SPECJALNE - Wywiad

Wywiad z Rosalie.

20 marca 2017

W zeszłym roku wydała EP-kę Enuff, która pokazała, że jednak można grać w Polsce r&b. Dziś przymierza się do nagrania longplaya, który być może spowoduje wzrost zainteresowania r&b w naszym kraju. My oczywiście trzymamy kciuki za Rosalie., bo jej start jest naprawdę obiecujący. Dlatego też spotkaliśmy się z nią, aby porozmawiać o paru sprawach: o tym, jak to wszystko się zaczęło, o współpracy z liderem Much, o dalszych planach czy o tym, co ją w jakiś sposób inspiruje. Przed Wami zapis wywiadu z Rosalie., który odbył się w sobotni wieczór 24 lutego w lubelskim klubie Nadzieja.

* * *

Zaczniemy od poezji:

"To miasto ważnych spraw i krótkich miłości.
Każdy wieczór jest inny, centrum świeci na żółto".

Tak o Poznaniu pisał jeden z Twoich znajomych. Wiesz, kto to?

No dawaj.

Michał Wiraszko, utwór "Miasto Doznań" Much.

No proszę, oczywiście (śmiech). Powiem ci szczerze, że jak tylko poznałam Wiracha, to całkowicie go pokochałam, jego osobę. Bo rzeczywiście oddaje całe serducho w to, co robi. Jego słowa i to, w jaki sposób wspólnie pracowaliśmy nad słowami, sprawiły, że skumaliśmy się od razu.

A co z Poznaniem, z którego tak trochę uciekłaś do Berlina.

To nie jest tak, że uciekłam. Jeśli chodzisz cały czas tymi samymi drogami, masz przed sobą cały czas ten sam widok, to ja, jako osoba, która tworzy, potrzebuję trochę więcej. Moja koleżanka mnie do tego namówiła. Ja nie byłam do tego przekonana. Chciałam, ale potrzebowałam takiego bodźca i ona była tym bodźcem. Powiedziała: dawaj Rosie, zobaczysz, że w Berlinie jakoś się odnajdziesz. No i rzeczywiście to była chwila, kiedy ta EP-ka ruszyła.

No właśnie. Berlin. Tam też schował się David Bowie z Iggy Popem. Co jest takiego w Berlinie?

Ja się wcale nie dziwię. Na każdej ulicy coś się dzieje. Wszystko przykuwa twoją uwagę, nawet księgarnia jest taka, że patrzysz na nią i chcesz wejść, zobaczyć. Wszystko w Berlinie ma dla mnie taki "wow efekt". Mimo że są tam bardzo obskurne miejsca, to tym bardziej jestem podjarana, jak widzę coś, co się niszczy, ma graffiti i nie wiadomo co. I muzyka jest wszędzie. Jak lecisz na Kreuzberg, wychodzisz tylko i wyłącznie z S-Bahnu, wysiadasz i już masz grupę ludzi, która śpiewa po drodze. Myślę, że spotkasz z pięć grupek, które śpiewają, ale śpiewają tak, że to jest godne podziwu, naprawdę. Wystawiają się normalnie z tabliczkami z fanpage'em i czekają, aż ktoś ich tam dorwie.

Wspomniałaś, że to właśnie w Berlinie ruszyła praca nad EP-ką. Słuchając Enuff, ma się wrażenie, że to rodzaj Twojego dźwiękowego, minorowego pamiętnika, w którym za pomocą muzyki opowiadasz o pewnym istotnym dla Ciebie czasie. Perspektywą jest miasto: Berlin czy Poznań?

Pamiętnik to jest chyba dobre określenie. Pamiętnik emocjonalny jak najbardziej. Jeśli chodzi o miasto, to nie można powiedzieć, że to jest to konkretne miasto. Chodzi o to, co jest w danej chwili. Tak samo jest ze snem. Jak ci się coś śni, to nie możesz brać tego na poważnie, tylko musisz włączyć dane emocje, żeby móc zrozumieć, co się w danym śnie dzieje. To, że ktoś lata, nie wiem, w czapce lwa, to nie ma takiego znaczenia − tylko co wtedy czujesz, jak on leci w tej czapce lwa. Czy jesteś zadowolony, czy się boisz, czy coś. I tak samo bym podeszła do tej muzyki, bo nie mogę ci powiedzieć, że chodzi konkretnie o miasto Poznań. Wtedy moje życie się tam naprawdę działo i tak dalej. I na pewno EP-ka jest o przeżyciach w Poznaniu, a Berlin pozwolił mi to wyrazić. Ułatwił.

