SPECJALNE - BRUDNOPIS

Friendly Fires
Pala

2011, XL 7.4

Nie wiem, co miałem w uszach niemal równo rok temu, słuchając tej płyty, ale na pewno nie było to nic przyjemnego. Najgorsze jest to, że musiały dziać się jakieś naprawdę dziwne rzeczy, bo zupełnie o Pali zapomniałem. W związku z tym trochę głupio mi podsycać zajawkę z takim opóźnieniem, ale nie do końca, bo to w końcu album tak bardzo z naszej bajki, że gorszym wyjściem byłoby nie wspomnieć o nim ani słowem. Z chłopków-roztropków, bliżej nieokreślonych gówniarzy z UK, Friendly Fires za sprawą ostatnich dokonań zbliżyli się do hermetycznej grupy "Porcys darlings". Wiecie, Changes, Jensen Sportag, Inc., wszyscy znamy te ekipy i mocno im kibicujemy.

Pala, szczytowe osiągnięcie w dotychczasowym dorobku zespołu, brzmi jak skompresowany melanż wszystkiego co najlepsze w "naszej" muzyce ostatnich lat. Są tu zarówno echa rozbujanego Chazwickowego chillwave'u ("Hurting", jakie to dobre!), jak i cuda-niewidy w tytułowym kawałku, który brzmi jak efekt potencjalnej współpracy Greenspana z Diogenes Club, a to jest tylko wierzchołek góry lodowej. Czterdzieści pięć minut tego materiału spokojnie mogłoby konkurować z najlepszymi połówkami na Euro w kategorii ilości dostarczanych emocji. Nie znajdziecie na tej trackliście wypełniacza, a wspólną cechą każdego z tych 11 tracków jest przede wszystkim fantastyczna produkcją. Pod tym względem to zdecydowana czołówka ubiegłorocznych albumów, ale sam songwriting też nie ułomek. Śmielsze wyeksponowanie synthów, wymuskanie każdego, najdrobniejszego nawet detalu – to wszystko może oszołomić, dlatego aby w pełni docenić to, co się tu dzieje potrzeba wielu odsłuchów. Zachęcam, bo nie wiem czy w 2012 roku coś zrobi na mnie takie wrażenie jak ten album.

Kacper Bartosiak    
3 lipca 2012
BIEŻĄCE
American FootballAmerican Football (LP3)
Mac DeMarco"All Of Our Yesterdays"