PLAYLIST

Dizzee Rascal
"Dirtee Disco"

6.0

Ilekroć uszu mych dosięga coraz to nowszy Rascal, staję oko w oko z pytaniem problemowym: jak to możliwe? Gość, który jako cudowny gówniarz nagrał jedną z najbardziej nieprzyjemnych, opresyjnych i depresyjnych ŚWIETNYCH płyt dekady, zmienił się tak bardzo i na tak trwale. Co mogę powiedzieć – jego rodzina na pewno jest zadowolona. Cieszymy się Dizzee, że jesteś szczęśliwy. Że już nigdy nie będziesz tłukł nam uszu grime’owo-drum’n’bass-owymi (i inne przyległości) bitami z piekła pod metrem rodem. Że cieszysz się życiem, tańczysz, hedonista zupełnie jak dziadziuś. Zastanawia jednak konsekwencja w poczynaniach. Rozumiałbym jedno upojone szampanem sukcesu Showtime. Nawet dwa. Ale czy człowiek, odpowiedzialny za Boy In Da Corner już zawsze będzie taki wesoły i już zawsze będzie udawał Indianina na trackach? Mi się to wydaje nienaturalne. Czy nawrót (powiedzmy) refleksji zdarzy się dopiero po jego czterdziestce?

Tymczasem "Dirtee Disco" oferuje nam tytuł jak z Muńka Staszczyka oraz możliwość zaistnienia nawet w Radiu Eska. Przy czym – nie mówię – fajny, przyjemny, imprezowy kawałek, choć może trochę zbyt prosty, na zbyt oczywistych patentach (np. te zsamplowane smyki). A jeśli z Muńka tytuł, to z Cool Kids Of Death idea: jeśli wie się, że debiutu się nie przeskoczy, czy nie lepiej obrać inną drogę, pozostając wciąż i wciąż na jakimś poziomie? Na Afterparty po Rascalu można na pewno bawić się świetnie, mam jednak obawy, że bawi się na nim zupełnie inna publiczność. Ja wolałbym, żeby Rascal wrócił do kąta, on by nie wolał – umowa stoi, nie ma wiochy, jest wręcz okej, ale ja to sobie idę.

posłuchaj »

Radek Pulkowski    
10 czerwca 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019