspresji, wśród wielu zajęć znajdując czas, aby w rok później ponownie zaprząc (notabene własną) wytwórnię do wydania nowego materiału.

Zakochani w Nicoli Kuperus zawstydzą się w odpowiedzi na przyspieszone bicie serca, które choć kiedyś obiecywało dozgonną miłość frontmance Adult, dziś jest beznadziejnie pogrążone w obsesyjnym umiłowaniu Ellen. No ale jak tu się nie zakochać, gdy nowatorstwo spotyka się z przyswajalnością, a przebojowość z unikaniem banału. Ponadto, dzięki skłonności autorki do zwierzeń natury humanistyczno-egzystencjalnej mamy okazję zatrzymać się chwilę nad wersami pokroju "Need a planet without cars and wars / No cars, no wars / I wish it could be true", czy "Why we are here", które doskonale wpasowane w mozaikę dodających im odwagi bitów ujmują szczerością, ciepłem i troską o losy naszego gatunku.

Już pierwsze sekundy otwierającego "Alles Sehen" zwiastują dźwiękową masakrę, nie dając jednak pełnego wyobrażenia kataklizmu, jakiemu zostanie poddana nasza percepcja. Już sama ilość tekstur jakie stopniowo nakłada na siebie artystka (nie chodzi o garderobę) imponuje, a każda z nich ma precyzyjnie określone miejsce w szeregu. Pragnąc z każdego przesłuchania wycisnąć ile się da, wtapiamy się w najdrobniejsze trzaski poszczególnych kompozycji wśród których nie brak stunnerów.

Mamy zatem "Trash Scapes", mimo poszatkowanego do granic zdrowego rozsądku podkładu zachowujące piosenkowość powiedzmy Vocal Studies + Uprock Narratives, a którego apogeum ma miejsce w oferującym totalnie zniekształcone, zgrzytliwe riffy gitar refrenie. (Skoro jesteśmy przy żywych instrumentach, to wypada dodać, że zgodnie z modą znajdziecie ich tu całkiem sporo. Szczególnie gitarę rytmiczną, dla której nieustannie tnąca beat Ellen robi wyjątek, dając nieraz nieśpiesznie wygrać nawet po kilka akordów, co z kolei pozwala słuchaczowi na chwilę oddechu i zadumy.) Jest jeszcze "Push" z pogodną majesticonsową wstawką pośrodku, czy zamykająca, płaczliwa suita "Open", podobnie jak cytowane wyżej "Wish" ze względu na fenomenalną produkcję zasługująca na porównanie do Out Hud.

Symbolicznie wybrane do playlist "Sehnsucht" rozgrywa się trójtorowo. Obok mrocznego, głębokiego pasażu syntezatora mamy nieartykułowany zaśpiew polegający na zająkliwym przetwarzaniu wysokiego "a" (czasem w tle mniej melodyjnie "y" i "e") oraz gwóźdź programu, zaskakująco (że) wykorzystany, cholernie zaraźliwy, stricte dance'owy motywik. I nie myślcie sobie: "wiadomo – IDM", tylko normalnie klimaty "I'm blue / Da ba dee". Nie w sensie, że ta sama melodia, ale analogiczny stopień artyzmu. Zniekształcony przez autorkę, perfekcyjnie współgrający z pozostałymi elementami nabiera wartości pełnoprawnego super hooka, a plebejski rodowód dodaje mu jedynie pikanterii.

Mam nadzieję, że zapałaliście żądzą zdobycia tego krążka. Warto się wykosztować.

Jacek Kinowski    
5 marca 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019