SPECJALNE - Wywiad

Wywiad z Kixnarem

31 lipca 2013



Wywiad z Kixnarem
Z dnia 9 marca 2013
Autorzy: Jacek Marczuk & Jakub Wencel

Śniegi jeszcze nie stopniały, ale warszawska Cafe Kulturalna, mimo że nie jest drugim Panorama Barem czy innym Watergate, to w sobotnią noc z 9 na 10 marca posiadła cudowną moc rozgrzewającą. Wszystko tego dnia zagrało: przemeblowane przez ekipę The Dark Side of Warsaw wnętrze (te czarne decki!) popularnej Kulturalnej, oniryczne, drone'owe preludium do wydarzenia przygotowane przez Phantoma czy energetyczny set jednego z bardziej utalentowanych przedstawicieli świetnej stajni U Know Me - wrocławianina En2aka (już w maju, wspólnie z Thundercatem, supportuje w Nowym Jorku Flying Lotusa). Popisał się również gwóźdź programu - Luksemburczyk Sun Glitters. Być może tego dnia była mi potrzebna po prostu dobra potańcówka, bo set występującego zaraz po headlinerze dnia Kixnare'a okazał się być miodem na moje serce. A po dwunastej, w foyer pobliskiego Teatru Dramatycznego, udało nam się przeprowadzić krótką rozmowę z Łukaszem Maszczyńskim. (JM)

***

JM: Pierwsze pytanie mam na temat początków. Cezurą dla ciebie, wydaje mi się, był 2005 rok, kiedy to w nielegalnym obiegu ukazał się krążek Smarka, Najebawszy, do którego robiłeś bity. Rzecz kultowa - na Allegro możemy ją kupić teraz za blisko trzy stówy, dzisiaj sprawdzałem! Później współpracowałeś m.in. z Eldo przy płycie 27, był projekt Class Of 90's, był quasi-solowy projekt Kollage, więc obecnie, słysząc twoje dokonania z 2013 roku, można powiedzieć, że się w pewien sposób "przebranżowiłeś". Dzisiaj jesteś już uznanym twórcą, zrobiłeś Digital Garden - album, który nawiązywał trochę do tego, co robili Flying Lotus czy Teengirl Fantasy, ale też pełen zajawek IDM-owych...

No właśnie ja na przykład nie wiem, co to jest IDM! (śmiech)

JM: W każdym razie twój nowy album wydaje się rzucać rękawicę płytom, które ukazały się dzięki wytwórni R&S, wykonawcom takim jak Lone, Teengirl Fantasy czy Karenn...

JW: Dla mnie z kolei Red jest przede wszystkim albumem silnie zakorzenionym gatunkowo w muzyce UK bassowej...

JM: Niemniej, jest to szalenie eklektyczna rzecz. Wydaje mi się, że jesteś na bieżąco ze współczesną muzyką, w jaki sposób to wszystko miało wpływ na proces tworzenia Red?

To, że śledzę bieżącą muzykę wynika z tego, że zarabiam na chleb grając imprezy. Szukam więc brzmień, które są z jednej strony ambitne, a z drugiej – będzie można je grać w klubach. Jestem didżejem, interesuję się nową muzyką, kupuję płyty i przez to powstaje we mnie jakaś aspiracja, żeby próbować nowych rzeczy.

JW: Czy twoje "wolty stylistyczne" biorą się stąd, że mówisz sobie: "chcę zrobić coś zupełnie nowego!" czy wynikają "naturalnie", w sposób niewymuszony z twoich zmieniających się zainteresowań muzycznych?

Wynikają naturalnie z tego, czego słucham na bieżąco. W ogóle moja muzyczna historia jest... kurczę, moglibyśmy gadać tutaj wiele godzin na ten temat. Mógłbym opowiadać o moich początkach, o fascynacji hip-hopem. Złota era hip-hopu, lata 90-te, te charakterystyczne brzmienie E-mu SP-1200 składają się na kawał mojego życia i to nie jest tak, że ja już o tym zapomniałem, bo ja nadal słucham tej muzyki właściwie na co dzień. Odkąd jednak zacząłem być didżejem zaczynałem próbować czegoś nowego. Po kilku imprezach stwierdziłem, że się duszę i że muszę szukać... Dobry didżej, jeśli zagra pięć imprez z rzędu i zagra na nich te same numery to się po prostu zaczyna dusić.

JM: Wielu polskich twórców, szczególnie z pogranicza indie rocka czy elektroniki, zamyka się na najnowsze trendy – podczas gdy popyt na nową muzykę, nowe brzmienia jest duży. Ty, czy na przykład Daniel Drumz, jesteście najlepszym dowodem na to, że ludzie chcą słuchać nowych rzeczy.