To porozmawiajmy teraz o owocu tego berlińskiego natchnienia. Wydaje mi się, że jesteś osobą, która dokładnie wie, czego chce. Lux Familiar, który na co dzień jest footworkowym producentem, wyczarował Ci nocną impresję na syntezatorowym niebie. Zaimponowałaś mi tym, że choć na Enuff każdy utwór wyprodukował ktoś inny, to jednak materiał jest bardzo spójny – słychać, że to Twoje własne piosenki. Jak na debiutantkę wydajesz się świadomą artystką.

Kiedyś powiedziałam, że mimo tych sześciu producentów przy pięciu piosenkach słuchać spójność, bo o to chodzi. W momencie, kiedy artysta albo ja jako wokalistka potrafię NADAL wybrzmieć w tym jako ja, w pięciu różnych aranżacjach od sześciu różnych osób, to to jest dobry znak w takim razie. Jeżeli nadal mnie w tym słyszysz.

Całość ma bardzo eskapistyczny wydźwięk, jednak pointa w postaci "So Good" jest optymistyczna.

Tak, bo o to chodziło − "So Good" jest wyzwoleniem. Poczułam luz kompletny i to była zabawa. Jak zaczynasz słuchać EP-ki, jest ciężko albo jest smutno i jest niepokój. Pojawia się on również w "Pozwól". Ale na przykład w "Emotions" bohaterka zaczyna sobie radzić. Jak masz refren, to zaczyna sobie troszeczkę szydzić. A później mamy "Gone"...

Właśnie, zatrzymajmy się na chwilę przy "Gone". To najbardziej poszukujący, eksperymentalny utwór na EP-ce. Jak to się stało, że taka piosenka znalazła się na płycie?

Ten utwór jest dla mnie jednym z najlepszych na EP-ce, bo chyba przeskoczyłam sama siebie − chodzi o to, że mogę się odnaleźć w czymś tak dla mnie odległym. A od kiedy pracuję z moim DJ-em, Paszczakiem, to poznaję nowe rzeczy − on mi pokazuje taką muzykę, której nigdy wcześniej nie słuchałam tak naprawdę. Nie słuchałam grime'u na przykład!

Grime'u? No to nieźle. Ale wróćmy jeszcze do "Pozwól". Stosujesz tam ciekawy zabieg: rozmawiasz ze sobą, pytasz sama siebie, czy to Ty uciekasz.

To był pierwszy utwór, do którego podeszłam sama. I nie do końca wiedziałam, czy chcę go komukolwiek pokazywać, a przede wszystkim Wirachowi (śmiech). Bo powiedziałam mu, że powstał taki refren i czy posłucha. No i zaczął go słuchać i mówi "wiesz co, dzieją się tutaj dobre rzeczy i musimy to wykorzystać". W ogóle cała EP-ka jest też moją przemianą. Z tej niepewności uzbierałam jakby dumę i zadowolenie z tego, co stworzyłam.

No i powstał nakręcony w Poznaniu klip właśnie do tego utworu. To zdaje się Twoje pierwsze doświadczenie w tej materii. Powiedz, jak Ci się podobało?

W Poznaniu mieszkam prawie całe życie, większość życia, więc chciałam pokazać Poznań, bo jest mi najbliższy. I jak najbardziej było to pierwsze doświadczenie i bardzo się bałam, jak to będzie (śmiech). Było bardzo zimno, był mróz, staliśmy w lesie z całą ekipą, która się naprawdę trzęsła. Siedzieliśmy do nocy, żeby zrobić takie ujęcia, jakie chcieliśmy. Ale ekipa była super, była harmonia między całym zespołem i to było super przeżycie, które na pewno zapamiętam. Ale najpierw jest strach. Dopiero potem jak zauważę, że jest ok i że coś tak naprawdę sprawia mi to przyjemność, to odpuszczam.

