SPECJALNE - BRUDNOPIS

Goldfrapp
Supernature

2005, Mute 3.0

Ciągle mam nadzieję, że dwie ostatnie płyty Goldfrapp to rodzaj nieudanego eksperymentu. Zamysł Supernature – tak jak w przypadku Black Cherry jest prosty: połączyć "klymatyczne", bogate melodycznie piosenki, oparte na głosie Alison z klubową aranżacją, nawiązującą przede wszystkim do electro i house'u. Miało to zapewne dodać muzyce i wizerunkowi frontwomanki wielkomiejskiego, lekko perwersyjnego erotyzmu i spowodować, że w krótkim czasie zostanie popartystowską gwiazdą. W porządku, pomysł wydawałoby się ok. Co z tego, kiedy "a" nie pasuje do "b", forma do treści, śruba do mutry etc. Kiedy broni się kompozycja, przeszkadza słaby aranż, lub vice versa. W niektórych utworach te dwa elementy – każdy z osobna – robią pozytywne wrażenie, ale razem przywodzą na myśl krzyżówkę wilczura i chomika z Transatlantyku. Generalnie muzyka prezentuje się jako ubogi kuzyn Moloko. Bardzo trudno nie zauważyć, nie usłyszeć, że świetny głos Goldfrapp najlepiej sprawdził się na eterycznej pierwszej płycie Felt Mountain, błyszczał też w ambient-house'owych kompozycjach Orbital. Tymczasem na Supernature wokalistka kontynuuje próby przebicia muru swą delikatną głową. A wystarczyłoby zmniejszyć tempo o kilka BPM, zredukować bity i basy, wysubtelnić nieco aranż. Czasy brzmień, do których nawiązywał debiut, bezpowrotnie minęły, ale mam wrażenie, że podobnie ma się z eksploatowaną tu formułą. W związku z tym najciekawszym elementem Supernature jest zdecydowanie okładka.

16 sierpnia 2006
BIEŻĄCE
Bedoes & Kubi ProducentKwiat Polskiej Młodzieży
Różni WykonawcyAir Texture Vol. VI