PLAYLIST

Depeche Mode
"Love, In Itself"

7.0

Ze wszystkich płyt Depeche Mode dwie darzę największym sentymentem. Ta druga to Construction Time Again, jak na mój gust zupełnie niedoceniona pozycja w dorobku grupy. Po żenującym debiucie (kultowy Vince Clark hehe) i przeciętnej, ale już ambitnej sophomore effort, Construction może nie powala swoim syntetycznym, kiczowatym brzmieniem, za to zaskakuje in plus bardzo przyzwoitym momentami songwritingiem. Weźmy na przykład klasyczny "Everything Counts", dorównujący swoją popową lotnością co fajniejszym kawałkom z Black Celebration, ale przede wszystkim kapitalny opener.

W przeciwieństwie do większości piosenek wczesnego Depeche Mode siła "Love, In Itself" drzemie nie tylko w jakości kompozycji Gore'a i jego dobrych intencjach (chyba tylko tego można się doszukać w industrialno-ekologiczno-socjalistycznej sferze jego początkujących dokonań) – chociaż ten motyw dętych jest oczywiście fajowy – ale również ciekawej, subtelnej aranżacji Wildera, która w połączeniu z naturalnie sztucznym i topornym soundem popularnych Depeszów owocuje niespotykaną dotąd u tego zespołu miksturą, oraz umiejętnościach wokalnych Gahana: bodajże po raz pierwszy spotykamy się z klasycznie "depeszową" melodią, antycypującą hity w rodzaju "A Question Of Lust", czy "Here Is The House". Dodatkowego smaczku dodaje sznyt lekko eksperymentalny jak na ówczesną scenę synth-popową: jazzujące pianinko, nawet lekko atonalne pomruki.

I tak właściwie nie wiem za co lubię Depeche Mode, bo nic na serio wielkiego to oni chyba nie zdziałali. Jednak w moim mniemaniu zostawili po sobie (a, to oni się rozpadli już, czy jeszcze będą nas nękać?) wiele sympatycznych płytek.

Michał Zagroba    
19 grudnia 2003
BIEŻĄCE
IceageBeyondless
Lista przebojów Carpigiani: Notowanie #23