SPECJALNE - Wywiad
Chloe Martini

Wywiad z Chloe Martini

4 października 2014

Z dnia 27 września 2014 r.

Chloe Martini, czyli Anna Żmijewska — nieślubne dziecko Ryūichiego Sakamoto i Sade, autorka świetnej EP-ki Reborn, znakomita remikserka, fanka samochodów z lat osiemdziesiątych i j-popu, której agent jest również agentem Alizzza (nie wiedzieliście!). Podczas występu w lubelskim Domu Kultury (właściwie przed występem, w trakcie byłoby chyba trudno) udało nam się ją złapać i chwilę porozmawiać. A było o czym, bo już niebawem nakładem Roche Musique powinna ukazać się druga EP-ka producentki, z którą wiążemy ogromne nadzieje. Poza tym świat potrzebuje Chloe Martini, tak jak morska kraina potrzebuje słonych wód, "jak prawiczek potrzebuje kobiecych ud". Zapraszamy więc do lektury.

* * *

Zaczniemy od standardowego pytania pojawiającego się niemal w każdym wywiadzie, którego udzielasz, czyli od tego o pseudonim, powstały mniej więcej w taki sposób, jak Atomówki. Skąd więc wzięła się intrygująca nazwa Chloe Martini?

Chloe Martini: Tak, to standardowe pytanie. A pseudonim wziął się stąd, że pewnego dnia stwierdziłam, że chcę mieć konto na portalu SoundCloud, nie wiedząc jednak, jakiej nazwy użyć. Wiedziałam tylko, że chcę mieć jakieś alter ego, które zawiera imię i nazwisko. Na moim biurku stały perfumy marki Chloe i butelka po Martini Asti, więc połączyłam Chloe i Martini. Brzmiało to całkiem nieźle i tak zostało do dziś.

Więc teraz rozmawiam z Chloe Martini czy z Anną Żmijewską?

Z kimkolwiek chcesz rozmawiać.

Dobrze, zatem pytanie do Chloe. Pracujesz nad drugą oficjalną autorską EP-ką, mającą ukazać się we francuskim labelu Roche Musique, w którym wydają między innymi Darius czy Karma Kid. Co to będzie? Ile możesz powiedzieć?

Jest w trakcie produkcji. Nie mam pojęcia, kiedy zostanie wydana. Z deadline'ami i z datami jest duży problem, bo tak naprawdę nigdy nic nie wiadomo i to jest poza moją kontrolą. Co mogę powiedzieć? EP-ka będzie odnosić się do muzyki, której uwielbiałam słuchać w czasie mojego dzieciństwa. Będzie troszkę żywsza od Reborn i nie aż tak melancholijna. Brzmienie będzie bardziej kolorowe. Może to zabrzmi zabawnie, ale jedną z inspiracji tej EP-ki były choćby Spice Girls. Będzie więc miała ona vibe początku lat dziewięćdziesiątych.

Wow, Spice Girls!

To moje guilty pleasure!

Muszę Ci powiedzieć, że ja słucham Spice Girls bez wstydu, bo raz, że miały naprawdę świetne single, a dwa, że teraz takich kawałków praktycznie już nie ma.

Nie ma. Nie ma przede wszystkim takich girlsbandów, które zrewolucjonizowałyby pop. Jest w tych piosenkach coś nostalgicznego, coś dziecięcego. Zapewne dlatego, że na nich się też wychowałam.

Ale zwykle, gdy mówisz o inspiracjach, wskazujesz na lata siedemdziesiąte, osiemdziesiąte: disco, funk, Michael Jackson...

Tak naprawdę Michael Jackson zawsze był i zawsze będzie moją inspiracją.

Nie wiem, czy to prawda, ale ponoć ma się ukazać remaster Off The Wall z okazji 35. rocznicy wydania.

Tylko i wyłącznie remaster? W sumie lubię zremasterowane albumy, jednak nawet ten brud, to analogowe brzmienie jest tak niesamowite. Zabawna historia, na rynku staroci znalazłam winyl Off The Wall który nabyłam za 30 zł, dzięki Lublin!

