SPECJALNE - Artykuł

Live 50, czyli najlepsze single 00s na żywo

14 sierpnia 2008



!!!
"Me And Giuliani Down By The School Yard (A True Story)"

BD [2.0]: Kto był rok temu w Hard Rock Cafe, ten wie, że mimo błagania ze strony widowni, zespół nie wykonał swojego opus magnum. Wygląda jednak, że nic nie straciliśmy. ATFOSMERA ta sama co wtedy w Warszawie – gościu miota się i poci jak zapyziały (koleżanka wspominała: "stojąc w pierwszym rzędzie miałam jego genitalia przed nosem"), ale muzycznie nawet słynne "turu tu tu tuuuu..." zostało sknocone.




Missy Elliott
"Get Ur Freak On"

WS [7.0]: Pamiętam, że oglądałem ten koncert na żywo na kanapie. To było w czasach, w których MTV pretendowało jeszcze do roli stacji muzycznej. O ile się nie mylę ów spektakl uświetniał rozdanie nagród VMA w 2001. Ale w sumie who cares? Ważne jest tylko to, co dzieje się na scenie. A dzieją się tu rzeczy wprost niestworzone, takie jak Missy latająca na żyrandolu, Nelly F. wyskakująca z otworu gębowego w skali makro, pląsy zahipnotyzowanych tancerzy i eksplozja energii, a co za tym idzie pęknięty ekran u widza. Na moment wpada też podniecony Ludacris, który dorzuca swoje ''One Minute Man'', to jest kolejny hit z Miss E… So Addictive. A to wszystko dla Aaliyah, no i dla was kochani.




Sophie Ellis-Bextor
"Me And My Imagination"

WS [3.5]: Życie boliii. Moja ulubienica na żywo wypada fatalnie, rusza się jak nieociosana kłoda, śpiewa bez wyrazu, a na domiar złego zespół blefuje, że gra. Łudziłem się, że prezentowane tu wykonanie to tylko wypadek przy pracy, ale nie, każdy koncert urodziwej Brytyjki wygląda tak samo lub podobnie, check ''Music Gets The Best Of Me''. Kciuk w dół.




Nelly Furtado
"Do It"

WS [8.0]: Starcie dwóch popowych symboli: Wieża Eiffla vs. Nelly; na punkty wygrywa Kanadyjka. Jeszcze kilka lat temu byłoby to nie do pomyślenia, metamorfoza Furtado w dalszym ciągu zdumiewa. Ale to nie miejsce, ani czas na roztrząsanie takich rudymentarnych kwestii. Zajmijmy się lepiej samym występem, który porywa as fuck. Nelly wraz z zespołem na żywo i w kolorze prezentuje się doprawdy znakomicie. Brakuje mi palców (a mam ich wiele) do zliczenia wszystkich absolucików tu obecnych. Z kolei głowę posiadam tylko jedną, jednak w sumie nieprzydatną do niczego, gdyż wymiatający epilog pozostawia mnie "niepiśmiennym analfabetą".




Nelly Furtado
"Maneater"

WS [8.5]: Timba ukradł bita z Finlandii, natomiast Nelly uprowadziła stamtąd perkusistę (ale serio koleś wygląda jak drummer z jakiegoś skandynawskiego death metalowego bandu). ''Maneater'' live to kwintesencja popowej orgii, niemiaszki musiały być w siódmym niebie ("danke schön" na końcu nie kłamie). Dopiero na żywo w pełni możemy dostrzec jak znakomity songwriting stoi za tym numerem. Szukajcie szczęki na podłodze.




Nelly Furtado feat. Timbaland
"Promiscuous"

BD [9.0]: Fajnie. Kameralny nastrój w klubie, Timba na scenie, żywy band. Nawet bardzo, kurwa, fajnie. A nie jakaś powódź pod gołym niebem i "zniszczone moje bagi Pelle Pelle".




Jamiroquai
"Runaway"

WS [10.0]:






Jay-Z feat. Linkin Park
''Points Of Authority / 99 Problems''

WS [7.5] Nu-metalowcy ogrzali się w blasku Hovy. Kolesie, których wszystkie single oscylowały w okolicach 0.0, całkiem dobrze wypadli w ramach tej kolaboracji. Występ doprawdy mocarny, w zasadzie nie ma się do czego przyczepić, co więcej ów mash-up na żywo pachnie niczym napalm o poranku. Pozostają jedynie zgliszcza, nie powstrzymasz tego, zalecam więc postępować wedle zasady ''jeśli nie możesz kogoś pokonać, przyłącz się do niego''. Highlight: mina Jay-Z na wysokości 5:29.




Junior Senior
"Move Your Feet"

WS [9.5]: ''Ten występ jest jak wariacki seks'' – rzekła siostra i po raz kolejny trafiła w sedno. Lepiej bym tego nie ujął, zresztą sami zerknijcie. Totalny spontan, Junior pieszczący seledynowe wiosło, hawajski domek za plecami, cholernie pociągające żeński chórek, wisząca opona, świdrujący bas, a także emanująca z każdego zakątka sceny dobroć (Kamasutra rozdz. IV str. 67). Co więcej, po dwóch tygodniach ciągłego oglądania tego koncertu skłaniam się ku ryzykownej tezie, iż rzeczony występ jest lepszy niż cały ten seks. Kamasutra może się schować.




Knife
"Heartbeats"

WS [8.5]: Porażający wykon, mogący wywołać wytrzeszcz permanentny. Wasz ulubiony synth-popowy szlagier brzmi tu jak zagubiony track z Silent Shout. Efekt jest co najmniej piorunujący. Mamy tu boskie arpeggia, synth-bas wyjęty z ''Take My Breath Away'' (Top Gun anyone?), orgie świateł, a nawet digi-płatki śniegu. Chciałbym tam być, najlepiej w pierwszym rzędzie.




strona #1   strona #2   strona #3   strona #4   strona #5

BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019