Muszę powiedzieć, że obaj podążamy w kierunku, w którym ewoluuje muzyka elektroniczna. Z drugiej strony najbardziej sobie cenię w muzyce bycie indywidualistą. Mam szacunek dla postaci, które bez względu na modę i tak robią swoje.

JM: Wróćmy do twojej ostatniej płyty. Red wydaje się być bardziej oddzielnym projektem, rozpoczęciem nowej ścieżki niż follow-upem do Digital Garden...

Osoby, które mnie znają i są na bieżąco z tym, co robię, co gram, w pewnym momencie zaczęły narzekać, że robię się za bardzo house'owy. Swego czasu strasznie się wkręciłem w tą muzykę i w zasadzie nadal jestem w nią wkręcony – cały czas robię na boku jakieś house'owe produkcje i mam plany, żeby je wydawać – ale mam tak, że nie potrafię długo "wysiedzieć" w jednym brzmieniu. Po nagraniu Digital Garden bardzo się więc tym housem zainspirowałem i grałem dużo takiej muzyki. W międzyczasie wydałem też epkę w takim wrocławskim labelu We Are The Music Mate (Can't Help Myself - przyp. red.), która przeszła trochę niezauważona i miałem taki mały kompleks, że to wszystko, moja muzyczna droga, idzie trochę w dół. Przyszedł w końcu taki dzień, w którym stwierdziłem, że muszę nawiązać muzycznie do Digital Garden. Wcześniej to negowałem i odrzucałem pomysły, żeby zrobić kolejną płytę. Chciałem skupić się na wydawaniu epek, ponieważ muzyka, którą robiłem, była bardzo zróżnicowana i nie pasowała do siebie. W pewnym momencie, nie wiem, kiedy to dokładnie było, mając ileśtam szkiców kawałków, pomyślałem, że, kurczę, może jest dobry czas, żeby powstał album.

JM: W Polsce przepaść pomiędzy tym, jak "medialnie" odbierany jest album, a jak epki, jest ogromna...

Umówmy się – LP to jest wyższa szkoła jazdy. Artysta, który szanuje siebie i szanuje odbiorców, jeżeli robi album musi włożyć w to dużo pracy. Jeśli chodzi o mnie, to muszę przyznać, że mam jakąś taką łatwość, gdy przychodzi do robienia długogrających płyt. Projekty, które kończyły się w moim wypadku wydaniem albumów zaczynały się bardzo spontanicznie. Rozmawialiśmy wcześniej o Najebawszy - kurczę, my to zrobiliśmy ze Smarkiem bardzo szybko, w miesiąc, dwa miesiące. Class Of 90's to był pomysł, który mnie dopadł zupełnie nagle - zebrałem szkice, bity, które gdzieś tam już miałem i całość zrealizowałem może w niecałe dwa miesiące. Czasami na tych albumach jest muzyka, którą zacząłem robić nawet z trzy lata wstecz. Z Digital Garden było to samo: robiłem sobie jakieś bity i nagle stwierdziłem, że będzie z tego płyta. Pracowałem nad tym dwa, trzy miesiące – materiał opierał się częściowo na tym, co miałem gotowe już wcześniej, a częściowo powstawał od podstaw.

JM: Przejdźmy do pierwszego singla z Red, czyli "Gucci Dough", który przekroczył ostatnio "magiczny" próg 100 tysięcy odsłon w serwisie YouTube. Spodziewałeś się takiego sukcesu?

Szczerze mówiąc, nigdy wcześniej nie interesowałem się liczbami, statystykami odsłuchań utworów, więc nie wiedziałem, czy 100 tysięcy na YouTube to jest dużo czy mało... Zresztą wydaje mi się, że "przeciętne" (a nazywając to po imieniu - chujowe) hip-hopowe klipy mają więcej wyświetleń.

JW: Czy robiłeś ten utwór z zamiarem wydania go jako pierwszego singla?

Nie miałem wtedy takiego zamysłu. Płytę miałem zaplanowaną już wcześniej, wiedziałem, jakie będą na niej numery, ale kiedy kończyłem nad nią prace, to miałem już świadomość, że akurat "Gucci Dough" będzie singlem.

JW: To chyba najbardziej czytelny przykład inspiracji UK bassem na płycie, szczególnie mocno kojarzący się z ostatnimi dokonaniami Disclosure...?

Jeśli chodzi o Disclosure to uważam, że to są bardzo utalentowani goście, ale bardzo nie lubię tego, co robią obecnie. Śledzę ich właściwie od pierwszej epki, którą wydali bodajże w 2009 albo 2010 roku, polecił mi ich mój bardzo dobry kolega i już wtedy czułem, że to jest coś. Wtedy ich brzmienie było jeszcze bardzo "brytyjskie", zbliżone do tego, co robił na przykład Joy Orbison. Dwie następne epki również bardzo mi podeszły, ale to, co potem robili, już niekoniecznie. Od momentu, kiedy pojawił się remix dla Jessie Ware, ich muzyka stała się dla mnie za "słodka". Nie chciałbym sam robić czegoś takiego, chociaż mam świadomość, że "Gucci Dough" i część płyty jest jakoś tam do tego zbliżona.