Jesteś fetyszystką winyli?

Nie, nie do końca. Nie chce mi się wstawać i podłączać tego wszystkiego (śmiech). Chociaż zdarza mi się mieć ochotę, by usiąść i posłuchać sobie czegoś porządnego. Fajnie jest mieć na półce kilka ulubionych albumów. Niestety nie mam nawet porządnego soundsystemu u siebie, a to też jest potrzebne. No i marzy mi się mieć własną EP-kę na wosku!

Okej, skoro wrócił temat EP-ki, to zapytam o sprawę, która poniekąd się z nią wiąże. Mówiłaś o tych terminach i deadline'ach, a jak to jest z procesem produkcji? Czy cyzelujesz swoje utwory godzinami, dbając o każdy najmniejszy szczegół, czy wystarczy impuls i wszystko jest gotowe w parę chwil?

To zależy. Na przykład mój ostatni remiks dla Jaya Prince'a został wypuszczony po trzech dniach pracy. Staram się, żeby każde moje wydawnictwo było lepsze, tym bardziej EP-ka. Chciałabym, aby progres był widoczny. Dlatego na pewno przykładam dużą wagę do brzmień, do miksu czy do harmonii. Komponowanie to jedna rzecz, trudniejsze jest później obrobienie tego tak, żeby to potem brzmiało wyśmienicie. Ogólnie to duża przyjemność i idzie mi to z łatwością, choć czasami wiadomo — ma się gorsze dni i idzie trudniej.

Wciąż zaczynasz tworzenie od progresji akordów? Słychać, że poświęcasz na ułożenie przebiegu sporo czasu i to mocno wyróżnia Twoją muzykę na tle mainstreamu i nie tylko.

Chyba nadal działa to w ten sposób. Muzyka mainstreamowa jest skonstruowana w głównej mierze z banalnych akordów. Aby zobaczyć, jak to wygląda, wystarczy wejść na YouTube. Znajdziesz tam filmiki w stylu "Four Chords, 40 Songs", w których pokazuje się, jak na bazie czterech prostych akordów możesz zaśpiewać nieskończoną ilość piosenek.

A co z liczbą piosenek? Masz na dysku — czyli, jak to się mówi, w szufladzie — dużo utworów? Albo inaczej: jesteś płodną artystką? Ciężko mi to rozstrzygnąć?

Nie mam tak dużo. Mam sporo szkiców, ale zazwyczaj są to nieukończone rzeczy. Jest kilka beatów, które teoretycznie są skończone, ale najwyraźniej nie satysfakcjonowały mnie na tyle, aby je wydać. Ale myślę, że dobrze jest mieć coś w szufladzie, aby ewentualnie pokazać coś wytwórni, która będzie zainteresowana. A czy jestem płodną artystką? Niby tak i niby nie, bo wydaje mi się, że wcześniej robiłam troszeczkę więcej muzyki niż teraz. To też zależy od czasu, który się na to poświęca. Myślę, że zachowuję umiar, bo też nie można przesadzać z wydawaniem — wtedy to wszystko się znudzi. Na przykład pamiętam, że przed wypuszczeniem mojego remiksu Sii nie wydawałam nic przez dość długi czas — takiej długiej przerwy nie miałam chyba nigdy.

A jak to było z remiksem Sii?

Dostałam wiadomość od swojego managera z prośbą od Sony o zrobienie remiksu tego utworu. Wytwórnia pokładała wielkie nadzieje w tym singlu już od samego początku i przeczuwała, że "Chandelier" może stać się hitem. Teraz każdy zna "Chandelier" i teledysk z Maddie. Wokal Sii bardzo mi się podobał, zwłaszcza refren, który według mnie ma coś w sobie. Teoretycznie piosenka jest typowym mainstreamowym EDM-em, ale ma w sobie coś nostalgicznego i dlatego jest inna niż wszystkie.

