PLAYLIST

Eddie Vedder
"Hard Sun"

6.5

Ciężka sprawa. Była okazja, więc chciałem jakoś tak błyskotliwie i z polotem, a tu nic. Bo jak zwykle jesień mnie nie oszczędza. Wydzielina na klawiaturze i monitorze. Guajazyl. Fervex. Fervex. Orofar. Wakacje mi się kończą, a potem będzie już klasycznie: zgniją kasztany i spadnie śnieg. Grypa wygenerowała się sama, a afirmacja pozytywna to bzdura.

Napisał do mnie Redaktor Naczelny na komunikator. Że solowy Vedder w radio, że zadziwiająco dobry i że może playlist. A ja nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz na poważnie ruszyło mnie jakiekolwiek wydawnictwo Pearl Jamu, więc musiało to być naprawdę bardzo dawno temu. Ostatnia płyta – szkoda słów. Można ją teraz kupić w Amazonie na promocji razem ze Stadium Arcadium. Zabawny zbieg okoliczności. Poprzednia – podobnie, choć "Love Boat Captain" będę bronił jak niepodległości.

Do rzeczy. Nieufność nieufnością, ale tu nastąpiło wielkie "wow" i na szczęście zostałem pozytywnie skarcony. Może na początek konkrety. "Hard Sun" to cover utworu Gordona Petersona, jedna jedenasta ścieżki dźwiękowej filmu Seana Penna Into The Wild w całości stworzonej przez Veddera. Piosenka trwa trochę ponad 5 minut i konia z rzędem temu, kto pamięta, kiedy ostatni raz Eddie miał TAKIE pięć minut.

Pomysł jest niby banalnie prosty. Ballada oparta na gitarze akustycznej, głęboko zakorzeniona w folku. Trochę bluesująca, trochę country’ująca, z plemiennymi akcentami. Tyle, że tu nie o to chodzi. Nie chodzi nawet o samą kompozycję. Skupcie się, posłuchajcie tego utworu wielokrotnie. To jest interpretacyjna i emocjonalna maestria. Także pod względem pomysłu, jak bez wielkich frykasów stylowo zaaranżować prosty numer. Pokaz skromności i wyważenia. Vedder śpiewający mądrze, bez egzaltacji, panujący nad swoja manierą. Wchodzące w refrenie klimatyczne backingi Corin Tucker. Nadające rytm jedynie stopa + werbel z pogłosem, brzmiący trochę w stylu klaskania, jakby w tle. Podobnie bas. Do tego wycofana gitara na delikatnym przesterze. I to budowanie napięcia, dawkowanie emocji, gradacja uczuć. Jest przejmująco, ale Vedderowi udaje się nie przekroczyć granicy, która decydowałaby o taniej ckliwości piosenki. To ważne, bo z łatwością mogę sobie wyobrazić, jak z "Hard Sun" zrobić czułostkową landrynkę. Tymczasem mamy kontrolowane wybuchy w refrenach, cieniowane w zwrotkach i dopiero pod sam koniec na pierwszy plan wychodzi drapieżniejsza gitara niwelująca patos i wprowadzająca odrobinę dobrego chaosu. "Hard Sun" to zatem piosenka drogi, z mnóstwem szczegółów i szczególików, o prawie klasycznym potencjale. Wzorowy przykład, jak dojrzale zbudować na dźwiękach intymność, nie popadając w sentymentalizm i obciach.

Cieszy to tym, bardziej, że ten singiel pojawił się totalnie niespodziewanie. Znienacka. I jakoś tak mnie nastroił lepiej do życia, i przez chwile nie chodziłem wkurwiony na wszystko i wszystkich. A to chyba dobrze.


Zobacz także:

http://youtube.com/watch?v=TymXrBnL5M4
Marek Fall    
2 października 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019