PLAYLIST

Café Tacuba
"Puntos Cardinales"

9.5

Meksykańcy neo-popowcy debiutowali dwanaście lat temu, ale nie zyskali powszechnego rozgłosu poza swym krajem (w którym skądinąd bezapelacyjnie rządzą) przed podwójnym wydawnictwem Reves / Yosoy z 1999. Wówczas zainteresowała się kwartetem alternatywna Ameryka i oczekiwania na oficjalny follow-up stopniowo wzrastały. Ekipa nie zawiodła, dostarczając pod koniec 2003 Cuatro Caminos, wyborną mieszankę punku, ska oraz zapamiętywalnych szlachetnych hooków, podbarwionych łagodną elektroniką i smagającą aurą latynoskiego folkloru. (Dodatkowo, dla środkowoeuropejskich uszu język hiszpański zatrąca unikalną egzotyką.) Pojawiły się komentarze przebąkujące o "jednej z najlepszych grup świata".

Pośród przeważnie bezbłędnie sformatowanych piosenek, "Puntos Cardinales" wybija się rozkosznym zestawieniem dwu elementów: parkietowego blichtru i cudownej melancholii. Dziwaczny, komputerowy brzdęk otwiera tę jazdę, po chwili ustępując miejsca wokalowi Elfego Buendia. "Amor y dulzura / Fuerza y coraje / Cuatro puntos cardinales / Con los que navega". Ci nie rozumiejący tych mądrych słów docenią grację podania. Bicie zmienia się niepostrzeżenie z "i" na "raz". Oddzielne melodyjki gitary i plumkającego synth-basu zmierzają do refrenu tak zaraźliwego, że wprost nie sposób się od niego odkleić. Klawiszowa przestrzeń sięga horyzontu. Klimat "The City" Dismemberment Plan skrapla powietrze. Harmonie są niebiańsko czyste, doskonałe, stąd przypuszczam, iż takie kawałki lecą na dyskotece w niebie. Hm, całkiem spoko zatem. Nice place, if you can get there.

Borys Dejnarowicz    
4 lutego 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019