Ja ogólnie nie przepadam za Sią.

Sia jest takim ghostsongwriterem, bo pisała piosenki dla Beyoncé, Rihanny czy Katy Perry, jest więc naprawdę niezła, jeżeli chodzi o rynek mainstreamowy. Jej utwory może są bez szału, ale cenię to, w jaki sposób układa melodię i z jaką łatwością to robi. "Chandelier" na pewno ma w sobie coś innego, nie wydaje mi się, żeby w innym razie stał się aż tak popularny.

No dobrze, zmieńmy trochę temat. Nie wiem, czy zauważyłaś, ale 25 września były jakieś problemy na SoundCloudzie i nie można było słuchać wielu utworów. Co byłoby, gdyby SoundCloud zniknął?

Na pewno w jakimś stopniu byłaby to tragedia. Przede wszystkim byłaby to wielka tragedia dla wielu początkujących producentów. Ale nawet jeżeli SoundCloud zostałby zamknięty, to od razu powstałby nowy portal, na który ludzie masowo by się przenosili.

Poruszając jeszcze wątek SoundClouda: kiedyś powiedziałaś w jakimś wywiadzie, że dla Ciebie wytwórnią nie jest mały label, wokół którego skupiają się "soundcloudowi" producenci, ale wytwórnią jest Warner.

Tak, i na razie się tego trzymam. Nie mówię, że nie istnieją dla mnie żadne wytwórnie niezależne, ale powiedziałam w jednym wywiadzie, że te tak zwane "wytwórnie soundcloudowe" są bardziej kolektywami. Możesz powiedzieć "mam wytwórnię", możesz powiedzieć "jestem producentem", a możesz też powiedzieć "jestem DJ-em". Wszystko zależy od punktu widzenia.

À propos produkcji — nadal konsekwentnie trzymasz się FL Studio?

Nadal pracuję na FL Studio. Poświęciłam bardzo dużo czasu na poznanie tego programu i sądzę, że tak naprawdę nadal nie znam wszystkich jego funkcji. Wciąż mogę wycisnąć z niego więcej, ale w tej chwili nie martwię się o to, że nie wiem, jak coś zrobić, bo gdy mam jakiś koncept, to chcę go realizować, a nie martwić się "nie wiem, jak to zrobić, muszę najpierw spędzić godziny na czytaniu". Takie coś jest trochę dołujące i cała inspiracja odchodzi. Po prostu trzeba umieć przełożyć pewien pomysł na dźwięki i niestety nie mogłabym tego zrobić w niektórych programach. Na przykład w Abletonie, który jest zupełnie inny niż FL i porzuciłam pracę z nim po paru dniach.

Fajna reklama dla Abletona! Wróćmy do jednego z poprzednich wątków: na czym grasz te progresje, na których budujesz utwór? Fortepian?

Mam kontroler i wybieram jakąś wtyczkę. Szczerzę mówiąc, lubię grać, używając dźwięków rhodesa. Zwyczajnie: siadam i zaczynam grać to, co przyjdzie mi do głowy.

Pytam, bo w sumie masz pewne muzyczne wykształcenie.

Troszeczkę, pięć lat w szkole muzycznej. Wiem, że to brzmi pięknie, ale nie wygląda chyba aż tak fajnie. Jeśli chodzi o teorię, nie nauczyłam się tam nic. Jedyne, co wyniosłam ze szkoły, to granie z nut. Głównie było to granie z nut Bacha, etiud czy sonat.

Ale na szczęście udało Ci się wpaść na Ryūichiego Sakamoto. Mam pytanie: gdyby poproszono Cię o skomponowanie muzyki do filmu, wróciłabyś do tego?

Oczywiście, że bym wróciła! To jest moje ogromne marzenie i zawsze będzie moim marzeniem.

A co jest większym marzeniem: skomponowanie muzyki do filmu czy zorkiestrowanie własnej muzyki?

