SPECJALNE - BRUDNOPIS

N'Sync
Celebrity

2001, Jive 2.7

Płytka przesłuchana po raz pierwszy w chatce na odludziu, z groszkiem oczywiście, ale również Kubą, który na wysokości drugiej minuty openera zapytał się nawet zainteresowany co to takiego, by za chwilę zaśmiać się z siebie: "heh, myślałem, że to jakaś dobra muzyka". Otóż mogłaby to być dobra muzyka, bo to przecież ostatni album N'Sync, poprzedzający świetne Justified i współpracę JC Chaseza z Basement Jaxx. Właśnie, Celebrity stanowi znakomity dokument okresu przejściowego w historii teen-popu, od stuprocentowej chały do epoki, kiedy z każdym wykonawcą należy się już liczyć, jako potencjalnym sprawcą pozytywnej niespodzianki. Białe boysbandy i girlsbandy lat 90tych to przede wszystkim załogi jednoznacznie słabe – Boyzone, Backstreet Boys, East 17, S Club 7, B* Witched, No Mercy, wczesne N' Sync właśnie. Natomiast parę lat temu wytwórnie zrozumiały chyba, że bardziej opłaca się myślenie długofalowe i teraz wykonawcom z MTV nie raz zdarza się nagrać coś pod opieką kreatywnych producentów z efektem w postaci "Toxic" czy płyta Justina.

Także tak jak powiadam, Celebrity tkwi jeszcze po pośladki w ciotowskim, pustym, landrynkowym, backstreetowym ścieku, adresowanym do dwunastolatek, jednak pod wieloma względami wskazuje już na ambitniejsze czasy. W genialnie ładnym, dojrzałym "The Two Of Us" mamy hint ballad Jacko; boleśnie banalnie rozpoczęte, ale ładnie poprowadzone "Something Like You" rzuca się w uszy miłymi harmoniami wokalnymi zakończenia i prześlicznymi solówkami harmonijki Stevie Wondera (to jest piosenka dżej-ti, w innej jego pojawia się Pharell, więc gdzieś wtedy prawdopodobnie zaczęło się budowanie credibility; rok później miał nadejść słynny live z Coynem); najlepszy w zestawie closer "Do Your Thing" zaskakuje zdrową nowoczesnością, całkowitym brakiem kiczu (mimo chwilowego udziału rapera) oraz koronkowymi bicikami; zdekonstruowane (hyhy) infantylne disco "Pop" daje świadectwo dobrych chęci Timberlake'a; a parę innych kawałków ujawnia aspiracje jakieś minimalne w kwestii urozmaicania bounce'ów, mnóstwo patentów produkcyjnych wdraża i nieoczywiste jak na genre rozwiązania. Niestety melodyka okazuje się miejscami zwyczajnie niestrawna, nieraz upośledzona wręcz, poroniona, i przyłapuję się, że czekam na fragmenty liryczne, nie wytrzymując żywszych.

24 lutego 2006
BIEŻĄCE
Ala|ZastaryJutro?
Zbigniew Stonoga"Uśmiechnij Się"