SPECJALNE - Wywiad

Wywiad z Dizzeem Rascalem

13 lipca 2013



Wywiad z Dizzeem Rascalem
Z dnia 7 lipca 2013
Autor: Filip Kekusz

Okoliczności, w których rozmowa powstała, są fajniejsze od niej samej, ale to nie ja zrobiłem "I Luv U" czy "Bubbles". W każdym razie wysłannik Porcys pojawił się na backstage’u Dizzee’go i Rihanny.

* * *

Obejrzałem sobie tracklistę Twojego nowego albumu. Sporo fajnych nazwisk: Bun B, Robbie Williams, Jesse J, RedOne – co zdecydowało, że właśnie ci goście pojawili się na The Fifth?

Różnie. Bun B to po prostu mój przyjaciel. Od dłuższego czasu zamierzaliśmy zrobić kilka piosenek. Ale w wielu wypadkach to kwestia dostępności oraz tego, czy jakiś artysta ma po prostu ochotę na to, żeby coś nagrać. Tak było z Robbiem – jego nazwisko wypłynęło podczas jakiegoś spotkania.

Ale że spotkałeś Robbiego Williamsa na jakiejś imprezie i powiedziałeś – hej, zróbmy duet?

Nie, tak to wyglądało z Bunem B, bo i tak spotykamy się zwykle, kiedy jestem w Stanach. W przypadku Robbiego mój manager spotkał się z jego managementem, spytał się o wspólny kawałek, odpowiedź była na tak, ale pod warunkiem, że spotkamy się razem w studiu, więc musiałem polecieć do Los Angeles. Ale to było bardzo fajne, bo z Calvinem Harrisem i Armandem Van Heldenem nigdy nie byłem w studiu. Spotykaliśmy się, ale nigdy w studiu. A i tak zrobiliśmy hity.

Dziesięć lat temu tworzyłeś w bardziej intymnej atmosferze, byłeś tylko Ty i Cage, teraz wokół jest mnóstwo ludzi, którzy podrzucają Ci bity – to chyba inny rodzaj energii?

Dlatego właśnie ta płyta jest zupełnie inna. Oczywiście fajnie było być kiedyś samowystarczalnym, mieć Cage’a w pobliżu, ale teraz przynajmniej mogę skupić się wyłącznie na tekstach. Dobrze mieć ludzi, którzy podrzucają ci podkłady, dbają o hooki, śpiewanie w refrenach, organizują featuringi. Poza tym nagrywaliśmy album w Los Angeles – a to sprawiło, że wszystkie problemy, które rozpraszają mnie, kiedy jestem w Londynie, były tak daleko, że mogłem się naprawdę skoncentrować.

A są jacyś artyści, z którymi chciałbyś współpracować w przyszłości?

Oczywiście, dziesiątki. Teraz nikt mi nie przychodzi do głowy, bo wciąż tkwię w The Fifth, wkrótce będzie nowy singel, gdzie pojawi się Will I.Am., świetnie układało mi się z Jesse J, ale jeszcze mnóstwo przede mną.

Wyglądasz na bardzo podekscytowanego nową płytą.

Oczywiście! To świetna płyta! I to nie tylko moja opinia. Koncertowałem kilka ostatnich miesięcy i widziałem reakcję, jaką wywołują te kawałki na żywo. Teraz moje sety składają się w przeważającej większości z nowej muzyki [a to akurat prawda – prócz "Fix Up, Look Sharp" i singli z Tongue'n'Cheek, w Polsce Mills grał wyłącznie z The Fifth – FK] i świetnie się sprawdzają.

Porównując do Boy In Da Corner, poprzedni album był bardzo lekki i ten też się na taki zapowiada. Nie ma już demonów z tamtego czasu?

Pewnie że nie, dlaczego miałyby jeszcze być? Jestem w zupełnie innym punkcie życia, mam 28 lat, mam dobre życie, zwiedzam świat i bardzo to lubię. I dlatego chcę robić muzykę, która będzie się podobała w każdym zakątku globu.

I jeszcze jedno pytanie – debiutowałeś jako prawdziwy młodziak, ale teraz też jest mnóstwo młodych, zwracających uwagę, nierzadko agresywnych graczy – Chief Keef, Tyler, Joey Bada$$. Uważasz, że mają coś do powiedzenia?

Słucham ich wszystkich. Chief Keef leci u mnie niemal codziennie. Tyler trochę rzadziej, ale to niesamowicie kreatywny artysta. A Joey Bada$$ – ma niesamowity ninetiesowy flow. Właśnie wymieniłeś czołówkę moich ulubionych raperów.

Filip Kekusz    
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019