To teraz inne pytanie. Tinashe ma jakby dwie muzyczne twarze: w nocy jest księżniczką ciemnego r&b-trapu, a w dzień staje się mainstreamową gwiazdą z teledyskami nabijającymi miliony wyświetleń. Czy Ty również masz drugie oblicze? Chodzi mi o to radosne, beztroskie.

Tinashe potrafi być i bardzo mroczna, ale potrafi być też bardzo słodka i seksowna. Ja nigdy taka nie byłam i nigdy o tym nie myślałam. Dlatego robię taką muzykę, jaką robię. Na co dzień jestem bardzo miłą osobą. Lubię spędzać z ludźmi czas, nawet z obcymi, poznawać się. Po to jesteśmy.

Piękna idea. Ale teraz chciałbym zapytać o dwa wpływy, które trochę pominięto w różnych rozmowach z Tobą. Mianowicie o hip-hop i muzykę poważną. Więc pierwsze pytanie w tej serii: jest szansa, że ten hiphopowy wpływ jeszcze mocniej się uwydatni? Myślałaś może o rapowaniu?

Coraz więcej osób mnie o to pyta i za każdym razem odpowiadałam tym osobom, że nie. Że nie myślę o tym, że jak najbardziej lubię słuchać i coś tam sobie podśpiewywać (śmiech), aleeee... Jakieś próby mogą się pojawić − nie mówię nie. Bo jestem bardzo otwartą osobą na nowości, w sensie dla mnie nowości, żeby nie było, że dla wszystkich. Więc jeszcze o tym nie myślę, ale nie mówię nie, więc może jeszcze cię kiedyś zaskoczę (śmiech).

A drugą sprawą jest Debussy, czyli z tego, co się dowiedziałem, Twój ulubiony kompozytor.

Debussy bardzo dobrze na mnie wpłynął, gdy byłam dzieckiem. Mój tato kupował mi z Gazety Wyborczej wszystkie płyty kompozytorów. Miałam całą serię i nadal ją mam. I to była orkiestra, która mnie po prostu zachwyciła (czyżby chodziło o La Mer – przyp. TS). To trzeba posłuchać. Poza tym bardzo często chodziłam z moją rodziną do opery, więc z tą muzyką klasyczną miałam bardzo wcześnie styczność.

A myślałaś o tym, aby ten wpływ przełożyć na własną muzykę?

Wiesz co, gdy tworzę, to często gram sobie na fortepianie, ale sama sobie (śmiech). Nie wykorzystuję tego jak na razie dalej, ale chciałabym na pewno spróbować stworzyć swoją własną muzykę − to jest coś, co jest moim marzeniem. Tylko muszę mieć na to czas. Więc jeżeli dojdzie do takiego momentu, w którym będę miała na to czas, to na pewno się temu poświęcę.

Ok, zapytam o głos. Gdybym układał ranking najpiękniejszych żeńskich głosów tej dekady, to znalazłabyś się w ścisłym topie obok Jessy Lanzy, Alexandrii czy Tinashe. Masz świadomość tego, że w Twoim wokalu można zakochać się bez reszty (tak jak stało się z red. Babaczem – przyp. TS)?

Bardzo mi miło (śmiech). Zawsze było mi miło, gdy słyszałam, że czaruję swoim głosem. Jest mi bardzo miło i mam taką nadzieję, że ludzie będą słuchać mojego głosu, który myślę, że jest całkiem charakterystyczny.

No pewnie. To teraz zapytam o coś innego. EP-kę wydałaś własnym sumptem, można ją pobrać za darmo z Twojego profilu na Bandcampie. A czego oczekujesz od Alkopoligamii, bardzo popularnej wytrównii?

Przede wszystkim chciałam dotrzeć do osób z grona hip-hopu, bo uważam, że moja muzyka może się u nich sprawdzić. Widziałam, jakie były reakcje na koncertach, gdzie były osoby, które ewidentnie słuchają hip-hopu. Brałam udział w konkursie na SnowShow, gdzie byli sami hip-hopowcy wokół mnie i to ja wygrałam ten konkurs jako jedyna dziewczyna spośród pięciu zespołów. I wydaje mi się, że chcę się czegoś nauczyć. Po to się idzie do wytwórni, aby wspomogła artystę. Jak najbardziej jestem zadowolona ze współpracy z Alkopoligamią.