Wiesz co, nie mogę powiedzieć, co jest większym marzeniem. Tak naprawdę lubię wyzwania muzyczne, lubię się rozwijać i lubię się sprawdzać w różnych dziedzinach.

Często padają w wywiadach pytania typu: z kim chciałabyś mieć featuring? Zwykle odpowiedzią jest Michael Jackson.

Tak, to również jest standardowe pytanie. Niestety taki featuring jest niemożliwy.

Dlaczego? Justinowi Timberlake'owi się udało.

(Śmiech) Racja!

Spokojnie, wydasz drugą EP-kę. Wiesz, ile MJ ma kawałków w szafie? A potem koncerty.

Hologramy! Moonwalk! (śmiech).

Właśnie: koncerty. Grałaś jakiś czas temu na festiwalu Way Out West w Göteborgu. Jak to wyszło?

Niestety, nie miałam przyjemności grać na polu, gdzie rozgrywał się cały festiwal, bo w Way Out West zawierał się festiwal, który nazywa się Stay Out West, ten z kolei rozgrywał się w klubach i ja byłam w line-upie właśnie tego wydarzenia. Ogólnie bardzo lubię festiwale, na przykład uwielbiam Open'era, aczkolwiek jego ostatnie line-upy aż tak mi się nie podobały. Za to koncert Prince'a był niesamowity.

Dobrze, zmieńmy temat. Czasem zadaję w wywiadach pytanie o serwisy streamingowe typu Spotify, bo wiąże się to poniekąd z kwestią wydawania muzyki. A pytam szczególnie dziś, bo zaledwie wczoraj Thom Yorke, a więc przeciwnik Spotify, wydał nową płytę via BitTorrent. Jesteś za czy przeciw?

Wydaje mi się, że artyści są świadomi tego, że w dobie Internetu ludzie i tak będą ściągać muzykę masowo z torrentów i hostingów. Myślę, że akurat Spotify jest świetnym wyjściem. Okej, czytałam gdzieś, że artyści dostają bardzo małe pieniądze ze streamingów, ale z drugiej strony jeżeli ktoś ściąga album nielegalnie, to artysta nie dostanie za to żadnych pieniędzy. Na Spotify możesz posłuchać różnych nowych albumów, zawsze któryś przypadnie Ci do gustu i pewnie będziesz chciał go mieć na CD czy winylu. Moim zdaniem to też pomaga więc zmniejszyć skalę piractwa. Toteż nic nie mam do Spotify, ale ile osób, tyle opinii.

No dobrze, znowu zmieńmy wątek. Polska muzyka: słuchasz? Lubisz? Polecisz mi kogoś?

Muszę się głęboko zastanowić. Klaves jest świetnym producentem, którego bardzo szanuję. Lubię Mikromusic, Night Marks Electric Trio czy Rebekę. Musiałabym jeszcze pomyśleć, bo na pewno ktoś by się znalazł. Ale jeżeli chodzi o polską muzykę, już nie licząc tej klubowej i elektronicznej, to uwielbiam polskich kompozytorów. Mamy naprawdę świetnych kompozytorów, zwłaszcza tych starszych. Ale myślę, że jeszcze niebawem ktoś się pojawi — może kompozytor, może producent. Nigdy nic nie wiadomo.

Okej. Gdzie komponujesz i produkujesz?

W pokoju mam monitory, mam laptopa. Tak naprawdę mam bardzo ubogie studio, którego nawet nie nazwałabym studiem. Szczerze mówiąc, nigdy w życiu nie byłam w prawdziwym studiu, a marzy mi się praca w takowym.

A jeśli chodzi o sam proces komponowania? Powiedziałaś kiedyś: "Nigdy nie widzę obrazów podczas tworzenia muzyki. Widzę muzykę, czuję muzykę, wdycham muzykę, muzyka jest we mnie, a gdy tworzę, jestem jak w transie". Skomentujesz to?

