PLAYLIST

Ciara
"Oh (Cadence Weapon Smart Bomb Remix)"

8.0

Dwudziestoletnia Ciara, mając na swoim koncie zaledwie jeden album, już dziś nazywana jest nadzieją r&b czy też następczynią Aaliyah. Owszem, w określeniach tych kryje się sporo działania machiny promocyjnej, jednak trudno zaprzeczyć pewnym faktom – panna całkiem pozytywnie wybija się pośród ogółu muzycznych produktów serwowanych nam przez wszelakie media. Podbój list przebojów i serc nastolatek rozpoczęła pod koniec zeszłego roku singlem ''Goodies''. Wyprodukowany przez Lil Jona (odpowiedzialnego za minusowe ''Yeah''), podpadał bardziej pod kategorię ''wkurwiające'' niż ''fajne''. Nie zapowiadało się najlepiej, lepiej wymazać z pamięci.

Na szczęście następny singiel prezentował się już zdecydowanie lepiej. ''1, 2 Step'' z gościnnym udziałem Missy Elliott (w tym miejscu warto jeszcze wspomnieć o udziale Ciary w zwariowanym ''Lose Control'' Missy), nie dość że w mig stał się wielkim przebojem, to jeszcze muzycznie okazał się całkiem przyzwoity. Klikający podkład, świetny melodyjnie refren oraz wszędobylskie handclapy stworzyły doskonale wyprodukowany hicior, zapewniając Ciarze jeszcze większy rozgłos. Pierwsze złe wrażenie zostało zatarte.

I właśnie w tym miejscu dochodzimy do będącego przedmiotem tego tekstu ''Oh'', które to zostało wybrane na trzeci singiel promujący debiutancki krążek Ciary. Oryginalna wersja utworu raczej niczym specjalnym się nie wyróżnia, co zauważyła chyba nawet sama artystka (lub pewniej wytwórnia), dlatego też na kanałach muzycznych kawałek częściej emitowany jest w wersji "Kardinal Beats Remix" niż tej albumowej. Ta, wyraźnie szybsza, bardziej rytmiczna, sprawia wrażenie lepiej dopasowanej do głosu Ciary, jak również wymagań przeciętnego odbiorcy jej twórczości. Jednak dopiero remix Rollie Pembertona, niegdyś writera PFM, ukazuje nam co w rzeczywistości można wycisnąć z ''Oh''.

Gęsty podkład oraz puste uderzenia perkusji nadające temu remixowi jakby zwolniony rytm, są tymi elementami, które w najbardziej widoczny sposób zmieniają pierwotną strukturę brzmieniową utworu. Świdrujące loopy, osiągające swoje apogeum gdzieś tam na wysokości refrenu, pozbawiają kawałek jego przebojowości, nadając mu zgoła inny charakter. Brzmienie jest cięższe, dźwięki sprawiają wrażenie mniej czytelnych w odbiorze. W momencie wejścia Ludacrisa pojawia się jednostajny motyw klawiszowy, stopniowo zagęszczany przez kolejne sample, ostatecznie zanikający i przechodzący w ten genialnie spowolniony refren. Świetna sztuczka produkcyjna, będąca jakby nie patrzeć najlepszym fragmentem tego remixu. Zaś Pemberton, swym dosyć niekonwencjonalnym podejściem do tego kawałka, pokazuje, że mając odrobinę talentu i wyczucia, można z przeciętnego materiału stworzyć coś naprawdę godnego uwagi. Remix lepszy od oryginału to prawdziwa rzadkość. A w tym przypadku właśnie tak jest.

Łukasz Halicki    
7 września 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019