PLAYLIST

Counting Crows
"Colorblind"

5.5

Oryginalny MCR This Desert Life Counting Crows towarzyszy mi w codziennych wędrówkach po Warszawie już od dobrych kilku tygodni. Wygrzebany przypadkiem (gdy nagła usterka walkmana zmusiła mnie do odkopania i reaktywacji starego modelu – porządnie już zasłużonego "Soniaka"), okazał się znakomitą pozycją do słuchania na mieście, wprost idealną do metra, tramwaju, czy mojego ulubionego środka transportu miejskiego – autobusu. Jest to sympatyczne, popowe granie z lekkim zacięciem niezal, które odpręża i na nowo dobrze nastraja do życia w czasach wszechobecnych i przytłaczających nas kryzysów. Co prawda bardziej wymagający słuchacz może poczuć się trochę zawiedziony (przede wszystkim poziomem kompozycji), ale miłośnikom easy-listening, do których (przyznaję) sam się zaliczam, krążek (w moim przypadku kaseta) może sprawiać dużą frajdę. Oczywiście nie wszystkie utwory na TDL jednakowo lubię. Myślę jednak, że każdy z nich ma swój własny charakterek (zwracam uwagę: "charakterek – a to jeszcze nie charakter"). No więc i ja mam tam swoje ulubione momenty, o których teraz pokrótce napiszę.

Okey, po kolei: na początek wyśpiewany ze szczerą radochą "Hanginaround" (może trochę infantylny, ale co tam). Dalej traktujący o znanej chyba każdemu (heh) tęsknocie za miłością "All My Friends". A następnie z grubsza podejmujący tematykę poprzednika (podobnie zresztą jak większa część płyty), jeden z high-lightów: wzbogacony patetycznymi smykami (a patetyczne smyki to ja lubię) "High Life". Stronę B rozpoczyna, chyba najbardziej znany, bo wykorzystany w soundtracku do filmu Cruel Intentions (w polskim tłumaczeniu Szkoła Uwodzenia??) powolny, melancholijny "Colorblind". Powiem tak: kiedyś szczerze mnie wzruszał (uderza w tony typowo późno-podstawówkowo-wczesno-high-schoolowej wrażliwości – Adam: coś dla Ciebie bro), teraz już nie tak bardzo. Potem nadchodzi okraszony emocjonalnym zakończeniem, wcale melodyjny "I Wish I Was A Girl". I wreszcie dwójka zamykająca album: powolny, nastrojowy "Speedway" i chyba najbardziej przebojowy (chwytliwa melodia) "St. Robinson In His Cadillac Dream".

Na koniec jeszcze raz zaznaczam, że dla ludzi wymagających, o tak surowym guście jak na przykład redaktor Zagrobiec, takie, jak on to ujął "mdłe amerykańskie granie" może okazać się nieprzekonujące. Płytę zatem polecam słuchaczom raczej niewybrednym, którzy w muzyce bardziej niż doznań metafizycznych poszukują tych czysto przyziemnych. Skądinąd czasem przydaje się powrócić przez chwilę na ziemię po nocnych doznaniach przy, dajmy na to, takim W. Basinskim. Ah, i żeby nie było, to na This Desert Life także można doszukać się kilku małych smaczków (choćby krótka solówkowa melodyjka gitary pod koniec "I Wish I Was A Girl", czy maleńki, ledwo słyszalny chórek w "St. Robinson"). Co prawda nie są to jakieś zakamuflowane wielkie smaczyska. Jedynie małe, niepozorne, a mimo to sympatyczne smaczusie. Trochę jak z tym charakterkiem, który jeszcze nie jest charakterem. Tak w ogóle to mam nadzieję, ze wszyscy wiedzą skąd pochodzi ten cytat? To może jeszcze jeden: "Hi, my name's Wolf and I solve problems". Ok, teraz to już chyba jasne.

Paweł Greczyn    
8 grudnia 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019