SPECJALNE - Wywiad

Wywiad z Igorem Pudło

9 marca 2016

Na łamach naszego serwisu mogliście przeczytać wiele wywiadów z rodzimymi artystami, których od lat podziwiamy i szanujemy. Od dłuższego czasu zastanawiałem się, dlaczego w takim razie brak w naszym archiwum rozmowy z formacją Skalpel. Myślę, ze naszym czytelnikom nie trzeba przedstawiać tego kultowego już wrocławskiego duetu, wszak dokonania Marcina Cichego i Igora Pudło na polu szeroko pojętej muzyki elektronicznej i generalnie naszej kultury są nieocenione. Trzy znakomite albumy (w tym wydany w 2014 roku Transit), kilka wyśmienitych EP-ek, status legendy - można by tak wymieniać w nieskończoność. Wreszcie przyszedł czas na uzupełnienie braków. W jednej z warszawskich kawiarni udało nam się porozmawiać z połową duetu Skalpel, ale również współtwórcą grup Evorevo i Nervy – Igorem Pudło, który w listopadzie 2015 powrócił jako Igor Boxx z nową płytą zatytułowaną Delirium. 29 lutego 2016 ukazało się jej wydanie na vinylu. Oto zapis naszej rozmowy. Miłej lektury.

***

Cześć Igor! Na początku chciałbym porozmawiać o waszej ostatniej płycie zatytułowanej Transit. Muszę przyznać, że nie spodziewałem się aż takiego dużego luzu, świeżości i witalności, która moim zdaniem cechuje ten album. Pomijając warstwę emocjonalną słyszę na niej nawiązania do wczesnego Air, Stereolab oraz do Steve’a Reicha. Co zatem zadecydowało, że zdecydowaliście się na nagranie płyty w takim, a nie innym klimacie?

Rzeczy, które zainspirowały nas do nagrania płyty Transit, jest tak naprawdę cała masa. Wszyscy artyści, których wymieniłeś, są dla mnie bardzo ważni i na pewno rezonują u mnie w podświadomości, ale podczas pracy nad tym albumem nie szukaliśmy konkretnych odniesień lub inspiracji. Powiem ci jednak, że przez całą płytę przewija się „motyw hiszpański”, który można odnaleźć patrząc chociażby na tytuły naszych poszczególnych kompozycji. Utwory zatytułowane "Siesta" lub "Saragossa" są tego najlepszym przykładem. Na krążku można dostrzec również inspiracje Milesem Davisem, albumami w rodzaju Sketches Of Spain czy In A Silent Way. Przyznam się szczerze, że na Transit nie było żadnego konkretnego planu, mieliśmy długi okres nierobienia muzyki, natomiast całe to zamieszanie zainicjował Marcin (Marcin Cichy wraz z Igorem Pudło tworzy duet Skalpel – przyp. JM), który wciąż jest muzycznym liderem zespołu. Razem z Marcinem mamy często wspólne inspiracje, ale gdy dochodzi już do konkretnego tworzenia muzyki oraz kwestii związanych z jej produkcją to najczęściej za warstwę bitową odpowiada właśnie on. Warto zauważyć, że na Transit wiele bitów zostało zaprogramowanych, w przeciwieństwie do poprzednich płyt, gdzie breaki i sample były edytowane. Marcin w pewnym czasie miał swój projekt, który nazywał się 365breaks i codziennie tworzył jeden nowy bit, zatem osiągnął już pewien stopień mistrzostwa w tej materii. Sprawa związana z "lekkością" tej płyty to na pewno również kwestia naszego wyluzowania oraz braku ciśnienia związanego z ewentualnym przebiciem poprzednika. (śmiech)

Mam wrażenie, że obecna muzyka elektroniczna bardzo często kładzie nacisk na "miejskość", neurozę, czasami wręcz paranoiczne emocje. Co sądzisz na ten temat? Przyznam ci się, że Transit był dla mnie dużym orzeźwieniem i stanowił pewnego rodzaju antidotum na takie granie.

