SUPLEMENT

20 najlepszych singli 2005


Toni Braxton
Take This Ring
[2005, Blackground; 9.0]

Kto by pomyślał, że przyjdzie nam zachwycać się singlem Toni Braxton – wykonawczyni kojarzonej raczej z obciachem niż doznaniami muzycznymi. Wygląda jednak na to, że w końcu (w wieku lat 37) szczęście się do Toni uśmiechnęło: spotkała Richa Harrisona, a ten stworzył dla niej, kolejny już w swej karierze, popowy majstersztyk. Pochodząca z albumu Libra piosenka "Take This Ring" to młodsza, nieco tajemnicza siostra "1 Thing", wciąż wszakże maksymalnie uwodząca. Charakterystyczne uderzenia werbla, zadziwiające manipulacje stereo w refrenie i perfekcyjny miks w którego warstwach łatwo się zagubić. Każdy dźwięk dziwnie wibruje, a każde słowo sprawia wrażenie idealnie dopasowanego do muzyki. Arcydzieło matematycznego r&b ujawniające swój pełny potencjał na słuchawkach i zasługujące na poczesne miejsce w zestawie The Best Of Rich Harrison, jaki genialny producent pewnego dnia (miejmy nadzieję) skompiluje.



Max Tundra
So Long, Farewell
[2005, mp3; 8.0]

Przeserdeczny, uwielbiany przez nas Ben Jacobs umila fanom oczekiwanie na swój trzeci longplay (ponoć premiera w 2007) częstymi remiksami i coverami. Tu bierze na warsztat pieśń ze słynnego musicalu The Sound Of Music, każąc swojej siostrze Becky śpiewać melodię pod rytm riffu "61over", do przyśpieszonego akordu z "Lysine" w tonacji "Labial". Niepostrzeżenie pocięty, zdekonstruowany bit prowadzi do transowego, electro-jamu, by powrócić ku przewodniemu motywowi w finale. Cały ten postmodernistyczny miszmasz brzmi więc jak brakujący skrawek Mastered By Guy At The Exchange i rzeczywiście mamy tu to, co najlepsze, a czego nie brakowało i na drugim albumie Tundry – zabawowe podejście do muzyki połączone z przyjemnym, skomplikowanym, ale uporządkowanym w wyobraźni szaleństwem i umiejętnością zrobienia czegoś ze wszystkiego.



Panda Bear
I'm Not / Comfy In Nautica
[2005, United Acoustic; 6.9]

Członkowie Animal Collective spijają śmietankę nieoczekiwanej sławy przedstawiając kolejne poboczne / solowe projekty, EP-ki, single i splity. Były właściciel sklepu "Other Music" Noah Lennox tym skromnym, dwutrackowym wydawnictwem (razem osiem minut) w piękny, bezpretensjonalny sposób odwołał się do spiritualnej magii debiutu macierzystej formacji bez zbędnego chuchnięcia i pufnięcia. "I'm Not" operuje parosekundowym loopem cyfrowo przesączonego skrawka religijnego chorału przyklejonego do spoczywających w głębokim tle sygnałem trąbki i elektronicznych pulsacji w dziedzinie ambient techno spod znaku pierwszego Selected Aphexa. "Comfy In Nautica" natomiast wydaje się ujawniać ambicje tworzenia world beatu z prawdziwego zdarzenia, folku świata naturalnego i muzyki ponad barierami. Oba utwory to najwcześniej ujawnione fragmenty autorskiego krążka Pandy, Person Pitch, którego wydanie zapowiada artysta na rok 2007.



Polmo Polpo
Kiss Me Again And Again
[2005, Intr_Version; 9.0]

Undergroundowy dance-hymn Russella "Kiss Me Again" zostaje tu poddany zdumiewającej, ponad dwudziestominutowej przeróbce. Z olśniewającego oryginału zachował się raptem szkic rytmiczny, ale psychodeliczna wariacja na jego wątku sięga miejscami równie olśniewających szczytów, choć w zupełnie innym, odległym łańcuchu górskim. Rozmyte, śnięte, omamione gitary ze wstępu przenoszą strumming a la Andreoni w przestrzeń abstrakcji – to już nie funkujące skrecze dance-punku, tylko narkotyczne wizje na ich podstawie. Kiedy na pierwszy plan wychodzi groove basu i asymetryczne figury tworzą powoli bardziej przejrzyste układy zarysowuje się nieśmiało współczesny (potencjalny) klasyk oderwanej od ziemi muzyki tanecznej, dającej pomysł jak mógłby wyglądać wspólny balet Out Hud i Liquid Liquid w oparach halucynacyjnego house'u. Gdyby tylko loop źródłowy nie pochodził z dzieła klasyka sprzed dwu dekad, okrzyknęlibyśmy Polmo Polpo zbawicielem.



