PLAYLIST

Coldplay feat. Kylie Minogue
"Lhuna"

4.0

Dobrze jest dawać radość. Wychodząc z tego założenia, opuściłem swój pokój, trzymając pod pachą mikołajkowy prezent. Sam zasypany wcześniej stertą słodyczy, postanowiłem reprezentować polskiego Mikołaja w sposób godny, więc tradycyjny. Z powyższych prezent zawierał w sobie alfabet (od "Ż" do "A") i chlupotał.

Sprawę podarunku potraktowaliśmy stanowczo oraz wylewnie, więc po kilku chwilach postanowiliśmy roznieść po mieście skumulowaną w naszych sercach radość. Oczywiście wszyscy rozbiegli się na moment po pokojach, aby zarzucić kurtki, "tylko sprawdzić pocztę" czy wyłowić coś z lodówki. Zawsze zajmuje mi to najwięcej czasu, bo w moim przypadku dochodzi do tego jeszcze piosenka, dwie.

Zbiegając do recepcji, wiedziałem że napotkam tam kiwające z politowaniem głowy czekających towarzyszy podróży. Trzeba było szybko coś wymyślić. Wymyślić i wyartykułować, co nie należało do zadań najłatwiejszych gdy mówi się po czesku, a dla każdego z obecnych jest to język obcy. Postawiłem na szczerość. Sorry, chłopaki odpaliłem sobie jeszcze "Kids" Kylie – dawno nie słuchałem, nie mogłem się powstrzymać. Trafiłem. Słowak od razu podchwycił: "stary, to jest jedna z tych piosenek, która mnie zawsze wyciąga na parkiet". Niemiec był bardziej zdystansowany: "nie słucham jej często, ale to jest jedna z tych najlepszych, imprezowych piosenek Australijki". Francuz... rozmawiał z dziewczynami. Poczułem się upoważniony do zabrania głosu, "ale Kylie to w ogóle świetny podkład pod imprezy." "Pewnie, ale gorzej na drugi dzień" - zauważył filozoficznie Słowak.

Na drugi dzień, rzeczywiście było gorzej. Herbata z dużą ilością cytryny i debiutancki (sprawdzony w tych sytuacjach) Coldplay postawiły mnie na nogi. Udało mi się dotrzeć do komputera, zanotować, że mamy 13.20 i zacząć bezrefleksyjną tułaczkę po internecie. Bazując na ostatnich doświadczeniach, szybko natrafiłem na "Lhunę". W moim, nie oświeconym jeszcze do końca, umyśle zrodziło się pytanie: "Po co? Po co instalować soundtrack do rodzinnego spotkania w klimatyzowanej restauracji na środku wirującego parkietu?" Najwyraźniej po to, aby uzyskać cohenowską balladę, Chrisa Martina pragnącego być Chrisem Rea, pościelowy delay i ratunek dla afrykańskich dzieci w światowy dzień walki z AIDS. Dobrze jest dawać radość.

Jan Błaszczak    
19 grudnia 2008
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019