PLAYLIST

Bottin & Rodion
"Galli (Give It Up)"

6.0

AG: Przestrzenne zestawienie tytułu "Galli (Give It Up)" z Bottinem i Rodionem może z daleka i spoza branży wyglądać bardziej na, śmichy chichy, utwór promujący debiutancki nielegal pasierbów Seana Paula. Tymczasem jest to zaledwie eleganckie disco niegdysiejszego zwycięzcy rezerwy, disco z dobrymi inspiracjami i zupełnie zbędnymi gitarami, które niestety – poza kraftwerkowymi wejściami "this is a preview", a i to niechcący – niczym konkretnym nie zaskakuje.

JB: Pierwsza połowa robi wrażenie: wokal niby taki sobie, ale już reszta to jakby Baxter wziął się za space-disco, czyli git. Później wchodzą gitarki i uzyskujemy ciepły, dance-funkowy vibe. Motyw trochę oklepany, ale mówi się trudno i słucha się dalej. Niestety, niepotrzebnie, bo ostatnie trzy minuty to już mainstreamowe disco pełną gębą (konkretny zarzut, nie ma co). Rozumiem, że to jakieś okolice italo, ale mimo wszystko – banalność tej melodii, nie o to walczymy. "Nie, nie, dziękuję - zaraz mam autobus. A właściwie to już."

MHJ: Na intro laserowe punkty w cichobiegach – zachęcająco ciągną na środek danceflooru. Gdy stoimy już równiutko pod osią kuli lustrzanej, zaczynamy po trosze żałować, że nie wskoczyliśmy w nowe wranglery i kowbojki nie do zajechania, ani, że oko nawet nie zrobione. Bo to może nie jakaś ekstaza i wodospad Niagara, ale całkiem praktyczne nagromadzenie środków wybijających wcale żywotny rytm, są i te o mniejszym ładunku "obcości". Tak więc czujemy się prawie jak na mazurskich wakacjach, żeby wraz z lądowaniem szybowca, pędzić w ostrogach przed się, zostawiając za sobą pas startowy, ciągle w głowie mając przykazanie: "give i up, give it up!". Z amoku wyrywa zdelajowany okrzyk, czy to Ricky Martin? Potem samolot ląduje na nowo i już znamy ten scenariusz: kilka powtórzeń i koło się zamyka. Nie przesadzono tu z nęcącą, popową potocznością, trochę to i szkoda, ale i tak narzekać specjalnie nie ma powodu. Śpieszmy się czekać na kolejne odsłony auli dyskoteki.

KFB: No właśnie dotykacie sedna moi mili, ciężko się jarać "Galli" znając (i mając świeżo w pamięci) to, co robił Baxter w roku ubiegłym. Na przestrzeni prawie osmiu minut trwania tego kawałka pojawiają się wprawdzie inne wtręty, jest fragment brzmiący jak coś "post DFA", słychać, że ktoś tu lubi italo, tylko co z tego, skoro nie przekłada się to na wysoki poziom całości? Ale co tam Baxter, sam Bottin dotykał wcześniej takich tematów z większym uczuciem, a tu za bardzo "nie ma się w co wczuwać". Ochota do baunsowania też mija gdzieś po dwóch minutach, więc nie bardzo wiem co Bottin i Rodion chcieli tu osiągnąć. Taki trochę onanizm muzyczny miejscami się wkrada, sztuka dla sztuki, w związku z czym kawałek zmierza chyba nie tam gdzie powinien, bo jego autorzy zapomnieli o co tak naprawdę w życiu chodzi. O zabawę, hajs, hardkor, a nie jakieś pitu pitu. Panowie przyjdą do mnie w sesji poprawkowej.

posłuchaj »

Aleksandra Graczyk     Jan Błaszczak     Magda Janicka     Kacper Bartosiak    
2 kwietnia 2010
BIEŻĄCE
American FootballAmerican Football (LP3)
Mac DeMarco"All Of Our Yesterdays"