Reel People feat. Sharlene Hector
The Rain
[2005, Papa; 8.5]

Singiel współpilotujący Second Guess (rozszerzoną wersję jedynego jak na razie materiału długogrającego w dorobku brytyjskiego kolektywu) reprezentuje ten niezwykle przez nas hołubiony typ piosenki, która posiadając świetny popowy hook potrafi go zgrabnie połączyć z aranżacyjnym bogactwem i pomysłowością. Tricki rytmiczne, atakujące znienacka wyrafinowane modulacje i harmonie oraz tchnące życiem, inspirowane soulem, funkiem czy fusion to główne atuty w talii tych DJów. Dezorientację powoduje też ich łatwość wplatania odniesień do klasyki stylu: początek to wykapany Chick Corea Electric Band, kosmiczny mostek przypomina rozmyte zwolnienia a la Stevie Wonder, a całość ewokuje Prince'a w świecie acid-jazzu. Trochę jak najarany Jamiroquai z kobietą na mikrofonie pomyka ten olśnewający tune i może czegoś nie wiemy, ale jeśli to własna kompozycja RP, to doznaliśmy.



Robyn
Konichiwa Bitches
[2005, Konichiwa; 8.0]

Pochodzący z self-titled, czwartej płyty w dorobku szwedzkiej wokalistki, ten jeszcze-nie-singiel to elitarny hymn perwersyjnych cyników typu ILM, jeden z najszerzej dyskutowanych album tracks zeszłego roku, doskonale obrazujący metamorfozę Robyn od słodkiej teenage-popowej laleczki z okresu nagrań debiutanckich do przeklinającej, cynicznej suki na jaką pozuje dziś. Plasujący się wśród najlepszych żeńskich rapów ostatnich miesięcy i stąd nasuwający skojarzenia z Missy Elliott czy Gwen Stefani, wyzywająco dynamiczny, irytująco bezczelny grower "Konichiwa Bitches" popyla w trzech odsłonach muzycznych: electro, quasi-drum'n'bassowej i orientalizującej. Jeżeli blondwłosa królowa internetowych środowisk meta-recenzenckich zdecyduje się wydać ów kawałek na małej płytce i wesprzeć go gorącym klipem – na co mocno liczymy – stanie się on mega-hitem na 2006.



Sugababes
Push The Button
[2005, Island; 8.5]

Wiodący hit z Taller In More Ways (czwartego albumu w dyskografii wiecznie zmieniającego skład girlsbandu) okazał się największym przebojem w karierze zespołu. Nam zajęło kilka miesięcy by zrozumieć, że to popowy evergreen 2005. "Push The Button" to nie wyluzowany bounce, o breakbeatowych (automatycznie – "czarnych") korzeniach; bliżej mu do europejskiej, kanciastej tradycji (vide marsze, czardasze i polki). Nie posądzamy go też o nowatorskie podejście do języka muzycznego. Zaletą podstawową są trzy chwytliwe melodie trzy (zwrotka, mostek, refren) oraz odważny tekst z kwiatkami typu "my sexy ass". Ten songwriterski potencjał wydobywa ładnie akustyczna przeróbka kawałka, będącego jedną z czołowych atrakcji opublikowanej w 2006 składanki Overloaded: The Singles Collection.



t.A.T.u.
Friend Or Foe
[2005, Universal]

Drugi lead z Dangerous And Moving, drugiego albumu kontrowersyjnego rosyjskiego duetu, dokumentuje ich ewolucję od surowej, "punkowej" wręcz estetyki wschodnioeuropejskiego dance'u debiutu w stronę starannego, wygładzonego, rasowego popu rodem z "Zachodu". Opis ten dodatkowo usprawiedliwia faktografia na temat powstawania numeru: współnapisał go Dave Stewart (Eurythmics), na basie gościnnie pogrywa Sting, a fotografię z okładki wykonał Bryan Adams. Z początku pozostawiające wrażenie rzeczy przaśnej i banalnej, po bliższym zapoznaniu "Friend Or Foe" jawi się monumentalną balladą z power-chordowym walcem w refrenie. Sporządzono jego kilkanaście remixów, dołączanych do limitowanych edycji singla.








Reklama na Porcys?
reklama@porcys.com