No cóż, nie widzę obrazów, za to słyszę muzykę w głowie. Nie mam takiej wiedzy o teorii muzyki, aby wiedzieć, że to, co mam w głowie, to akord taki czy inny. To, co słyszę, staram się odzwierciedlić na klawiszach. U mnie inspiracja pojawia się zazwyczaj znienacka. Dlatego staram się mieć telefon przy sobie, żeby coś nagrać, coś podśpiewywać, zanucić jakąś melodię. Na przykład jestem w kuchni, coś gotuję i nagle przychodzi mi jakaś melodia do głowy. Powtarzam ją parę razy, żeby nie zapomnieć, podchodzę do laptopa, włączam go i staram się przełożyć dźwięk na midi. Melodie szybko wypadają z głowy, więc najlepiej równie szybko je zapisać.

To teraz najpoważniejsze pytanie: czy w Polsce da się żyć z muzyki niezależnej?

To jest trudny temat, ale co to znaczy "w Polsce"? Jeżeli da się wyjść poza rynek polski, jest na pewno łatwiej, ponieważ stawki zagraniczne są inne. Wiadomo, że u nas zarabia się mniej niż za granicą, ale u nas teoretycznie mniej za wszystko płacimy. Z muzyką jest tak, że nie masz z niej stałego dochodu. Trzeba non stop pracować, bo są gorsze sezony, jak choćby zima. W zimie tak naprawdę nie ma koncertów, z kolei lato to głównie czas festiwali, a nie klubów, wiadomo więc, że wiosna i jesień to najlepsze okresy. Trzeba mocno się starać, aby umieć bić się w muzyce i żeby mieć po prostu stały dochód. To nie jest proste, ale jest do zrobienia. No i przede wszystkim, jeśli jest się muzykiem, trzeba umieć oszczędzać (śmiech).

Niestety, w Polsce ciężko jest być muzykiem niezależnym.

Moim zdaniem Polska leży, jeżeli chodzi o edukację muzyczno-elektroniczną. Istnieje tylko i wyłącznie Akademia Muzyczna, która kształci, ale jest ściśle oparta na instrumentach i teorii, a nie ma czegoś takiego jak nauka muzyki połączona z nauką o związanej z nią technologii. Odkąd istnieje muzyka elektroniczna, a istnieje już dość długo, nie ma żadnej szkoły, która uczyłaby, jak łączyć muzykę i komputer, czyli muzykę i technologię.

Wróćmy do muzyki. Jakie są Twoje dalsze plany? Coś się kroi? Może longplay?

Zrobiłam ostatnio dużo remiksów, więc w tym momencie chciałabym się zająć czymś solowym. A longplay? Jest w planach, nie wiem, jak bardzo odległych. Czuję, że jeszcze muszę się sporo nauczyć, żeby taki longplay wydać. A EP-ki są dobre do wyćwiczenia perfekcji i dokładności.

Wiem, że Twoimi ulubieńcami są: Lido, Pomo, Trian Kayhatu, Kaytranada czy Lindsay Lowend. A czego lub kogo słuchasz ostatnio?

Szczerze mówiąc, w trakcie tworzenia nowej EP-ki staram się nie słuchać nowej muzyki czy dźwięków z SoundClouda i skupiam się na słuchaniu takich oldschoolowych, starych brzmień z końca lat osiemdziesiątych i początku dziewięćdziesiątych. Chcę się naprawdę skupić i otaczać tylko tym, co da mi inspirację, dlatego teraz ciężko mi wymienić jakieś nazwisko czy nazwę. Teraz słucham dużo Prince'a.

A jaka jest Twoja ulubiona płyta Księcia?

Controversy.

Ciekawy wybór! Ale czas nas goni i zostało już tylko jedno, ostatnie pytanie: gdybyś miała skomponować drinka Chloe Martini, jaki byłby skład?

Sok żurawinowy, gin i oczywiście nie mogłoby zabraknąć Martini Bianco.

Dzięki za wywiad!

Nie ma problemu.

 

(Fotografia autorstwa Ignacego Śmigielskiego.)

 

Tomasz Skowyra    
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019