PLAYLIST
Hannah Diamond

Adele / Hannah Diamond
"Hello" / "Hi"

3.5  /  7.0

Wojciech Chełmecki: Nie dziwi mnie wrzawa wokół "Hello", nie dziwią mnie te grube miliony kliknięć na YouTube, Spotify, Deezerze czy każdej innej możliwej platformie. Najnowszy singielek Adele to bowiem bardzo precyzyjnie wykalkulowany produkt, skutek wnikliwej obserwacji masowych trendów i dobrej, post-macierzyńskiej kampanii reklamowej zespolonej ze staranną, z automatu zgarniającą konserwatywnego odbiorcę kreacją Angielki. Tego drugiego chyba nie muszę tłumaczyć – zapytajcie swojej statystycznej, zakładającej rodzinę koleżanki kto jest jej ulubioną współczesną wokalistką, a gwarantuję, że jeżeli akurat nie trafiliście na rozmarzoną fankę Lany Del Rey, odpowiedź jest tylko jedna. Natomiast to pierwsze to sprawa znacznie bardziej złożona, ale zaraz postaram się z grubsza nakreślić, o co mi chodzi.

Otóż jestem zwolennikiem teorii, że w ostatnich latach pop nam nieco zesmutniał, a sama Adele miała w tym procesie niebagatelny udział. Wspomniana Lana Del Rey, wszystkie te pseudo-gwiazdki typu Birdy czy Tom Odell, ale również Jessie Ware, której łzawe, okropne kolabo z Edem Sheeranem z powodzeniem śmigało swego czasu po całej radiosferze – chcąc nie chcąc, wszyscy oni są w jakimś stopniu beneficjentami 21 i minoryzacji popu, którą album ten może symbolizować. Przyczyn zaistniałej sytuacji można upatrywać na wielu płaszczyznach, ale wszystkie one właściwie sprowadzają się do jednego: smutek jest niezwykle nośną kliszą, postrzeganą jako zakamuflowany przejaw inteligencji dający złudną fatamorganę elitaryzmu. Do tego dochodzi jeszcze nieszczęsny fetysz autentyczności: znacznie łatwiej uznać za wiarygodny pełny goryczy i konfesyjnej autorefleksji, budujący romantyczny obraz artystki telefon do starego kochanka niż piosenki bazujące na pozornie mniej złożonych emocjach, nastawione na pozytywniejsze aspekty życia – i przez to traktowane protekcjonalnie. To właśnie dlatego słuchacze czerpią radość z utworów Katy Perry, ale utożsamiają się z Adele; to właśnie dlatego dojrzali, dorośli ludzie pod wpływem teatralnego do granic wytrzymałości żalu "Someone Like You" chlipali do poduszki, a dziś, przy okazji "Hello", rzucają komentarze typu "Adele’s new song makes me want to callup my ex and say sorry". A ponieważ ktoś przy okazji wyczuł w tym żyłę złota, dziś gwiazdami zostają wydmuszki pokroju Sama Smitha.

Nie dziwi mnie więc, że "Hello" odnosi taki sukces na listach przebojów, ale nie dziwi mnie też, że wśród modnych portali muzycznych entuzjazmu jest już trochę mniej. Ta potwornie patetyczna i miejscami do porzygu bezpieczna (będę jednak bronił wejścia w drugi refren – takiego chórku nie powstydziłaby się Wendy Smith) power-balladka jest bowiem kompletną odwrotnością fascynujących labeli pokroju PC Music, które dziś rządzą internetem i które przeterminowanym, tanim chwytom Adele przeciwstawiają supernowoczesną hipertekstualność połączoną z oceanem muzycznego konkretu. W tym obliczu nie pozostaje nic innego, jak zmodyfikować nieco słowa Paula McCartneya i powiedzieć Adele: "you say hello, I say goodbye".

Tomasz Skowyra: Na miałki patos "Hello", wysłany przez Adele, szybko odpowiada urocza gwiazdeczka PC Music. Ale rozkminy o Adele pozostawmy Wojtkowi, który ciekawie nawiązuje zarówno do minoryzacji popu, jak i autentyczności starannie rozplanowanego, masowego produktu, i skupmy się na sarence Bambi współczesnego popu. Nie da się jej nie lubić. Wiadomo, "ładna buźka, spoks makijaż", ale Hannah Diamond ma też na swoim koncie sporo fajnych, post-internetowych piosenek, i to przede wszystkim dlatego moja sympatia dla tej młodej dziewczyny jest tak duża. I chociaż my dobrze wiemy, kto jest księżniczką popmodernistów, to i tak debiutancki album podopiecznej A.G. Cooka może być rzeczą szalenie intrygującą, a w dodatku świetną na płaszczyźnie czysto muzycznej. Gdyby połączyć wszystkie dotychczas wydane kropki-single panny Diamond w jeden mały zbiór, już teraz cieszylibyśmy się z szeroko komentowanej, ale i naprawdę dobrej EP-ki. Do tego jednak nie doszło, ale jakiś czas temu boss PC Music zapowiedział, że LP Hanny się ukaże, a wraz z pojawieniem się najnowszego tune'a te słowa nabrały jeszcze większej mocy.

Nie trzeba żadnego panelu pełnego mądrali, aby wiedzieć, że trawestujący motyw "samotności w sieci" singiel "Hi" znacznie lepiej odnajduje się w facebookowo-tinderowej rzeczywistości niż bazujący na tanich emocjach, brzmiący jak relikt epoki i, jak trafnie ujął to Wojtek, potwornie patetyczny i miejscami do porzygu bezpieczny "Hello". Zresztą nie trzeba nawet słuchać obu piosenek, aby dojść do takiego wniosku – wystarczy porównać oba klipy. Xavier Dolan ulepił łzawą, hollywodzką w wyrazie narrację, od której aż mdli, a panowie Bradley & Pablo postawili na coś w rodzaju teledyskowej wersji Her. Nie muszę chyba pisać, kto wyszedł na tym lepiej. Ale wróćmy do samego numer Hanny, bo nasuwają mi się dwie związane z nim refleksje.

Pierwsza dotyczy braku nowych pierwiastków – A. G. Cook nie zaskoczył mnie tym razem dosłownie niczym. "Hi" brzmi jak hybryda "Slow Globe" Dux Content z pierwszym ważnym utworem Diamond, "Attachment". A przecież to właśnie nieprzewidywalność i świeżość wtłaczana do popu były jednymi z największych atutów PC Music, dlatego w tym aspekcie czuję lekki niepokój o dalsze losy londyńskiego labelu. Natomiast druga refleksja jest bardziej optymistyczna, gdyż nie sposób przyczepić się do kształtu samej piosenki z wgryzającym się do pamięci refrenem. Hanna wyśpiewuje w towarzystwie wysoko zestrojonych, charakterystycznych synthów: "I don't want to be alone in my bedroom / Writing messages you won't read / I don't want to be alone in my bedroom / On the internet, waiting to say, Hi", i trochę nie interesuje mnie, czy to tylko gra ze słuchaczem, czy jednak wszystko jest serio, bo przecież szczerze wzruszam się, słuchając tego fragmentu. Dlatego też HD po raz kolejny wygrywa i pomimo obaw związanych z jej pierwszych dłuższym wydawnictwem liczę, że to będzie jedna z ciekawszych i zwyczajnie najfajniejszych popowych płyt w ostatnich latach. Wierzę więc, że za jakiś czas będę mógł powiedzieć do Hanny: "Hi! Oh my God, it's so good to see you!".

Redakcja Porcys    
16 listopada 2015
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019