PLAYLIST

Coma
"Leszek Żukowski"

0.5

Hahaha. O Comie krąży piekielnie zabawna anegdota dotycząca rodzimej branżki; nie wypada jej tu jednak przytaczać. W ogóle sam zespół należy raczej do tych śmiesznych. Czy już mówiliśmy, że są dwa światy? Chciałbym nazwać to, co wyprawiają Łodzianie post-grunge'ową kichą, grafomanią i autoparodią, ale coś mnie powstrzymuje. Dwa światy i tak się nigdy nie dogadają: to jak dialog wiewiórki z dziadem, krzesła z ratlerem, Żyda z Niemiaszką. Po co emocje, skoro można się dobrze przy tym bawić. Weźmy openera płyty zatytułowanej Pierwsze Wyjście Z Mroku (ee ee). Czytałem o tym – czytałem, że "Leszek Żukowski" to ich absolutne opus magnum, że nagranie tego kawałka kosztowało ich bardzo dużo energii, że wręcz kryzys twórczy nastąpił po przelaniu na taśmę wielkich emocji. Yhm. Ej, ale intro, ten mistyczny orient. Będę się upierał: sposób w jaki Piotr Rogucki oddał dramaturgię nakładającymi się na siebie, wibrującymi zaśpiewami to jest kurwa jeden z loli 2004. Ten utwór będzie się rozwijał, może z początku trochę niejasno dla Państwa. Przedstawili swój epik, osiem minut, wszystko co ta grupa chciała i miała muzycznie i tekstowo do przekazania w pigułce, doskonały formalnie kicz: "gramy balladę" w zwrotce, a później "gramy czad" w refrenie, ale "robimy epik", więc w rozbudowanym zakończeniu wszystko runie z oszałamiającą siłą. Ponadto "ma być metafizyka", dlatego tajemnicze intro powraca w formie mostka. Przewidywalność to główna siła "Leszka Żukowskiego", decydująca o walorach humorystycznych. Co do najdrobniejszej harmonii i każdego "uauaau" w wykonaniu Roguckiego – absolutna esencja, perfekcja. A konstrukcyjnie odległa paralela "Stairway To Heaven". Śmieszna sprawa z tą Comą.

Michał Zagroba    
17 lutego 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019