Nigdy nie odczuwaliśmy potrzeby, żeby podążać za trendami. Kwestia wskoczenia do wagonu razem z "modną orkiestrą" raczej nas nie interesuje. Tak naprawdę staraliśmy się zrobić Skalpela jeszcze raz, ale trochę innymi środkami.

Chciałbym teraz nawiązać do wydanej w 2013 roku EP-ki Simple , a konkretniej do utworu "If Music Was That Easy" i klipu związanego z tą kompozycją. Od samego początku pojawiający się w tym obrazie taniec bohaterów filmu Tadeusza Konwickiego Salto idealnie współgra z waszą muzyką. Zawsze miałem wrażenie, że jest ona jest na swój sposób filmowa, ta sytuacja jeszcze dodatkowo to wyeksponowała. Moje pytanie jest zatem dość banalne, ale myślę, że warto je zadać: czy chciałbyś zrobić muzykę do filmu?

Tak, dlaczego nie! Właściwie skojarzenia naszej muzyki z filmem funkcjonują od samego początku. Tradycja jazzu w filmie jest bardzo bogata. Pamiętam, kiedy po raz pierwszy obejrzałem film Windą Na Szafot w reżyserii Louisa Malle’a i muzyka pochodząca z tego filmu zrobiła wówczas na mnie piorunujące wrażenie. Dopiero w napisach końcowych zobaczyłem, że człowiekiem odpowiedzialnym za soundtrack do tego filmu był sam Miles Davis. W zasadzie to do tej pory dziwię się, że nikt nam niczego takiego nie zaproponował! (śmiech) Natomiast jeśli chodzi o polski jazz i muzykę filmową to oczywiście Komeda, który moim zdaniem był najoryginalniejszym polskim kompozytorem jazzowym. Komeda za pomocą muzyki potrafił ilustrować różne stany emocjonalne i myślę, że nasza muzyka oddziałuje na słuchacza podobnie. Również staramy się ilustrować pewne emocje i chcemy wywołać je u odbiorców naszej muzyki. Jest jednak pewna zasadnicza różnica: Skalpel nie jest zespołem jazzowym! Powiedziałbym raczej, że razem z Marcinem tworzyliśmy i tworzymy post-jazz, analogicznie do terminu post-rock, gdzie konwencja rockowa bądź też prog-rockowa jest w pewien sposób złamana i potraktowana niedosłownie. Przypomina mi się teraz kwestia dotycząca zespołu Kraftwerk, kiedy to pod koniec lat siedemdziesiątych zapytano członków zespołu, co sądzą na temat muzyki punkrockowej. Co ciekawe, członkowie Kraftwerk przyznawali się wówczas do inspiracji muzyką Ramones – świadczy o tym chociażby pojawiający się w utworach Niemców motyw "eins, zwei, drei, vier", który inspirowany był zagraniami w stylu "one, two, three, four". Członkowie Kraftwerk powiedzieli wówczas, że cechą, która poniekąd łączyła ich z punkrockową estetyką było odgruzowanie muzyki z niepotrzebnych elementów. Myślę, że to samo zrobiliśmy z jazzem usuwając te wszystkie charakterystyczne dla tego gatunku solówki oraz improwizacje. Koncentrowaliśmy się na szkielecie bitowo-basowym i pewnego rodzaju tkance ambientowej. I tak to się mniej więcej do tej pory w Skalpelu układa.

Aż osiem lat trwała przerwa pomiędzy wydaną w 2005 roku płytą Konfusion, a opublikowaną przed dwoma laty EP-ką Simple. Warto zaznaczyć, że w międzyczasie występowałeś solo jako Igor Boxx. W jaki sposób podjęliście decyzje o powrocie? Pamiętam, że bardzo duże wrażenie zrobił na mnie wasz koncert w 2013 roku na katowickim OFF Festivalu nie tylko pod względem muzycznym, ale również wizualnym.

