SPECJALNE - BRUDNOPIS

Flava D
More Love

2015, self-released 8.0

2015 to już zamierzchłe wieki, ale to właśnie wtedy Danielle Gooding, londyńska producentka UK house'u, wypuściła More Love – dostępny jedynie w postaci plików zestaw tracków, o którym zaledwie wspomnieliśmy w rekapie z muzyką elektroniczną. A to dziełko zasługuje na odrobinę więcej uwagi, nawet jeśli pojawiło się prawie 2 lata temu. Bo czy znacie drugą taką "płytę"? Jesteście w stanie wskazać album, który przypomina to, co Flava D "gra" na tej quasi-kompilacji? Mi jakoś nic nie przychodzi do głowy, choć oczywiście z łatwością jestem w stanie wskazać, do jakich momentów dance'owej historii odnoszą się cząstki, z których Danielle składa swoje rozmarzone, skonstruowane jakby wedle prawideł dancefloorowego palladianizmu, 2-step-garage-r&b-bassline-house'owe brylanciki. Jednak w tym przypadku wykaz referencji i namechecking odpowiednich postaci nie wystarczy, aby uchwycić istotę kolekcji, którą zdobi symboliczne serduszko na czarnym tle.

"Most personal project" – tak sama Flava określała ten materiał. I nie ma się co dziwić, bo to już nie jest mixtape z upchniętymi wałkami, ale przygotowana z pedantyczną dokładnością narracja podzielona na odcinki. Jak jej się to udało? Parafrazując Boya-Żelińskiego ze wstępu do Stendhalowskiego arcydzieła Czerwone I Czarne: Flava czerpie garściami z UK garage'owej szkoły, grime'owej agresji i 2-stepowej dyscypliny, ale cały amalgamat odświeża tchem nostalgicznej refleksji. I to właśnie dzięki rzeczonemu zmysłowemu pierwiastkowi melancholii Danielle spaja ten wydawałoby się luźny zestaw utworów w jeden dialektyczny strumień dźwięków. Na każdym kroku czuć dotyk i obecność blondwłosej producentki – 5 sekund wystarczy, aby wiedzieć, że to właśnie ona jest autorką danego kawałka. Autorką, bo podobnie jak Jensen Sportag w roli remikserów, dziewczyna tworzy na kanwie "istniejących" piosenek lub przy pomocy sampli coś zupełnie nowego, a przy tym unikatowego i uzależniającego. Coś, co posiada własną tożsamość. I to jest najbardziej fascynującym aspektem More Love.

Zaskakujące jest również to, że mimo starannie nakreślonego pola odniesień, materiał jest tak eklektyczny. Znajdziemy tu przerażająco grywalny "smutny 2-step": weźmy wyłaniający się z cyfrowej piany "Good 4 U", dryfujący w onirycznej mgiełce title track, iskrzący pastelową paletą barw, subtelny taniec "Clarity" czy metaliczną imprezę w garażu z SWV w roli głównej. Wszędzie ten sam wspólny mianownik, ale każdy indeks ma swój własny charakter, koloryt, odcień, nastrój. Idąc dalej, natrafimy na "Tell Me", który mogłaby przygotować Chloe Martini, gdyby podczas prac nad Reborn słuchała Todda Edwardsa, a nie Christiny Aguilery. Jest incepcja Tinashe w postaci "2 On" i wieczorno-intymny ambient "Closure" zamykający cały "album". Aha, są też bangery: nieco brutalny grime-house "Selecta", bezpardonowy, ale inteligentny morderca "War Dub" i wreszcie soczysty wymiatacz "Jill Scott". Każdy z fragmentów składa się na godzinną sesję z zachwycającym maestrią w operowaniu klimatem, dance'owym manifestem. Danielle, more love, please!

I pozostaje tylko czekać na kolejny ruch ze strony Flavy D. W zeszłym roku dostaliśmy singiel "Happy" oraz kompilację Fabriclive 88, więc może już za moment pojawi się informacja o kolejnym autorskim wydawnictwie pochodzącej z Londynu producentki. Tymczasem delektujmy się tym, co mamy, bo wątpię, aby istniała lepsza rzecz od More Love, która tak znakomicie nadaje się na melanż w czasach post-prawdy.

Tomasz Skowyra    
7 lutego 2017
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019