JW: A skąd pomysł na sampel z "Beauty Queen" Next? To dość nieoczywisty wybór, fragment zupełnie ze środka zwrotki...

Nie ma w tym jakiejś filozofii. "Gucci Dough" miało trzy, cztery różne wersje, próbowałem wpasować w ten numer różne wokale. Nie było tak, że ten akurat fragment kawałka Next siadł mi jakoś w głowie. Po prostu dopasowywałem sobie różne fragmenty... przyznam, że tekst w muzyce nigdy nie był dla mnie ważny, akurat ten sampel zwyczajnie "siadł" mi jakoś muzycznie.

JM: Mam trochę inne pytanie. Zaciekawiło mnie ogłoszone w 2012 roku kolabo Mikołaja Bugajaka z Psychocukrem, Mikołaj zapowiedział, że zajmie się produkcją następnej płyty zespołu. W polskim światku producenckim obaj "figurujecie" gdzieś tam obok siebie. Poszedłbyś na coś takiego? Byłbyś zainteresowany współpracą z, dajmy na to, jakimś zespołem popowym czy indie rockowym?

Trudno mi się wypowiedzieć na podstawie tego właśnie przykładu, bo po prostu nie kojarzę zespołu... Ja nie dzielę muzyki na mainstream i underground, tylko na dobrą i złą muzykę. Jeśli pojawiłaby się taka propozycja i to byłby dobry mainstream, to nie miałbym oporów, żeby się tego podjąć.

JM: Niedawno ukazały się remiksy Digital Garden. Zawsze mnie to ciekawiło – jak artysta odbiera swoją zremiksowaną muzykę, przefiltrowaną przez wrażliwość innych wykonawców? Jak ty do tego podchodzisz?

Zależy od realizacji! Temat tych remiksów Digital Garden był bardzo luźny i kształtował się chyba ze dwa lata. W momencie, kiedy wydawaliśmy płytę już pojawiały się pierwsze pomysły na remiksy. Ja jestem jak najbardziej na to otwarty. Jestem ostatnią osobą, która by się – brzydko mówiąc – wpieprzała innemu producentowi, mówiąc mu jak ma zrobić numer. Jeżeli jest ta chwila, że ufam danej osobie i przekazuje jej do zrobienia remix danego numeru to oczywiście ma ona pełną swobodę pracy. Są na tej płycie numery, które mi się bardziej podobają, są takie, które podobają mi się mniej, ale nigdy bym nie powiedział komuś: "zrób to inaczej!"

JM: Jako aktywny członek wytwórni U Know Me Records, dzisiaj już prężnej oficyny, skutecznie zajmującej się promowaniem nowej muzyki elektronicznej, masz pewnie rozeznanie, co stanie się w roku 2013. Wiem, że oprócz Red wyjdzie pod szyldem UKM krążek Roux Spany, będą nowe rzeczy od Galusa, Praktika...

To są plany. Myślę, że nie wszystkie z tych zapowiedzi zostaną spełnione. Na pewno będzie płyta Galusa, która jest właśnie na wykończeniu i krążek od EN2AKa.

JM: Czy planujecie uderzać z promocją na zachód czy raczej skupicie się na Polsce? Są zespoły w rodzaju Kamp!, które bardzo aktywnie próbują zbudować sobie pozycję na zachodzie, dostają fundusze z Instytutu im. Adama Mickiewicza. Czy myśleliście nad podobną formą wsparcia?

Jeśli pojawiłaby się taka możliwość, to jak najbardziej. Trudno mi się jakoś na ten temat wypowiedzieć, ja się tym nie zajmuję, zajmuję się robieniem muzyki. Natomiast nigdy nie było tak, że chodziłem i szukałem miejsca dla siebie do grania. Jeżeli będzie taka możliwość o oczywiście bym się cieszył. Bardzo czekam, żeby móc zaznaczyć swoją obecność na zachodzie, zresztą nigdy nie miałem okazji grać poza Polską. Jest poza tym taki szczegół, że jeszcze nie gram live, ale przygotowuję się do tego i już za miesiąc mam zagrać tutaj (5 kwietnia w Cafe Kulturalnej – przyp.red.) na żywo.

JM: Ciągle też czekamy na to, że jakiś nowy polski wykonawca pojawi się na Pitchforku. Ostatnim był, zdaje się, Jacaszek... W każdym razie – dzięki za rozmowę!

Dzięki!

Jacek Marczuk     Jakub Wencel    
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019