PLAYLIST

Dominique Leone
"Clairevoyage"

9.0

Nie wiedziałem czego się spodziewać kiedy to znalazłem w archiwach (wtedy zupełnie świeżych) Forkcastu pod postem ze zdjęciem wmawiającym mi obecność Dylana i Malkmusa w jedynym miejscu. Napis stylizowaną disco czcionką głosił: Dominique Leone EP. Pewnie byłbym bardziej przestraszony gdybym akurat nie pił dżinu z tonikiem, ale w panujących warunkach poinformowałem moją dziewczynę: "To taki koleś z Pitchforka, puścimy sobie". Coż, "taki koleś z Pitchforka" jest znany ze znania się i słuchania pojebanej muzyki, prog rocka, kraut rocka, disco, japońskich improwizacji, rzeczy elementalnych, miażdżących, długich i dzikich, i Beatles, i Beach Boys. Chociaż spłycam. Nie jest on w każdym razie z tych łatwych, więc jak miało się jego nagranie sprawić na kameralnym melanżu czy, cholera, w jakimkolwiek otoczeniu i czasie.

Wychodzi na to, że cudownie. Leone używa wielu elementów muzyki, która go fascynuje i z pomocą Hansa-Petera Lindstrøma lepi z nich disco-giganta. Suche DFA-owskie bębny (ziomek właśnie wrócił z imprezy swojej grupy last.fm i krzyczy: "ale Out Hud!"), sieci syntezatorów, orientalne ornamenty, prawdopodobnie z gitar przez syntezator, w stylu Roberta Frippa czy Andy'ego Summersa. I po ośmiu minutach Leone zaczyna śpiewać. "Kto to śpiewa? To on?" – pyta dziewczyna. Odpowiadam, że tak – "Ale fajnie!". Ktoś, a dokładnie Nitsuh Abebe, napisał kiedyś "Dominique Leone ma ładny falset" – i czyż, kurwa, nie ma?! A co więcej zamienia te taneczną Valhallę w ogród popowej rozkoszy melodią rywalizującą z najlepszymi Bee Gees. Tej nocy "Clairevoyage" zostaje odtworzone pięć razy co daję razem godzinę słuchania.

Teraz jestem już trzeźwy, ale i tak wam powiem – weźcie se to załatwcie albo wypierdalać.


Zobacz także:

http://www.myspace.com/dominiqueleone
Łukasz Konatowicz    
29 października 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019