SPECJALNE - BRUDNOPIS

Tides From Nebula
Safehaven

2016, Mystic 5.8

Czym jest esencjonalny post-rock, nie trzeba dużo mówić. Czym jest post-rock obecnie? W zasadzie tym samym, tylko jeszcze bardziej zachowawczym i archaicznym. Z jednej strony nie-żywa skamielina, muzeum, skansen no… ale nowy Tides, chociaż odlany z doskonale znanej formy (Safehaven w końcu), mimo że nierozerwalnie związany z patosem osiągającym czwartą gęstość, wciąż potrafi poruszyć. Nie udało się niestety oderwać od przytłaczającego ciężaru gatunkowych grzechów, gdzie w mało wysublimowany sposób tworzy się postowe hymny, uwznioślające nawet najbardziej prozaiczne fragmenty rzeczywistości, ale czy to ostatecznie źle? Jeżeli ktoś nie czuje zmęczenia przewałkowanym miliard razy tematem repetowanej i łzawej atmosfery albo cierpi na zaawansowany zespół Korsakowa, ta płyta to ideał – gęsta gitarowa faktura, trochę bezduszne wycyzelowane brzmienie oraz wszystkie inne komponenty potrzebne do odhaczenia kolejnych podpunktów pokładanych w gatunkowych oczekiwaniach. Album do patrzenia odrealnionym wzrokiem w stronę horyzontu, chociaż od czasu do czasu bardziej pod bycie wyciętą figurą z przesadnie sentymentalnej reklamówki w złym guście. Dla fanów gatunku obowiązek, dla całej reszty: przyzwoita pozycja.

Michał Kołaczyk    
11 lutego 2017
BIEŻĄCE
Porcys: Equalizer #4
M83Knife + Heart