PLAYLIST

Beyoncé feat. Jay-Z
"Deja Vu"

8.0

Kiedy u końca lat 90-tych Beyoncé podpisywała umowę z wielką wytwórnią, wiedzieliśmy co to oznacza. Jej kariera na zawsze (a może nie?) została związana ze światem show-buisnessu, wielkich pieniędzy i miałkich produkcji muzycznych. Najnowsza propozycja artystki prolonguje ów stan rzeczy. Słowo, które jako pierwsze ciśnie się na usta podczas słuchania "Deja Vu", to "komercja". Plastikowe emocje, dyskotekowe rytmy, teksty o całowaniu i wakacjach. Wiadomo – tego oczekują ludzie. Ale jako krytyk, nie mogę temu przyklaskiwać, nie mogę się na to godzić.

Ok, to było trochę sztuczne. Nowemu przebojowi Beyoncé też niektórzy zarzucają sztuczność, lecz wynika to chyba tylko z tego niesamowitego początku. Raz po raz wchodzą cztery rażące fajnością ścieżki, a panna Knowles, jak na królową popu przystało, nieznoszącym sprzeciwu głosem rozstawia je po kątach. Ścieżki owe, w tej skomplikowanej scenie, którą namalowałem, grają oczywiście role poddanych królowej B. Bas, hi-hat, 808-ka, Jay – ekipa, że pozazdrościć. Wszystkie (ścieżki) dopracowane są na cacko, że faktycznie ciężko uwierzyć, że razem to zagra. No, ale jak dla mnie gra, więc nie widzę problemu.

Performens wokalny Beyoncé jest olśniewający, bez dwóch zdań. Ten ruchowy, w teledysku, trochę przedobrzony, jednak. Zarzut o słabe melodie chybiony niczym żarty w polskiej komedii, którą wczoraj obejrzałem. Ta z mostka broni się sama, a ta z refrenu... Ludzie, no nie o nią w tym refrenie chodzi, ale o te dwa akcenty pod koniec frazy! Bach, bach. To przy nich będą imprezowicze na potańcówkach doznawać, to przy nich dziewczyny będą się do siebie uśmiechać, a chłopacy machać pięściami w górze. Oto cała tajemnica "Deja Vu", więc kończę. Poza tym coś dużo Jaya-Z w MTV odkąd zakończył karierę.

Piotr Piechota    
11 sierpnia 2006
BIEŻĄCE
Kate NVдля FOR
Vinyl WilliamsOpal