PLAYLIST

Dan Le Sac Vs. Scroobius Pip
"Thou Shalt Always Kill"

2.0

Nie wiem czy to pokłosie Festiwalu Piosenki w Sopocie, czy może efekt nadmiaru kofeiny w moim organizmie, albo wręcz jej skandalicznego niedoboru, ale perspektywa pisania o tym utworze wydała mi się pomysłem zgoła wulgarnym. Równie dobrze mógłbym podbiec do dziecka z downem, krzyknąć mu prosto w twarz "jesteś debilem, HA HA HA!" wyrwać mu z ręki watę cukrową i wykonywać nią niecenzuralne gesty. Ten kawałek jest tak kurewsko pretensjonalny, a przy tym osiąga to z tak prostolinijną bezpośredniością, że wszelki wysiłek z mojej strony mający na celu wyłożenie wam tego w przejrzysty, zręczny, czy chociażby zabawny sposób będzie przedsięwzięciem cokolwiek gnuśnym i nieprzystającym przyzwoitemu młodemu człowiekowi.

A pewnie, mógłbym skrytykować flow Dan Le Saca... chociaż po krótkiej chwili zastanowienia okazuje się, że nie, nie mógłbym. Otóż gościu takowego po prostu nie posiada. Chłopaczyna bez stresu, bez odrobiny zażenowania, przez bite trzy i pół minuty wypowiada swoje kwestie zacinając po wyspiarsku. "Niee nic nie rozumiesz Pawle, to jest z premedytacją, to jest manifest!". Tak słusznie, po cichu liczyłem, że uda mi się przebrnąć przez tego playa nie poruszając tej wstydliwej kwestii. Niesyty jest to manifest, manifest czystego i nieskrępowanego bezguścia. Odezwa ta zawiera tak doniosłe punkty jak "nie wypada dymać dziewczyny własnego kumpla", "'NME' to szmatławiec", jeden z moich ulubionych, ot po prostu przysłowie, w sumie czemu nie… "nie ocenia się książki po okładce" i multum innych którymi mógłbyś obdarować swoją młodszą siostrę idącą właśnie do gimnazjum; taką, która już lekko wyrosła z Harrego Pottera, ale mimo wszytko jest jeszcze za młoda na czytadła dla wrażliwych licealistek typu Haruki Murakami, czy co tam teraz wypada czytać. Skoro jesteśmy przy manifetach napomknę, chociaż robie to niechętnie w tym nieciekawym kontekście, niejakiego Jamesa Murphy i jego "Losing My Edge". Dan Le Sac również bawi się w namechecking zespołów i wykonawców, z tym, że raz, bardziej wyświechtanych nazw rzucić chyba nie mógł, dwa gdzieś po drodze ubzdurał sobie, że "dosłowność to nowa ironia". Taniość tego...

Owszem, mógłbym podjąć się opisania podkładu. Wyłuszczyć jego absolutną sztampowość, bezpłciowość i zwyczajną nudę zapętlonych drumbeatów i kanciastycznych mlaśnięć keybordu, ale wtem pojawia się linijka "Thou shalt not make repetitive generic music" powtarzana z uporem maniaka ładnych parę razy na tle tego beznamiętnego bitu i nagle pstryk! – ktoś gasi światło, odcięcie zasilania, maszyny stają... Jak to tak?! O naturo bezwstydna! Słucham tego i nie wierzę. Bezmyślność przybiera różne postacie, tutaj najwyraźniej wciela się w zawodnika sumo usadowionego na mojej klacie, bo nagle mam duszności. Na domiar złego na teledysku Dan w tym momencie kseruje własną twarz co tylko pogłębia moją konsternację. Jeżeli TO nie jest "repetitive generic music" to chłopaki zdają się poruszać w świecie dalece bardziej abstrakcyjnym od mojego, w którym pojęcie muzyka zawiera w sobie tak różnorodne i wyszukane artefakty jak "wędzony śledź", "dziurawa dętka", czy dajmy na to "plastikowa szpachtułka" i właśnie do jakiś bliżej nie znanych mi kombinacji tych elementów odnosi się ten tekst. Słowem, nie ogarniam.


Zobacz także:

http://www.youtube.com/watch?v=yoN6XfyQsr4
Paweł Nowotarski    
5 września 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019