SPECJALNE - BRUDNOPIS
Eugeniusz Rudnik

Eugeniusz Rudnik
ERdada Na Taśmę

2014, Requiem Records 6.6

Minione dwanaście miesięcy to bezsprzecznie rok Eugeniusz Rudnika. Dwie wzmianki na Porcys w ramach regularnie podejmowanego cyklu Nut Dźwięków, śląski koncert w Katedrze Ewangelickiej Zmartwychwstania Pańskiego, którego de facto nie było oraz najważniejsze: cztery zupełnie nowiusieńkie, wytłoczone na kompaktach impresje zajęły należne im miejsce na półkach internetowych sklepów dystrybuujących krajową muzykę, podkreślając tym samym, że już nie tylko Bolesławowi Błaszczykowi – wieloletniemu popularyzatorowi twórczości Rudnika – zależy na wymiernym sukcesie naszego "Homo Radiophonicusa" jeszcze za jego żywota.

Od wszystkich kompozycji-rękodzieł, składających się na ERdadę Na Taśmę, bije dojrzałość, przebyta artystyczna droga wyrażona w ponad piętnastu tysiącach kilometrów ciętych taśm magnetofonowych. Pan Eugeniusz przeżył już swój amerykański sen w polskim wydaniu. Zawędrował z więzienia do publicznego szaletu, stamtąd, przypadkiem, wprost do siedziby Polskiego Radia, by kilkanaście lat później zrealizować elementarny utwór europejskiej muzyki elektronicznej (mowa o ''Etiudzie na jedno uderzenie w talerz'' niedawno zmarłego Włodzimierza Kotońskiego) czy w centrum Kolonii jeść placek drożdżowy z samym Karlheinzem Stockhausenem. I przyznam, że zabawnie się na to patrzy, gdy ma się na uwadze fakt, że wszystko to, cała ta twórcza tułaczka, jest w zasadzie niczym innym, jak czystym zrządzeniem losu. Efektem prozaicznej nudy skonfrontowanej z Oceanem Spokojnym talentu drzemiącym w skromnym mazowszaninie. Niejedna rodzima firma fonograficzna (żeby nie wymieniać z nazwy) zrzeszająca artystów bawiących się dźwiękiem i po same łokcie babrających w awangardzie, przede wszystkim czerpiących przy tym garściami z dorobku Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia oraz nierzadko z ambientowych kraut-new age’owych plam Popol Vuh (niestety najbardziej przemilczanego w polskich muzycznych mediach zespołu działającego w latach siedemdziesiątych), pogodzić się musi z tym, że Rudnikowi nigdy w życiu nie przyświecała jakaś wzniosła idea, a ich styl i byt są w pewnym stopniu następstwem chwilowego splinu wynikającego ze stagnacji w studiu. Ale dziś nie do końca o tym chciałem pisać. Potraktujmy to jako dygresję.

Wydany w 2009 roku czteropłytowy monogram zawierający większość sztandarowych, archiwalnych elektroakustycznych wariacji na dobre wprowadził nas w świat "rudnikowszczyzny". Dlatego też w pełni świadomie stwierdzić należy, że ERdada nie obraca się w stylistyce zupełniej oderwanej od dotychczasowych muzycznych aktywności kompozytora, a jest jedynie konsekwentną kontynuacją znanej nam poetyki Pana Eugeniusza i jego świadomego wyboru francuskiej, kojarzonej bardziej ze słowem niż czystą elektroniką, szkoły dźwięku. To właśnie słowami Władysława Rutkowskiego do melodii "O, mój rozmarynie" oraz deklamowanymi fragmentami dzieła Adama Mickiewicza Rudnik wykleja (dosłownie) kolejny fragment swojego autorskiego requiem kartoflano-analogowego. Inny indeks, niespełna czterdziestominutowa "ERdada 80/50/39.40 Na Taśmę", sięga po to, co na "Divertimento" się nie zmieściło, a czego umieszczać w koszu zdecydowanie nie warto i co poddać można procesowi recyklingu. Takim sposobem wykwita przed nami kolejny dadaistyczny kolaż złożony z chrząknięć, beknięć, rozczłonkowanych spółgłosek i samogłosek wydobytych lata temu z rozmów Krzysztofa Pendereckiego oraz Bernarda Ładysza, jak donosi informacyjna wkładka dołączona do płyty. Całe nagranie wręcz epatuje intymnością i nieskomplikowaną wrażliwością. Polski mistrz muzyki konkretnej na tych zwojach taśm uczy i bawi, przeraża i zachwyca, wzrusza, ale również oddaje hołd przyjaciołom. Tym żyjącym i tym lżejszym o dwadzieścia jeden gramów. "Elektrowyzwoliny" pochylają się nad wiolonczelą przywołanego w pierwszym akapicie Błaszczyka, podczas gdy "Memini Tui" powoli, misternie dzierga białą chustkę na ostatnie pożegnanie osobliwego przyjaciela, Arne Nordheima – norweskiego kompozytora, który w swej pracy wykorzystał tylko-sam-Bóg-wie-ile Rudnikowych taśm bez wiedzy prawowitego ich właściciela.

Eugeniusz Rudnik wyraźnie nabrał wiatru w żagle pod skrzydłami Requiem Records i mimo osiemdziesięciu dwóch lat na karku wcale nie spuszcza z tonu. ERdada Na Taśmę to tylko dobry początek, bowiem zapowiedziano już, że w niedalekiej przyszłości, praktycznie na dniach, pojawić się mają kolejne prace kompozytora – nagrywane nieprzerwanie pomiędzy 1975 a 1995 rokiem, trwające od trzydziestu sekund do kilku minut każda Miniatury.


Witold Tyczka    
27 lutego 2015
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019