SPECJALNE - BRUDNOPIS

Andy Stott
Luxury Problems

2012, Modern Love 5.4

W 2011 roku Andy Stott, grający dotąd dosyć konwencjonalny house zwrócił na siebie uwagę dwoma wydanymi w krótkim odstępie czasu EP-kami czy też mini-albumami; Passed Me By i We Stay Together. Muzykę na nich zawartą sam określił jako "knackered house", co w połączeniu z rzutem oka na okładkę pierwszej z nich daje niezłe pojęcie czego można się było spodziewać – spowolniony rytm, brudna produkcja, zanurzone w smole techno, impreza u sąsiadów piętro wyżej, na której ktoś nieopatrznie puścił płytę na 33 obrotach zamiast 45.

2012 przyniósł Luxury Problems, oczekiwany po zaostrzających apetyt EP-kach drugi długogrający album Stotta. Produkcja uległa pewnemu wygładzeniu, nie ma już tego brudu znanego choćby z Passed Me By, choć oczywiście nadal dużo jest charakterystycznych szumów i pogłosów. Najbardziej widoczna zmiana to pojawienie się wokali, za które odpowiada jego była nauczycielka gry na fortepianie – Alison Skidmore. Pytanie, czy ich dodatek wyszedł tej płycie na dobre; najbardziej interesujące ścieżki to jednak masywne, taneczne "Sleepless" czy niepokojące "Expecting", oba pozbawione głosu wokalistki. Ciekawe jest też "Up the Box" w którym Stott bawi się amen breakami i formułą jungle. Wracając do wokali, trzeba jednak przyznać, że utwór tytułowy intryguje – oparty na prostym house'owym rytmie i bujającym basie, z wplecionymi gdzieniegdzie pojawiającymi się jakby znikąd samplami, przywodzi na myśl raczej trip hop niż wcześniejsze dokonania Brytyjczyka. Wokół głosu Skidmore zbudowane są otwierające "Numb" i zamykające "Leaving" a w "Lost and Found" słyszymy niemal operowy śpiew. Brzmi to dosyć karkołomnie, jednak Stottowi udało się wyjść z sytuacji obronną ręką i wokale dobrze wpasowują się w jego zdekonstruowaną muzykę taneczną.

Mam problem z jednoznaczną oceną tego albumu. Nie jest zły i bardziej rozczarowałby mnie zupełny brak zmiany w wypracowanej i nieco wyeksploatowanej już formule. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że w rzeczywistości to wszystko słyszałem już tak naprawdę na dwóch wspomnianych EP-kach. Stott miał jakiś pomysł, całkiem sprawnie zrealizowany, jego "knackered house" może nie był rewolucyjny, ale z pewnością wywoływał jakieś emocje. Luxury Problems to powielenie tych samych, znanych już patentów, w bardziej melodyjnej formie, która jednak wydaje mi się zbyt rozwodniona, żeby nie powiedzieć mdła. Pewnie jest to wyraz dalszych poszukiwań Brytyjczyka, próba rozszerzenia formuły, jednak dodatek wokalistki i wygładzenie produkcji to za mało by mówić o jakimś szczególnym progresie, raczej o rozmienianiu się na drobne. Z pewnością jest to płyta przystępniejsza niż poprzednie, nie chcę oceniać czy to dobrze czy źle, mnie ona jednak do końca nie przekonuje. Niemniej jednak czekam na kolejne wydawnictwa licząc, że przyniosą coś ciekawszego.

Maciej Simka    
18 czerwca 2013
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019