W marcu ukazuje się fizyczna wersja Enuff. Podobno myślisz o całej płycie i masz już nawet producentów. A czy wiesz już, w która stronę pójdzie Rosalie.?

Jeśli chodzi o producentów płyty, to są nowe nazwiska, ale nie chcę jeszcze ich ujawniać, bo jest to małą tajemnicą jeszcze. A jeśli chodzi o stronę, to będzie przeróżnie. Chcę nagrać wiele, wiele numerów i wybrać z nich najlepsze, więc będę próbowała się w wielu opcjach, aranżach, kierunkach.

To teraz zapytam o polskie r&b, bo w ostatnim czasie chyba coś ruszyło się w temacie. Chloe Martini nie ukrywa swoich inspiracji (Chloe Martini jest super! Bardzo mi się podoba − dopowiada Rosalie), jest Smolasty, XXANAXX, Pasts balansuje na granicy tego stylu (Bardzo fajne − Rosali chwali Pawła Milewskiego), no i w tym małym otoczeniu zameldowałaś się również Ty. Jak sądzisz, czy taka muzyka ma szansę na przebicie się w naszym kraju?

Myślę, że tak. Nie jestem w stanie powiedzieć, jak to się stanie, ale jest coraz większa siła w tej muzyce. Przeciera swoje szlaki, może nie jest to takie proste, bo jasne, że nie jest, ale w pewnym momencie... Jest coraz więcej fanów, coraz więcej osób mnie słucha i mogę to stwierdzić po półtora roku − tych osób przybywa, więc jak najbardziej są ludzie otwarci na taką muzykę. Robię to, co kocham i mam nadzieję, że ludzie to zrozumieją, i jest ich naprawdę coraz więcej. I dużo ludzi chodzi na przeróżne koncerty.

Koncerty. Gdy oglądałem Twój występ na Sofar Warsaw zobaczyłem dziewczynę z delikatnym makijażem, naturalną, skromną...

Wychodząc na scenę muszę być sobą. Jeżeli nie byłabym sobą, to bym się w tym nie odnajdywała. W tym momencie mam ochotę na biały t-shirt i jeansy, a nie na brokat na twarzy. Może to przyjdzie z czasem, ale wydaje mi się, że czasami mniej jest lepiej. Bo ludzie również skupiają na tobie uwagę i pamiętają, że "ta była ubrana w t-shirt i jeansy". Po prostu na scenie wyrażam siebie.

I jeszcze kwestia śpiewania: słuchając na YouTubie Twoich występów live słychać, że Twój wokal na żywo brzmi tak jak na EP-ce

Dużo słyszałam pochlebnych opinii o tym, jak śpiewam na żywo. Że nawet głos lepiej brzmi na żywo, bo jestem ja jako prowadząca. Na koncercie to najlepiej słychać, bo wokal jest do przodu. No i przez to, że od dziecka jestem tak osłuchana z muzyką i od dziecka śpiewałam, od dziecka gdzieś tam byłam na scenie, stąd nie mam problemu ze śpiewaniem na żywo, sprawia mi to ogromną przyjemność, idzie to właśnie naturalnie. Na nagraniach również, ale na scenie jest więcej emocji.

No to ostatnie pytanie, bo za moment wychodzisz na scenę: czego słuchasz, jeśli chodzi o nowości, bo wiem, że ukształtowało Cię w pewnie sposób r&b z lat 90. (Aaliyah, Destiny's Child, TLC...)? Twoimi ulubieńcami są Banks, Abra, Frank Ocean, Solange czy Tinashe...

Cały czas grzebie w tym r&b. Ale też to, co się dzieje u mężczyzn. To nie jest może typowe r&b, ale Childish Gambino. Ta ostatnia płyta (Awaken, My Love! – przyp. TS) jest tak niesamowita! Jak ja jej zaczęłam słuchać, to myślałam, że padnę. BadBadNotGood to jest też coś, co kocham całym sercem. Dla mnie są niesłychani i ta płyta (IV – przyp. TS), którą wydali, to jest kosmos.

Tomasz Skowyra    
BIEŻĄCE
Playlist Extra: 15 najlepszych utworów Jorge Elbrechta
Presentable Corpse"Don't End Up Alone"