SPECJALNE - BRUDNOPIS

Decemberists
The Tain (EP)

2004, Acuarela Discos 4.0

Zanim Meloy i reszta uraczyli nas tegorocznym progrockowym potworkiem w postaci The Crane Wife przyszło ostrzeżenie w postaci EP-ki The Tain, ponadosiemnastominutowej suity o jakimś tam celtyckim królu czy coś, nie wnikałem, bo w XXI wieku raczej niespecjalnie obchodzi mnie Król Artur. Generalnie pamiętam, że Meloy reklamował to wydawnictwo jako metalową wersję The Decemberists, a ja się pytam – po co? Kurcze, gdzie się podział ten utalentowany songwriter, przed którym padam przed kolana (dwa pierwsze albumy The Decembersts to jedne z moich ulubionych wydawnictw tego wieku, popowe fragmenty Picaresque też dawały radę, weźmy choćby takie "We Both Go Down Together")? Gdzie jest koleś, który wyrzucał z siebie z szybkością karabinu maszynowego przebojowe kawałki, jakich późny Morrissey mógłby mu tylko pozazdrościć?

Wprawdzie mamy na tym krótkim wydawnictwie z 2004 roku momenty przykuwające uwagę (w okolicach siódmej minuty wraz z pojawieniem się damskiego wokalu robi się całkiem przyjemnie), ale średnio chce mi się ich wyczekiwać, skoro oznacza to konieczność przebrnięcia przez ciężkostrawne yesopodobne fragmenty. Na korepetycje w temacie pisania długich utworów, które nie nudzą słuczaczy zapraszam do Joanny Newsom. Dziwna sprawa w ogóle z tym Colinem, jak widać przeintelektualizowanie nie zawsze wychodzi na dobre, a artysta z Portland zdecydowanie za dużo książek się naczytał: najpierw celtyckie sagi, potem jakieś japońskie bajki...Kto wie, może na kolejnym wydawnictwie Meloy zaispirowany wykładem profesora Giertycha o ewolucji postanowi bliżej przyjrzeć się perypetiom Smoka Wawelskiego. Ale to już chyba beze mnie.

8 listopada 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019