PLAYLIST

Doniu
"Przestrzeń"

0.0

Yyyy. Ja nigdy nie pojmę niektórych rzeczy. Pomijając fakt, że kryptonim "Doniu" kojarzy mi się nierozerwalnie z małym słonikiem w Zoo albo otyłym jamnikiem, jest to jakieś zjawisko. Zorganizowane zjawisko wzniecające jedynie odruchy wymiotne (tak zwana "cofka"). Jak by nie patrzeć, detronizacja wiejskiego densu przyszła hip-hopolowcom dosyć łatwo i szczerze powiedziawszy, było to do przewidzenia. Dzisiejsza młodzież skłania się ku konfekcjonowanej melancholii, refleksji prostackiej dzięki hip-hopowej modzie właśnie, ale przecież na przykład "Re-fleksje" Pezeta ja jestem w stanie zrozumieć. Wiadomo. Ale właśnie "ile dałbym by zapomnieć". Co się teraz dzieje to przechodzi pojęcia wszelkie, jeśli jest się zmuszonym do włączenia radia czasem albo do oglądania telewizji muzycznych.

Zrobiono wielką krzywdę całej rap-społeczności. Przecież do tej pory w polskim hip-hopie wiele rzeczy naprawdę wartościowych nie powstało. Przecież gatunek kuleje i słucha się wszystkiego, co jest choćby przeciętne, żeby zgarnąć trochę przyjemności. A tu wchodzi Doniu i mówi, że tylko on i jego przestrzeń. No przecież kurrrwa. Niech bierze z niej co ma wziąć i spierdala, jak najdalej od radia i telewizji. To jest naprawdę jakaś plaga. Ja zazdroszczę osobom, które nie muszą się z tym gównem stykać codziennie, bo już z rana można być załatwionym na dzień cały. Jak słyszę te wszędobylskie pianinka, smyki, poważne głosy, flow którym dysponuje także pan ze spożywczego i gdzieniegdzie żeńskie wokale, to mam dość. Może tyle tego wydają przez tą jesień, że niby depresja na czasie, ale przecież "Suczki" były też. I że masz stajla. Więc co, powybijać wszystkich?

Nie spodziewałbym się nigdy, że przyjdzie mi pisać o tak oczywistym gównie, gównie przez duże G, Ó, W, N, i równie duże O. Ale frustracja wynikająca z niemożności normalnego funkcjonowania w miejscach publicznych (gdzie rządzi i ustala tło Radio ESKA) jest rzeczą wartą wyróżnienia. Bo mimo, że wszyscy to widzą, dostrzegam apatię i pogodzenie się z losem. A przecież to kurwa już nawet śmieszne nie jest. Rok temu było, teraz robi się człowiekowi przykro. Owszem, mogłem napisać na przykład o koncertówce młodych Waglewskich i spółki. Ale Sistars to przy Doniu jest dobry materiał, więc się nie da. Żeby ktoś czasem nie myślał, że próbuję kolesia oceniać czy coś. To jest właśnie oczywista nominacja do najokrutniejszego, albo może najbardziej ohydnego żartu z popkultury w tym kraju. Kupa ubrana w gustowny dresik. Jak można takim ciotostwem tak agresywnie atakować. No jak?

Mateusz Jędras    
6 grudnia 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019