Historia naszego powrotu sięga jeszcze nieco wstecz niż nasz występ podczas katowickiego OFFa. Po wydaniu albumu Konfusion przestaliśmy na chwilę ze sobą współpracować i nagrywać, gdyż tak naprawdę nie wiedzieliśmy co ze sobą zrobić. (śmiech) Zajęliśmy się wówczas naszym życiem prywatnym, natomiast ja zdecydowałem się na solową twórczość jak Igor Boxx, ale cały czas pozostawaliśmy ze sobą w dobrych relacjach. Marcin masterował zresztą mój album Breslau. W pewnym momencie pomyśleliśmy sobie jednak, że wypadałoby w końcu coś zrobić jako Skalpel. Impulsem do tego było zaproszenie nas przez Filipa Berkowicza na krakowski festiwal Sacrum Profanum w 2012 roku, kiedy to wystąpiliśmy podczas koncertu Polish Icons wraz z remiksami utworów polskich kompozytorów: Pendereckiego, Lutosławskiego, Góreckiego oraz Kilara. Był to dla nas swoisty poligon doświadczalny, stanowiący odskocznię od jazzu, ale jednocześnie udowodniliśmy wtedy sobie, że wciąż możemy razem coś robić.

Strasznie wszechstronni jesteście!

Dziękuję! (śmiech) Powiem ci jednak więcej. W tak zwanym "międzyczasie" pojawiła się jeszcze propozycja zrobienia przez nas nowego utworu od kolegi, który jest właścicielem sklepu płytowego If Music w Londynie. Była to dziesiąta rocznica założenia tego sklepu i zaprosił on artystów, z którymi współpracował, żeby dali swoje nowe utwory bądź remixy na specjalny album, który byłby wizytówką tego wydarzenia. Notabene te sam kolega zrobił kiedyś pod pseudonimem The Amalgamation of Soundz remix naszego utworu "Low", który znajduje się na kompilacyjnej płycie 1958 Breaks. Zaczęliśmy robić utwór na tą płytę, dałem Marcinowi demo, które brzmiało trochę jak Skalpel z okresu Konfusion i wyszedł z tego wtedy kawałek "If Music Was That Easy". Ten utwór brzmi zresztą dość easylisteningowo i przyjemnie, ale jest jednocześnie wyrafinowany i skomplikowany w pewnych warstwach. Od razu skleiło mi się to wówczas w głowie ze sceną tańca pochodzącą z filmu "Salto" Konwickiego i okazało się, ze bez żadnego montażu to strasznie zażera. Wyznaczyło to pewną drogę do stworzenia EP-ki Simple, której tytuł jest zresztą dość ironiczny oraz albumu Transit. A koncert na OFF Festivalu? Z zespołem Skalpel jest pewien problem, a mianowicie był wirtualny zespół, który tworzył muzykę, ale tu nagle siłą rzeczy musieliśmy zacząć grać koncerty. Na początku razem z Marcinem byliśmy DJ-ami, nie było wtedy dostępnych środków technicznych, żeby zrobić wersję koncertową naszych utworów. Co ciekawe, po teledysku do naszego utworu "Sculpture", gdzie nasi koledzy udawali, że grali muzykę na żywych instrumentach, ludzie idąc na nasze koncerty, spodziewali się, że usłyszą nas na żywo, a tutaj jacyś didżeje! (śmiech) A później pojawił się program Ableton, poznałem perkusistę Janka Młynarskiego i dalej jakoś poszło. Od początku staraliśmy się nasze występy uatrakcyjnić stroną wizualną, żeby nie stało na scenie dwóch smutnych panów z komputerami. W pewien sposób chcieliśmy ucieleśnić ideę zespołu, który gra na żywo. Teraz wciąż to ucieleśniamy, ale jest to pewnego rodzaju hybryda pomiędzy graniem komputerowym koncertów a la Kraftwerk i z muzykami grającymi na żywych instrumentach. Na OFF Festivalu w 2013 roku po raz pierwszy się to udało i dalej to kontynuujemy, coraz lepiej nam to wychodzi.

