PLAYLIST

Ariel Pink's Haunted Graffiti
"Round And Round"

8.0

JM: Pinkowi i jego halucynacjom nie sprzyjały dotąd niepolskie media, ale oto po genialnym "Can't Hear My Eyes" mam kolejny dowód, że przetrwawszy inwigilację, ogolił się on i zainwestował w garnitur. Coś mi się wydaje, że salon w tym wypadku nie będzie miał wyboru, i naprędce uszyje stosowny hype. Co ciekawe, Różowy Persil sięgając po władze nie sprzedał ludu, któremu wciąż kadzi intrygującym mash-upem nieregularności. Mamy zresztą w tych ramach i kolejne nowości – Bee Geesowy (i chyba z miejsca klasyczny?) basik nie na darmo zapowiada marsz podniosły tudzież pastiż takowego. W czym uczestniczymy do końca nie wiem, grunt, że kto się nie przyłącza, ten słucha Klaxons. Jedyne co nie pasuje, to ta polityka miłości na okładce, hmm.

AG: Tak jak się spodziewałam – od naszego ostatniego z Arielem spotkania świetna forma pozostała oraz napłynął hajs hajs, dzięki któremu dźwięk został nieco wyczyszczony, zgaduję, że na potrzeby spotkania z masowym odbiorcą. Bez obaw, nie za bardzo – ot, trochę więcej słyszalnej przestrzeni pomiędzy ścieżkami. Nawiązując do wspomnianego przez Jędrzeja garnituru, "Round And Round" przypomniało mi jak znajomy – z zawodu młody malarz, sercem podgórski żul – zbliżył się do mnie w jeszcze śmierdzącej lumpeksem, obleśnej, usyfionej marynarce i odchylając klapę mruknął konspiracyjnie: "Proszę ja ciebie – Armani". Z nalepką 4AD na koncertowym vanie czy bez, to w gruncie rzeczy ten sam, stary dobry bum-pop.

KFB: No to Ariel poszedł w swoim szaleństwie jeszcze krok dalej, ale po "Can't Hear My Eyes" trudno teraz udawać święcie wzburzonego. Pytania o to, ile jest teraz dżemu w dżemie (czyli lo-fi w lo-fi) można o kant dupy potłuc, zresztą jakie to ma znaczenie. Tak autentycznie przebojowego refrenu to on raczej jeszcze nie miał, więc na co tu narzekać. Wprawdzie nie to przychodziło mi na myśl w wakacje wyobrażając sobie "Ariela w 4AD", ale tę "nową postać" kupuję w całości i czekam na LP. Przecież kto nie lubi takiego popu ten bej, proste chyba.

PN: "Nowy Ariel" vs. "Stary Ariel" vs. "Predator". Predator ma takie fajne wypiżdżałki, co mu wyskakują z łapek, tak? Aaaa nie, nie Predator ma "stealth mode" przepraszam najmocniej... to kto ma wypiżdżałki? Otóż jak widać z wypiżdżałkami jest problem. "Stary" Ariel operował całym arsenałem wypiżdżałek od uniwersum Marvela po Kapitana Żbika przeciskając je przez jednokanałowe lo-fi, a to wszystko zazwyczaj w ramach jednego kawałka. Ten "Nowy" bardziej ludzki wydaje się zdecydowanie lepiej kontrolować swoje super moce. A jednak włos nadal jeży się na głowie. Między soczystym motywem basu, a wokalnym hookiem połyskuje stara dobra zielonkawa ciecz, po zetknięciu z którą moje małe żółwiki samorzutnie mutują w wojowników ninja. Na odpowiedź "Nowy Ariel" vs."Stary Ariel" będzie trzeba poczekać do płyty, ale co do Predatora to powiedzmy sobie szczerze – no kurwa, no on ma przecież DREDY.

posłuchaj »

Aleksandra Graczyk     Paweł Nowotarski     Jędrzej Michalak     Kacper Bartosiak    
15 marca 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019