PLAYLIST

Clash
"London's Burning"

8.0

Rzadko się zdarza, bym za najwartościowsze przesłuchanie albumu uznał to, do którego doszło w autobusie. A tak właśnie sprawa ma się w przypadku debiutu The Clash. Wiadomo, że nie jest to zwyczajna płyta. Ale czar sytuacji polegał na czym innym – ja nie siedziałem w normalnym autobusie, w normalnym mieście. To był R70, przemierzający lewą stroną jezdni ("Man it was a miracle that nobody died") ulice Londynu. Dookoła przeciągający sylaby angielski, dwunastolatki próbujące przypomnieć sobie swój pierwszy raz i uprzejmość zaglądająca w oczy zawstydzonemu Polakowi zza każdego kąta. (Jeśli znasz kierowcę, powiecie sobie "cześć". A jeśli nie znasz – spoko, potraktuje cię jakbyście byli kumplami, powiecie sobie zatem "yo".) Trudno mi wyobrazić sobie, by ta mieszanka wydała się komukolwiek nudna, a przecież Strummer i Jones wyraźnie stwierdzili: "London's burning with boredom now!". (Lepiej nie wyobrażać sobie, co napisaliby o Warszawie.)

Mimo, iż z głównym zdaniem utworu jako obywatel mieszkający wpcn nie mogę się zgodzić, nie to w chwili jego słuchania zajmuje mi umysł. Wtłoczony w ostatnie siedzenie po lewej, pochłonięty jestem bowiem zagadką: jak im się udało upchnąć kilkumilionowe miasto o średnicy osiemdziesięciu kilometrów w muzykę? W jej dwie minuty i dziesięć sekund? Przyjeżdżając do Londynu zaznajomionym wcześniej z The Clash doznajesz, że to właśnie tak tam jest. Ten zespół jest przecież bardziej brytyjski niż Elżbieta II, do cholery. Niż niestrzelony karny Beckhama. Z zadumy wyrwała mnie stojąca na światłach czerwona furgonetka jakiejś firmy telekomunikacyjnej. Za jej kierownicą koleś na oko pod czterdziestkę. Pewnie to on wymyślił nazwę, która ozdabiała służbowy samochód: "London Calling". A) postać Anglików; B) postać The Clash.

Jędrzej Michalak    
13 września 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019