PLAYLIST

Coil
"Babylero"

4.0

Na wstępie, abyśmy się zrozumieli, poniżej tak sobie opisałem jeden utwór, z intrygującej i zdaje się klasycznej płyty, w oderwaniu od reszty. Sam album nie jest wcale jajcarski. Jest obrzydliwy, momentami przerażający i całkiem na serio.

Rzecz dzieje się na wydanej w 1986 roku Horse Rotorvator, która niedawno wpadła mi w ręce. Słowa kończące poprzedzający utwór ("Slur") to: "Do you know where the desert roses bloom and grow?". I wtedy wkracza motyw przewodni zagrany na akustycznym grzebieniu do włosów. Przy takim akompaniamencie jakiś osobnik, który w mojej wyobraźni jawi się jako skrzat, podśpiewuje sobie: "Tibidibi di porą pą pon / Tibidibi di porom pom pon / Tibidibi di porom pom pon / Paladi marisa vel / Panabi marisa vel". I to wszystko powtarza pięć razy. Pod koniec są jeszcze jakieś trzaski, szmery, bzykanie owadów, świerszczenie (świerszcze chyba) i poszczekiwanie psa. Brzmi to trochę jak jakaś skandynawska piosenka, ale znajoma władającą językiem zarówno szwedzkim, jak i fińskim, po przesłuchaniu rzeczonego utworu stwierdziła, że nie ma takich słów, a mi chwilowo nie pozostaje nic innego jak jej zaufać. Poza tym wydaje mi się, że to niekoniecznie musi cokolwiek znaczyć. Może to tylko taki zabieg. W przerwie miedzy jedną obrzydliwością, a drugim zwyrodnieniem, kolesie z Coil serwują nam taką wesolutką, wiosenną pioseneczkę. Przez to nie wiemy o co chodzi, a jak człowiek nie wie o co chodzi, to czuje się zmieszany, co z kolei potęguje strach. Oczywiście w książeczce od płyty są wszystkie teksty z wyjątkiem tego (nawiasem mówiąc nieźle pojebane). No nic, zaintrygował mnie ten motyw i nie daje mi spokoju. Jak się coś wyjaśni to dam znać.

Jacek Kinowski    
19 grudnia 2003
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019