PLAYLIST

AlunaGeorge
"Supernatural"

7.0

Od wypuszczenia Body Music minęło więcej niż rok, a Aluna Francis i George Reid najwyraźniej już szykują kolejną singlową kampanię, bo nie wierzę, że w dość krótkim czasie duet zbierze się do wydania sofomora. Choć to akurat w obecnej chwili jest mniej istotne, bo mamy przecież nowiutki track od tej dwójki, zapowiadający pewnie nowe wydawnictwo, ale również ukazujący, w jakim miejscu stylistycznego rozwoju znajdują się Aluna i George. I to właśnie jest w tym wszystkim najciekawsze.

Po kilkukrotnym przesłuchaniu "Supernatural" pozwoliłem sobie wysunąć trzy następujące wnioski:

1) Wydaje się, że para trochę zwolniła obroty, wypuszczając jako forpocztę "nowej kreacji" nieco, mimo wszystko, zachowawczy numer. Dość schematyczne rozwiązania w sferze kompozycji, zrezygnowanie z nieszablonowych, zaskakujących produkcyjnych manewrów, wycięcie z ciała utworu obficie unerwionych płatów r&b (miejmy nadzieję, że ten zabieg zostanie jeszcze uznany za pomyłkę i wszystko wróci na swoje miejsce) oraz wystawienie znacznie skromniejszego działa w miejscu odpowiedzialnym za chorus — za to wszystko możemy mieć do nich pretensje.

2) Pomimo niedociągnięć i uchybień wykazanych w punkcie powyżej, w żadnym wypadku nie można powiedzieć, że "Supernatural" to słaby kawałek. Trzeba docenić, że męska część teamu wyrasta na prawdziwego rzemiechę, jeśli chodzi o ciskanie lekkimi, miłymi i elegancko skrojonymi melodiami. Poza tym poszukujący wsparcia w retro podkład (dziarski synth-motyw z oldschoolowym sznytem) też daje radę. Jest co prawda wyzuty ze stylowego vibe'u znanego z wcześniejszych nagrań, ale to w niczym nie przeszkadza — "nowe" opakowanie również daje dużo przyjemności ze słuchania. Natomiast o Alunie nie można powiedzieć ani jednego złego słowa: wykonała swoją pracę wzorowo, wlewając w piosenkę trochę uroku i czarującej nostalgii.

3) Wreszcie refleksja numer trzy: wydaje się, że wywodzący się z Londynu muzycy na razie tylko testują i próbują nowych rozwiązań, mając zupełną świadomość swoich poczynań. Nie dam sobie wmówić, że ta najnowsza propozycja będzie jednym z centralnych punktów kolejnego krążka, bo przecież gdyby "Supernatural" znalazłby się na debiutanckim długograju, zostałby zepchnięty w cień rzucany przez pełnoprawne hajlajty. Ale nie ma się co mazać i zamartwiać, bo to i tak fajowy numer, który można zarzucić kilka razy pod rząd i czuć się dobrze — dzięki temu nie trzeba sięgać do domowej apteczki po xanax. Toteż między nami wszystko spoko i czekamy na konkrety, które powinny pojawić się już całkiem niebawem.

Tomasz Skowyra    
4 października 2014
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019