Chciałbym pociągnąć jeszcze wątek jazzowy. Kiedy układaliśmy na naszym portalu polską setkę najlepszych płyt XX wieku musiałem przesłuchać mnóstwo płyt z polskim jazzem. Wiele krążków zrobiło wówczas na mnie olbrzymie wrażenie, by wspomnieć chociażby takie albumy, jak Quasimodo zespołu Laboratorium, Kujaviak Goes Funky kwintetu Zbigniewa Namysłowskiego czy Tiri Taka kwintetu Kazimierza Jonkisza. Wychodzę z założenia, że jesteś specjalistą w temacie polskiego jazzu, na waszych albumach i EP-kach pojawia się mnóstwo sampli związanych z nagraniami z serii Polish Jazz, ale są to sample nie tylko jazzowe. W każdym razie w temat polskiej muzyki zagłębiliście się bardzo mocno. Jak narodziła się ta zajawka?

Powiem ci, że nie korzystaliśmy tylko i wyłącznie z zasobów polskiej muzyki. Na naszych nagraniach pojawia się również wiele sampli z tzw. "demoludów", na przykład z Czech, Rosji, Węgier itp. (śmiech) Natomiast wracając do polskich nagrań to moja historia jest trochę inna. W 1984 roku, kiedy miałem 18 lat, widziałem się bardziej po stronie punk rocka oraz nowej fali. Miałem jednak przyjaciela, który był wówczas po drugiej stronie, słuchał wówczas dużo muzyki progresywnej, awangardowej oraz jazzowej. I tak się składało, że w soboty była u niego wolna chata to spotykaliśmy się i on katował nas tym jazzem, rzeczami typu Laboratorium czy Extra Ball. Zamiast piwa, którego wówczas nie było, piliśmy wódkę i słuchaliśmy jazzu. (śmiech) I w pewnym czasie się z tym jazzem oswoiłem i polubiłem.

A propos awangardy i progresywności muszę przyznać, że słuchając Transit miałem skojarzenia z płytą Future Days niemieckiej grupy Can. Co o tym sądzisz?

O, a to ciekawe! Pamiętam, jak puściłem ją Marcinowi parę lat temu i stwierdził, że jest to dość "skalpelowe". (śmiech) Powiem ci, że zajawka jazzem i krautrockiem to nie wszystko. Słuchaliśmy również rzeczy pokroju Cabaret Voltaire czy The Residents, czyli tuzów awangardy minionych dekad. Potem z kolei przyszły lata 90. i zacząłem fascynować się hip-hopem…

Zobacz, a ja z kolei chciałem spytać cię o IDM i powroty Aphexa oraz formacji Boards of Canada!

To bardziej zajawka Marcina, który jest zdecydowanym fanem wytwórni Warp. Ale oczywiście ja również bardzo lubię Boards of Canada, na pewno jest to jakaś podświadoma inspiracja, zresztą słuchałem niedawno ich pierwszej płyty (Music Has the Right to Children – przyp. JM.), na której odnajdziemy zresztą bardzo dużo bitów hip-hopowych. Na początku też chcieliśmy zrobić taki abstrakcyjny hip-hop inspirując się DJ’ami: Camem, Krushem czy Vadimem, a tymczasem okazało się, że jest w naszym kraju mnóstwo płyt jazzowych, które doskonale nadają się do samplowania. Muszę zaznaczyć, że lata 80. dały mi duży background w kontekście muzycznej wiedzy i dlatego szukanie inspirującej mnie muzyki jest dziś, w epoce Google’a i internetu, dużo prostsze.

No właśnie, a propos dzisiejszych czasów to muszę się zapytać ciebie o kondycję współczesnej muzyki elektronicznej. Jakie jest twoje zdanie na temat propozycji takich wytwórni, jak Planet Mu, Hyperdub czy Teklife? Wróciła również zajawka na techno. Śledzisz na bieżąco? Podoba ci się to?

Oczywiście jak najbardziej jestem świadomy istnienia wytwórni Hyperdub oraz Buriala, zresztą jego muzyka to tak naprawdę nic nowego, bowiem wrażliwość charakterystyczna dla dubu, którą chociażby on się inspiruje, pojawiała się w elektronice od dawna, ale owszem, nie jest to złe! Dzisiaj na rynku jest bardzo wiele dobrej muzyki, ale ja jestem już w tym wieku, że bardziej patrzę w stronę przeszłości. (śmiech) Niedawno widziałem wywiad z Ad-Rockiem z Beastie Boys i on mówi tam wprost, że większą frajdę sprawia mu słuchanie muzyki z lat 70. czy starego reggae niż sprawdzanie tego, co robią młodzi. Jest już pewna bariera wiekowo-pokoleniowa, że pewnych rzeczy nie jest się już w stanie zrozumieć. Ale jak najbardziej podobają mi się rzeczy nowe, chociażby płyta Jamiego XX, płyta dość kontrowersyjna, będąca poniekąd soundtrackiem do dzisiejszego konsumeryzmu, ale bardzo dobrze brzmiąca i naszpikowana ciekawymi pomysłami. Podoba mi się również SBTRKT, ale rzeczy pochodzące chociażby z wytwórni pokroju Planet Mu czy Teklife są już dla mnie zbyt skomplikowane. (śmiech)

W październiku 2015 roku obchodziliśmy piętnastolecie wydania albumu Kid A grupy Radiohead. Dla mnie jest to ostatni wielki album, który łączył ludzi bez względu na ich preferencje muzyczne. Pewnie to banał, ale dla mnie prywatnie Radiohead to ostatni, prawdziwie "wielki zespół", który oddziałuje na popkulturę na takich samych zasadach, jak The Beatles, Pink Floyd czy Kraftwerk. Masz podobne zdanie na ten temat?

Jasne, zgadzam się! (śmiech) W kontekście Radiohead dobre jest porównanie do Beatlesów, którzy funkcjonowali w diametralnie innych czasach, ale podobnie jak Radiohead nasłuchiwali tego, co się dzieje w podziemiu, w muzyce psychodelicznej oraz eksperymentalnej. Potrafili to genialne włączyć do swojej muzyki, popularyzując jednocześnie muzykę psychodeliczną oraz eksperymentalną. Podobnie zrobili Radiohead inspirując się chociażby artystami z katalogu wytwórni Warp.

Dokładnie, choć przypominam sobie utwór ''The National Anthem'', który zdradza również spore inspiracje jazzowe. Nieoceniony był również udział producenta Nigela Godricha…

Podobnie jak w przypadku Beatlesów – George’a Martina. Dobrą paralelą dla Radiohead jest faktycznie Pink Floyd, który również miał kilka okresów w swojej działalności. W kontekście Radiohead zgadzam się z tezą, że to ostatni wielki zespół. Nie ma o czym mówić. .

Moje ostatnie pytanie związane jest z waszymi planami na przyszłości. Niebawem ukaże się twój solowy album zatytułowany Delirium, ale interesuje mnie również Skalpel. Czy coś wisi w powietrzu? Czy odpoczywacie od nagrań studyjnych i macie zamiar skupić się na koncertach?

Biorąc pod uwagę lata, kiedy pojawiły się nasze krążki trudno jest jednoznacznie ocenić, kiedy pojawi się następny materiał. (śmiech) Za to planujemy w przyszłym roku wydać nasze archiwalia ze "złotego okresu" zespołu Skalpel, czyli lat 2001-2006. Będą to rzeczy nie tylko rzeczy nie wydane, ale i porozpraszane i z tzw. "stron B". Ułożyła się z tego bardzo dobra, zaginiona płyta z tamtego okresu. Chcemy takie coś wydać, ale i wydać na Vinylu EP-kę Polish Jazz. Nastąpi więc okres podsumowujący i retrospektywny. (śmiech) Oprócz tego działamy sami. 6 listopada 2015 roku ukazuje się mój album Delirium i jest to poniekąd brakujące ogniwo pomiędzy 1958 Breaks a Konfusion. Tak więc szykuje się dużo odwołań do psychodelii, jazzu i krautrocka. Na Delirium będzie też nieco ironii i dowcipu, więc mam nadzieję na naprawdę fajne wydawnictwo. Planuję również grać koncerty z tym materiałem.

Dziękuję bardzo za rozmowę!

Również dzięki!

 

Wywiad z dnia 22 października 2015.

Jacek Marczuk    
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019